Uwielbiam przebieranki i ochrypłe szepty pełne wulgaryzmów.
Wolno mi traktować to wszystko między nami jak przelotną,
z rekompensatą mocno przerywanego oddechu.
Zatracam się pomiędzy jednym a drugim nałożeniem
prezerwatywy. Rozpalanie prawie bolesne. Zazdrość
- drzazga pod paznokciem, zdziwisz się kiedy ją wysupłam.
Z zapętlenia nóg i wymiany kropel potu. Obfitych
i wszędobylskich jak dłonie i usta.
Za mało nas było na tak zwaną miłość.
Sprawdziłem się tylko pomiędzy udami. Rzeczywistość
którą muszę przyjąć. Z dobrodziejstwem inwentarza.
Od kiedy nie musimy już kłamać trywializuję te spotkania.
Zupełnie niczym piwko w przejściu podziemnym,
w okolicach centrum miasta.
Zakazane, jednak bez zbędnej euforii.
Nie umiem myśleć, że to o nieistniejącym peelu. Zbyt cielesny wiersz, zbyt namacalny. Wyznanie? Albo majsterszyk. Doskonały.
zgłoś
"Zupełnie niczym piwko w przejściu podziemnym, w okolicach centrum miasta. Zakazane, jednak bez zbędnej euforii" - uwielbiam takie porównania.
zgłoś
Ja również wierszem usatysfakcjonowany.
zgłoś
jest wiersz i działa.
zgłoś
Molto bene. Tak pisać Marcinie.
zgłoś
czegos tu brakuje Marcin "Wolno mi traktować to wszystko między nami jak przelotną,?(co) z rekompensatą mocno przerywanego oddechu a w ogole pyszny wiersz. :))
zgłoś