chłodem ciągnie od gór
marszczy się skóra rzeki
wychodzę na balkon płytowca
ten żałosny skrawek
własnej przestrzeni
siła zmrużonych powiek
wolno roztapia miasto
drży wieczór w mokrym obrazie
z przeciwległego wzgórza
prosto z dachów Wanacji
wiatr czyjś szept przygonił
Miasto na wzgórzach? To chyba ładnie tam.
zgłoś
ładnie, choć to takie poprzemysłowe miasto. Ale przyroda piękna. Dlatego tu tkwię...
zgłoś
wanacja? kogoz oczekujesz po tamtej stronie:)
zgłoś
Dobry koncept balkonowy:):) Bardzo na tak.
zgłoś
szel: wanacja(przed wiekami Wenecja) to przedmieście - teraz dzielnica na południu mojego miasta. Przeprowadziłem się tam, by być bliżej tego szeptu...
zgłoś
mrużę powieki..oddycham tym widokiem. mam nadzieję,że niedługo przeczytam coś nowego Twojego autorstwa..pozdrawiam Pawle
zgłoś
dzięki rino. tak naprawdę zdecydowałem się pisać symfonię złożoną z samych pauz. skoro nie potrafisz ładnie mówić zamilcz. zatem milczę i czytam Was:)
zgłoś
a gdyby inni poszli Twoim śladem? może jeśli nie mówisz ładnie to ładnie śpiewaj..śpiewać każdy może;)
zgłoś
Przynajmniej wiem że jest Wanacja :) Podoba mi się wiersz:)
zgłoś
mnie nie leżą te końcówki. Trochę osłabiają niektóre wiersze.
zgłoś