O Poezji Współczesnej

Trudno ugryźć, bo materiał ogromny. Czasami wydaje się, że przegadane, ale potem pojawia się jakieś słowo czy wers, które otwierają. Jest to wszystko oczywiście mocno intertekstualne - co nie jest zarzutem, bo rzeczywistość jako taka jest chyba intertekstualna. Meandruję od powierzchni do głębi. Stalowe to jest jak angielski styl, w którym nawet o bombie w Hiroshimie rozmawia się z jakimś wyciszeniem albo wygłuszeniem. Wygłuszenie to co innego - przypomina wacik w dziurze po zębie. Bo żyjemy w dziurze po zębie. Rana historii jak dziura po zębie, ktoś ją opatruje, ktoś rozdrapuje, w takim czy innym wypadku jest. Chociaż niekiedy wydaje się, że wiersze są zbiorcze, i czasem wypluśnie złota rybka, która wygląda na górującą, to potem ona zanika w topieli, ocean świadomości uspokaja się, jest jakaś tabliczka mnożenia od kolektywu do indywiduum. Jak to ująłem - skale szarości, dobra lustrzanka. Jest oczywiście seks, bo musi być, nareszcie żyjemy w ciele. Gdybyśmy nie żyli w ciele, nie moglibyśmy być ranni, a gdybyśmy nie mogli być ranni, nie moglibyśmy pisać.


Jest więc kontekst. Kontekst to rana i lustrzanka. Auschwitz i Kołyma, lęk, opuszczenie. Szukanie powierzchni - jakże piękna pogoda! Spoglądam na drzewa, głaszczę moją przyjaciółkę po policzku, jakże piękne są jej usta, skradłbym je, ale ona nie chce, może za wcześnie, może kiedyś zachce, a może jestem królem rogaczy, może to wszystko trwało tylko chwilę. Och, spędziliśmy upojną noc, ale nigdy nie będziemy razem. Uderzałem się taboretem po głowie, rzuciła mnie wtedy, chociaż jarało ją to, że przypominam Morrisona. Później kilka razy poszliśmy na całość, była moją muzą. A potem o sobie pisałem, wzorem Rilkego i Wojaczka, w osobie kobiecej. A teraz będę pisał w mnogiej, żeby nikogo nie urazić, bo jesteśmy małżami, nosimy w sobie oścień Kołymy i - głupoty, choć nie naszej, bo my przynajmniej czegoś szukamy. Głupi jest ten, który nie szuka.


Faktura kory drzewnej, wiersz jak ciało. Dotykam blizn, i choć delikatnie, to przejżewam pod nimi historię świata. Jesteś, wierszu, poezjo, korą drzewną, jesteś słojami świata, trudno powiedzieć czy Robespierre był święty czy nie, bo o kim w ogóle i o czym można cokolwiek powiedzieć? Więc fotografujemy, jest ta dobra lustrzanka, fotki są lepsze i gorsze, a my chcemy kochać się wśród kwiatów rumianku, po co nam wojna, każda jest bratobójcza. Możemy iść na stos, bylebyśmy wiedzieli, za co. A nie ma za co. Za ZUS i Netfliks? Pięknie jest deklarować gotowość do śmierci, która nigdy nie nadejdzie, pięknie jest deklarować, pięknie jest deklarować. A my nie deklarujemy, my wiemy, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, nie boimy się Prawdy, tylko jesteśmy wobec niej nieśmiali. Śmiali poszli tam, poszli tu, opili się raz czy drugi, dostali w mordę, chcieli umrzeć, ale nie mieli okazji, więc siedzą i oglądają telewizję. Nie chcemy wojny, bo każda jest bratobójcza. Wolimy miłość w ciemnościach. Każda wojna jest bratobójcza. Ten ma iskrę, ten ma piękne oczy. Ta jest cudem świata. Bóg umarł, czy nie, co za różnica. Nic nie robi różnicy, mamy czwarty wymiar, może jedenasty, może przetrwamy, może nie, ale my wolimy miłość w ciemnościach, jesteśmy drzewem, jesteśmy słojami drzewa, w naszych żyłach krąży żywica, bo nie mamy krwi - bo krew zbyt wiele znaczy, bo krew to kłamstwo, bo krew to podpucha. Tak, oni chcą umierać, ale nie umrą, więc będą pić. A my nie chcemy umierać, więc będziemy żyli, będziemy słojami, fakturą kory drzewnej, lustrzanką, seksem.

Weronika
13 czerwca 2026 o 22:28

Za co? Pro bono!

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się