Zmiana sposobu prezentacji
Chłodny kwietniowy poranek.
T.cięzkim krokiem zbliża sie do szpitala.
To ostatnie dni-przemknęło mu przez głowę-ostatnie dni,ostatnie chwile bez wytchnienia.
Co zostaje? Nienazwana czułość,senne opadanie,wieczne tonięcie w szczegółach,później zadawanie pytań:a może ...a gdyby...
Co mam jej teraz powiedziec?
Co mam jej powiedzieć?
Ona nie wie nic i wie wszystko. Coś cicho szepcze,może to będzie we mnie,a może w niej,a może w czymkolwiek?
W jej twarzy,co zastyga na szpitalnym łóżku?
Oczy wodzą badawczo po twojej twarzy.(Później bedziesz żądać od pamięci tej nie zamazanej ostrości widzenia,takiej jaka się przydarza czasem we śnie).
To ona musi się przywyczaić,że zdążysz zapomnieć i zdążysz się spóźnić,bo wszyscy się spóźniają i tak będzie do końca.
Nawet tego nie poczujesz.
Teraz na ciebie czeka,patrząc niemalże z wyrzutem.
Nieswoim głosem coś szepce,suche,spierzchniete usta,blada woskowa twarz.
Jej oczy po długim milczeniu - tężeją.
- Pamiętasz naszą rozmowę? Mieliśmy w takiej chwili dokonać wymiany nas.Samych.Ale widzisz,nic z tego nie wyszło.I nie wychodzi.I nie wyjdzie.
Powieki spokojnie opadają.
T.kładzie obola.T. bedzie nieustannie kładł obola.
Powoli. Powoli.
Długo i boleśnie.
Jak w replayu.
W tunelu świt czerwonawy.Samochody przepychają się,gęstnieje od spalin.Po dwóch latach nieobecności powrócił. Stare miejsca aż tak bardzo się nie zmieniły. Przez otwarte okno nadciąga duszne sierpniowe powietrze. W pokoju półmrok.Szeleści świeża pościel na ogromnym łózku.Przewrócił sie na bok.
-Ach to ty? Też nie śpisz?
-Nie śpię.
-Śpij.Przecież nie spałeś kilkanaście godzin.
Znowu sen. Szum.Szum i brzęczący odgłos silnika samolotu. Niebieski Jumbo Jet wzbija sie w niebo. Nie ma już znaczenia,że była wtedy na pokładzie. Że on jest starszy o tę chwilę,o kilka miesięcy,o kilka lat. Ona nie żyje od kilku miesięcy i świat jest inny niż przedtem.Inny i jednocześnie ten sam.
On też nie żyje od paru minut,ale nie wie o tym.Umarli mają taki sam sen.I w tym śnie wszystko jest inne.Teraz trzeba się przeczołgać przez ten tunel. Zaraz zgaśnie światło.
Nieświeży oddech.Łzy i para z ust zamarzają.I ludzie listy piszą. Kondolencyjne.
Ukochani Towarzysze z Koreańskiej Republiki Ludowo - Demokratycznej!
Wasz Wielki Wódz Kim Dzong Il był zawsze natchnieniem o poranku, dzięki Niemu życie nabierało tempa. W związku z Jego śmiercią pozostajemy w nieopisanym żalu i rozpaczy.
Jesteśmy zarazem dumni,że możemy złożyć Umiłowanemu Wodzowi Kim Dzong Unowi i całemu demokratycznemu Narodowi Koreańskiemu życzenia wszelkiej pomyślności w walce o wcielanie w życie nieśmiertelnych idei Wielkiego Kim Dzong Ila i Nieśmiertelnego Kim Ir Sena. Dziś patrzymy z nadzieją na Umiłowanego Nowego Wodza Kim Dzong Una, który z taką stanowczością opiera się imperializmowi amerykańskiemu.Niech Wasza potęga i rozwój będzie
przestrogą dla wszelkich imperialistycznych działań,które podstępnie chcą zniszczyć zdobycze demokratycznej Wielkiej Korei Północnej. Z wyrazami szacunku...
Diamentowe Góry płaczą.Trawy i korzonki nabieraja wartości na giełdzie spożywczej .Monika Warneńska (niestety!)już nie napisze kolejnych przygód Karolinki. Koreańskie sieroty z Gołotczyzny nauczą się jezyka migowego.Defilada będzie trwać,a Andrzej Fidyk odbierze kolejną nagrodę.Spiżowy Kim Ir Sen jak we śnie głaskać bedzie główki dzieci.W warszawskim akademiku na Kickiego studenci koreańcy z czcią pochylą się przed ołtarzykami Kima.Na (...)
--- cały tekst ---
Mareczek Piotrowski zaczął nosić aparat korekcyjny.Mareczkowanie się zaczęło. Znaczy, że sprawa niepoważna. Nasz Piotrowski ma kiepski zgryz i źle się odgryza. Stracił samokrytyczny instynkt.Nosi białą marynarkę,czarną koszulę i jasne spodnie. I błyska srebrnymi drucikami na uzębieniu. Waleń by się uśmiał, a Smoleń by łuczywo zgasił,by nie kopcił. Bo Mareczek wypala 20 cygar dziennie. Szkliwo się rysuje, ot co. Spowoduje to tsunami na Oceanie Spokojnym, zaleje Kuryle i Japonia utraci wszelką nadzieję na ich zwrot od Matuszki Rosji. Matrioszkowa partnerka Piotrowskiego wyskoczy z Pacyfiku i przeżyje kolejne wcielenie jako maladaja gwardia co się stara,jak może. Będzie tańczyć hopaka albo hula hop.A Barak Obama wyśle list gratulacyjny po zdjęciu rentgenowskim wszystkich zębów mądrości Piotrowskiego.
„Otulona dobrocią”-99 listów księdza Jana Twardowskiego do „wnuczki” Maryli i jej zapiski z dziennika.
Staraniem Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego w końcu października 2007 roku ukazała się przepiękna i niezwykła książka. Autorką książki jest mieszkająca obecnie w Wolborzu ,absolwentka Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego , Maria Skoczylas.
Publikacja ta (edytorsko znakomita, okładkę zaprojektował Piotr Krupski)składa się z trzech części : z zapisków z pamiętnika Marii (ówczesnej Kędzierskiej)Skoczylasowej z lat 1983- 1988, 99 listów księdza Jana Twardowskiego- „dziadka” do „wnuczki” Marii z lat 1984-2002 oraz ilustracji zawierających faksymile niektórych listów i zdjęcia (kolorowe) pocztówek będących swoistymi kolażami wykonanymi przez księdza Jana osobiście.
Słowo wstępne napisała Ewa Hoffman – Piotrowska, dokonując swoistej analizy listów księdza Jana do Marylki i jej zapisków. Listy i zapiski znakomicie się
ze sobą uzupełniają, szczególnie w latach 1984- 88, są nieznanym właściwie szerszemu ogółowi swoistym szkicem do portretu księdza Jana,prawdziwym obrazem wzajemnej fascynacji i wielkiej przyjaźni pomiędzy księdzem a Marylką.
Dla badaczy spuścizny i twórczości księdza- poety kopalnią wiadomości o nim. Pomimo,że ukazały
się 2 tomy autobiografii księdza Jana( pośmiertnie) to jednak (...)
--- cały tekst ---
Noc druga.Nie było króla. Nałożnice ucieszone.Łóżka nie trzeszczały. Zardzewiały stare sprężyny w materacach . Biały nocnik pod łóźkiem babci dawno nie słyszał złotokapu.
Mysz ziewnęła.
Kwiat imitujący lilię z wyblakłej bibułki wypadł zza ramy świętego obrazu klęczącego w Ogrójcu. A owego czasu w Grójcu i okolicznych sadach spadały kwaśne jabłka,padały słodkie deszcze i sadź,szybko zamarzając w mało strawny sorbet.
Sen.
Cioteczna babka Karolina ubija pianę z białka i czarnych porzeczek.
- Spróbuj,zaraz dodam bitej śmietany ,zmieszam,położę na biszkopcie i zrobię specjalnie dla ciebie tort porzeczkowy.Oleś też tak lubił.Moj jedyny wnuk.Po co on pojechał nad to jezioro?Teraz leży w jednym grobie z twoją babcią.
Karolina siedzi na ławeczcce w ogrodzie.
Wspomina.
Pochowała 3 mężów.
Jeden zginął w obozie w Mauthausen.
Drugi umarł w kilka lat po wojnie- na gruźlicę.
Trzeci-normalnie,na zapalenie płuc,ale zdaniem ciotki -zbyt młodo.Miał tylko 85 lat ,ona ma dzisiaj 88.
- To niesprawiedliwe,wolałabym żeby on był wdowcem.
A,wiesz -ożywia się -mój ostatni mąż Stasiu był moim ciotecznym bratem.
Wiem,wiem ciociu,mieliście specjalny placet od biskupa.
- Jeszcze może sie zakręcę.Miłość nie zna wieku,przychodzi tu do mnie jeden dziarski 92 letni (...)
--- cały tekst ---
Opowieść z 1000 i jednej N. dla W.K.
Noc pierwsza. Był sobie Król . Miał na imię Waldemar jak pewien ordynat. Syn carycy Mniszkówny de domo Michorowskiej,której prababka była zamieszana w zabójstwo niejakiego Dymitra Samozwańca .Jeszcze wcześniej jej ojciec hetman polny i łąkowy Mnich Jarema Załęż- Kapadocki zagubił w lesie niejakiego Aleksego cara Szujskiego,czym przypłacił nieustanną nowenną do przeszczepionego serca Maryny herbu Mniszek Lekarski ( po łacinie Taraxacum officinale) idąc własnie z oficyny dworskiej do kapliczki pod wezwaniem Drogi Mlecznej . Dał poczatek dynastii panującej w Księstwie Mikołowskim .Dynastia ta, spowinowacona z Brzeczyszkiewiczami ostatnimi właścicielami Chrząszczbrzmi w Trzcinie przejeła rowniez Trześnię pod Lublinem i Trześniówkę na Podolu. Wypędzeni z rodowego gniazda Trześniewscy założyli sady czereśniowe na całej Ukrainie i sieć garmażeryjną w Wiedniu o nazwie Trzesniewski bez ś. Po latach poniewierki, jeden z członków tej bajronowskiej rodziny wynalazł bombe atomową , eksportuąc ją do Kraju kwitnącej wiśni.I tak od ordynata z mniszka lekarskiego poprzez czereśnie dotarlismy do clou naszej opowieści. Waldemarze azaliż czy w Japonii pijaja wisniówkę? Niestety nie, tylko sake. I to by było na tyle tej nocy.
***
noc druga, druga w nocy .
cdn.
