to nie będzie o szetlandach kremie nivea podłym dezodorancie
przemycanych w pociągu bez specjalnego nadzoru osobistej rewizji
towarzysza podróży na stacji Komárov jego dziurawych brudnych
śmierdzących skarpetach i lisiej czapie skradzionej na bazarze w
Miszkolcu gdzie szron lizał brwi a szyby w oknach pękały
jak wafle pod naporem Locomotiv GT Elekrycznego Orgazmu
dziewięćdziesięcioletniej hrabiny wynajmującej pokoje
w centrum Budapesztu ani o baszcie rybackiej czy krze na Dunaju
dworcu Keleti gdzie może minąłeś Joannę Fligiel Grácję Kerényi
cinkciarzy bezdomnych akordeonistów skrzypków spadkobierców
księdza Ferenca Liszta liczących w kapeluszach drobne forinty na akord
a conto księżniczki czardasza Márthy Eggerth Kiepurowej Bema pamięci
powstańców 1956 roku smaku ostrej papryki w gulaszu
na wyspie świętej Małgorzaty gdzie baseny ogrzane są operetkową muzyką
unoszącą kopułę Orszaghaz * w nienapisaną rapsodię
__________________________________
*Orszaghaz- gmach węgierskiego parlamentu
bardzo mi się podoba kawał opisanej przez Ciebie historii Węgier realistyczny opis czasów komuny:))
zgłoś
Dziękuję:))
zgłoś
więcej niż wiersz
zgłoś
Konradzie :)))
zgłoś
świetny tekst i tyle :)
zgłoś
Aniu serdeczne dzięki!
zgłoś
kawał wiersza ufff ;)) Jarku miło Cię czytać w takiej formie :) pozdrawiam serdecznie:))
zgłoś
Robercie -dziękuję i ja również pozdrawiam:)))
zgłoś
bardzo dobry :)
zgłoś
:)))
zgłoś
bardzo
zgłoś
Szel bardzo?Dziękuję:)))
zgłoś
Jednym tchem i żywiołowo jak "Tańce węgierskie" Brahmsa, Jareczku. :) Tak tylko gwoli większej płynności i spójności dodałabym "i" tutaj - "kremie nivea i podłym dezodorancie", ponieważ masz następnie l.m. "przemycanych". ;) Dobrego :)
zgłoś
Milo, a wiesz, pierwotnie spójnik był, ale zrezygnowałem, jeszcze przemyślę:))) Dzięki:))
zgłoś
Jarku, czapka z głowy. A wiesz, że w pewnym sensie mnie ubiegłeś? Od pół roku noszę się z zamiarem napisania wiersza pt. "Pierwszy mąż bierze Joannę Fligiel na dworcu Keleti". Z błogosławieństwem Kim Jo. Teraz odłożę to na kiedy indziej (podobnie jak do wiersza o Wilnie musiałem dojrzewać po tym jak Mosoń wyrzucił z siebie swoją "Noc w Wilnie")
zgłoś
On mnie tam wcale nie brał, przynajmniej nie na dworcu.
zgłoś
Ja wiem lepiej - licentia poetica!
zgłoś
Oj ,nie wiedziałem( że ubiegłem).A Sonata we mnie dojrzewała od dawna.:))) Miała być rapsodią . I chyba jest?
zgłoś
Jarku, dzięki :)
zgłoś
Joasiu , to ja Tobie dziękuję.A wiesz hrabina autentyczna,mówiła po polsku, w czasie II wojny pomagała Polakom...Eszterhazy to jej krewni...
zgłoś
zadziwiło mnie, że w czterech zwrotkach można przekazać taki koncentrat historii relacji polsko węgierskiej i jeszcze zrobić z tego reportaż. Więcej nie napiszę mistrzu
zgłoś
Barbaro :)))
zgłoś
doszły mnie słuchy, że trzeba zajrzeć... :) teraz dobrze by było posłuchać, najlepiej na żywo ;)) Gratuluję, świetny wiersz, porywa poprzez opisane czasy.
zgłoś
Uff, to cały gulasz, Jarku. Niejeden by się obruszył, że marnotrawstwo, że tyle dobra, w jeden tekst, ja tylko jedną myśl mam: Przemijanie. Cholera, a przecież to tak niedawno... Ukłony.
zgłoś
"W" na końcu wersu jak wyrzut. Wykwit, wrzód? Przeniósłbym dla dobra wód: Dunaju i płodowych, żeby się narodziła kolejna taka, która przyrządzi halaszle ze smakiem.
zgłoś
gdyby mi się drukarka nie zepsuła, to bym już miała w swoim kartonie pośród moich Mistrzów słowa:)
zgłoś