25 listopada 2011
Niebo nie spada na głowy za bluźnierstwa
Były kolega pokazał środkowy palec,
nie płakałem. Tylko pomyśleć, kiedyś mieliśmy patent
na to miasto. Obdarte fasady kamienic, szaro-brudne
blokowiska, postrzępione kominy podwórek i aureole
pijaczków.
Dziś jakby przyciasno, mocno trzeba robić łokciami.
Zgarbiony omijam łukiem bramy, tam tkwi zapomniane.
Światło nazbyt mocno drażni te zacienione kąty,
bałbym się zasnąć.
Już bez cienia romantyzmu.
Wyzbyty z tych mrzonek podkładam nogi zakochanym,
drażnią mnie ich maślane pocałunki. A ja mam zamknięte
usta, nawet zakneblowane.
Do tego nie mogę spokojnie pomyśleć. O dupie Maryny
i innych teoriach filozoficznych.
9 lutego 2026
Amon
8 lutego 2026
wiesiek
8 lutego 2026
sam53
8 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
sam53
7 lutego 2026
wiesiek
7 lutego 2026
violetta
7 lutego 2026
Toya
7 lutego 2026
Yaro
7 lutego 2026
sam53