10 października 2011

poezja

gabrysia cabaj
gabrysia cabaj

Rzecz o bandonii

Kiedyś opowiem o wuju Bernardzie, co miał dwie żony
i spory majątek. Zajmował się kuźnią i grał na bandonii.
To właśnie on z braćmi stawiał nasz dom przed wojną.

Był panem lasu i karych koni, którym sam diabeł nocą
splatał warkocze, a tak misternie, że włosek do włosia
(czerwone wstążeczki), a wuj spał winem złożony.

Taki raptus i znachor; w sękatych rękach umiał nosić
pszczoły. Płakaliśmy słuchając jego grań w niedziele.

Gbur i filozof - raczej z łaski wiatru, za pługiem chodząc
czy przy kosie latem, lecz ucichł, gdy pierworodny,
szukając drogi na wyspę, odważył się w czepku utopić.

A tej jedynej nie tknął już nigdy - mówił, że miechy
pękły jej przy nadziei.

.

Szel
10 października 2011 o 00:18

pieknioe Gabrysiu, ale po bandonie bede musiala wyskoczyc w gogle :))

zgłoś

gabrysia cabaj
10 października 2011 o 00:22

ok, szel - namęczyłam się z tekstem i chyba o pomoc poproszę wiesego, bo temat dla mnie ważny, a nie chcę go schrzanić...

zgłoś

Szel
10 października 2011 o 01:57

juz wiem co to bandonia...cos niby harmoszka...(mysle ze wiese moze tu pomoc, bo to tega glowa nawet po łuckiej)... wymienilas ja az trzy razy...co ci sie raczej w wierszach nie zdarza! :))

zgłoś

Wieśniak M
10 października 2011 o 06:11

odważył się w czepku utopić- bardzo trafne:)

zgłoś

An - Anna Awsiukiewicz
10 października 2011 o 07:14

Smutny koniec:)

zgłoś

gabrysia cabaj
10 października 2011 o 08:56

szel - masz rację z tymi powtórkami / Wieśniak - bo Janek był w czepku utopiony / An - jak prawie wszystkie końce:) barthkowsky - dziękuję i lecę do Cię, bo albowiem już czytałam i mi się dzisiaj bardzo, ale to bardzo podoba - pozdrawiam wszystkich;)*

zgłoś

agnieszka_n
10 października 2011 o 09:32

świetna historia, brawo! : )

zgłoś

gabrysia cabaj
10 października 2011 o 10:02

Agnieszko, Jarku - niech okrzepnie w tej formie - jeżeli ktoś chciałby umiejscowić mojego wuja Bernarda, odsyłam do Drewnianych ptaków, rzeźbionych motyli - pozdrawiam Was serdecznie

zgłoś

Istar
10 października 2011 o 10:34

też bym chciała wyskoczyć kiedyś z mojego hula-hop :( świetny Gabrysiu!

zgłoś

gabrysia cabaj
10 października 2011 o 13:57

heh, Istar!

zgłoś

:)
10 października 2011 o 13:22

proponuję "winem znużony", hej:)

zgłoś

gabrysia cabaj
10 października 2011 o 13:58

znużony? skoro zległ, to złożony.

zgłoś

Leszek Lisiecki
15 października 2011 o 00:26

Gabrysine opowieści - jak zawsze żywe i prawdziwe i prawdziwi w nich ludzie. Super!!!

zgłoś

sisey
29 lipca 2012 o 10:55

Gdybyś nie zawołała, miło. By choć ciut rzeczowo, a nie tylko słodko, to coś mi tu lekko zgrzyta, ale to już historyczny tekst, wiec sza. Zastanawiam się jak wielu Bernardów ukrywa się jeszcze w tej grafice. Wychodzę do sadu. Chodź ze mną.

zgłoś

gabrysia cabaj
29 lipca 2012 o 15:46

mam gości, ale niezmiernie miło, sisey, żeś zajrzał - musiałeś znać wuja Bernarda, jak nic:))))

zgłoś

sisey
29 lipca 2012 o 15:58

widzę, widzę :)

zgłoś

gabrysia cabaj
30 lipca 2012 o 11:23

trochę poprawiłam, sisey, ponieważ dawno nie zaglądałam i teraz też coś na rzeczy z tym zgrzytem - dobrego*

zgłoś

Joha
29 lipca 2012 o 18:19

Spotkałam takich nad Bugiem. Wspaniale to opisałaś Gabrysiu:)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się