Zmiana sposobu prezentacji
Miłość jest ciężarem woli,
mawiał pewien filozof.
W uczuciach widział jedynie
poruszenie duszy.
Ponieważ dążymy do miłości,
ów mędrzec zwał pragnienie
najgłębszą racją bytu.
Ta tęsknota niepokoi.
Co - pytam – nią kieruje
cielesność czy dusza?
W odpowiedzi usłyszałem:
„ kochaj, ale zważaj na to,
co warte miłości”.
Ze wszystkich stron ciało jęczy
pod ciężarem nie kończącej się rozkoszy.
Jak tu się odnaleźć?
Jak szczur w stodole
panoszysz sie
rozciągasz szyję
Ach ta glowa!
byle wyżej
Ten chód koślawy
nie w rytmie
Panie udający Szlachcica
Jegosmość
byle wyżej
Biedna szyja
chyża winda
rozciągana
umęczona chyli się
Za śladami śmierci
która każdą chwilę
bierze za właściwą na pocałunek
noc dopadła miasto
w południe
Słońce się uparło
bo jeszcze pora jego
więc noc chowała się w sercach
Oczy podziwiały nadal słońce
a serca zagubione w mroku
zazdrościły im śmiechu
W dziupli wesołość
królowa wybiera
wsród poddanych
Dziw
Drżenie skrzydeł
marsz pszczół
brzęczenie
Bzowego wina
i miodu w bród
W dziupli podziw
Jej Wysokość wybrała
świst i dreszcze skrzydeł
wzruszenie wśród owadów
zapowiadają wiosnę
Tuwimie
po winie myśli utykają
nie pojechał Pan na Madagaskar
a jednak deklamował – Bambo
i dał sylabizować na elementarzu
Tuwimie
po winie nie trudził się Pan
lecz żonglując egzotyką na serio
bawił Pan towarzystwo
licząc na śmiechy i oklaski
Tuwimie
nawet po winie
odróżnia Pan – polskie kwiaty
ale nie rośliny i trawy tropików
Tuwimie
po winie myli Pan las z dżunglą
tundrę z sawanną
lisy wilki i niedźwiedzia
z hieną panterą i gorylem
pszenicę z prosem
(...)
--- cały tekst ---
W mroźną noc
na krzyk „pomoc”
przyszła niemoc
poniekąd koc
Przytuliła
i turlała
ale ciała
nie rozgrzała.
Wiatr i śnieg
a on w bieg
po swój nocleg
Wreszcie biedny
nasz bezdomny
kącik własny
odnalazł...
W dzieciństwie
wyrażałem myśli
w ojczystym dialekcie
W młodości
zetknąłem się
z mową Moliera
W pościgu za wiedzą
dotarłem raptem
do kraju Mieszka
gdzie oniemiały
moje myśli
Szeleszcząca polszczyzno!
Uwieczniam myśli w tobie
Moja dłoń drapie papier
czasem sięgam po słownik
i przewracam kartki
po synonimy
Drzazga dżdża rżeć
okropna głosownia!
Gadatliwa proza spotkała
na spacerku poezję
- Wiesz co poezjo jesteś
oszczędna małomówna
zbyt serio treściwa
Gdzie twoje szerokie horyzonty? Powiedz
coś bo pomyślą że mówię do słupa!
-Tam
odezwała się cicho poezja
Jej ręka wskazywała kwiatek...
Stoję przed lustrem
Odbicie moje patrzy na mnie
i nie poznaje siebie
- Nie zachwycasz mnie wcale
Nie tak wyobrażałem sobie ciebie oryginale
Wyciągnij mnie z tej karykatury
a odmienię twój los – oburzyło się
-To niemożliwe
Znikniesz gdy opuszczę to miejsce – odparłem
- Nie waż się tak mówić
To ty stajesz się marnością
Kiedy nie stoisz przed zwierciadłem
Pustką
oto czym jesteś kiedy mnie
nie widzisz
Tak mało wiesz -
Odwróciłem się i zamknąłem go
w łazience
