10 września 2010

poezja

Sztelak Marcin
Sztelak Marcin

Ślady szminki na grzebieniu

Poeci włóczą się po nocach. Krzyczą hosanna na widok ulicznic.
Wystarczy im wino i ten cholernie nadęty księżyc.
Nawet jeśli coś gnębi, uwiera pod podszewką.
 
Dookoła przechowalnie mięsa, osiedlowa garmażerka.
Gdzieś tam grają podzwonne dla baletmistrzów z artretyzmem.
I ich przyciasnych poglądów w temacie jezior i łabędzi.
 
Biją na trwogę – kogo to obchodzi kiedy ciemność wykreśla granice światła. Kiedy wódka tak ostra a łzy takie sztuczne. Szczególnie
w kontekście ust na ustach. Niezmywalnych znaków na lustrze.
 
Garść niebieskiego mchu pod głowę, pomięty papieros bo noc
taka zimna. Kopiowy ołówek i już można pisać podręczniki
do miłości i szczęścia. Niegramatycznie - ale jaka potęga słowa.

Towarzysz ze strefy Ciszy
10 września 2010 o 01:20

bardzo ciekawie zaplecione...

zgłoś

Wojciech Jacek Pelc
10 września 2010 o 07:56

wiersz bardzo przyjemnie rozlał mi się przed oczami, płaszczyzna do wielu wyjść i struktura jak lubię. czyli jest co poczytać :)

zgłoś

Jarosław Trześniewski
10 września 2010 o 07:58

Bardzo dobry.

zgłoś

Withkacy
10 września 2010 o 17:42

ciekawy klimat

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się