Antiochia Epidafne

I

Jeżdżą sobie ludzie na rowerkach. Cóż mi do tego? Zdrowie i materializm - jest to może jakąś ambicją. Tylko czy dobrze ulokowaną? A czy w ogóle istnieją dobrze ulokowane ambicje? Mnie los rzucił tu, ich tam. Wszystkich nudzą seriale i Koło Fortuny, oni jeżdżą na rowerkach a ja mam klasycyzm. Co za różnica, czym zapycha się dziurę? O tak, jest żal do tego, co ją zapycha. Klasycyzm tyle obiecywał. A trzeba skryć się, może na Alasce, żeby mieć klasycyzm - bo inaczej wszystko potwierdza, że to po prostu jedna z metod zapychania dziury. Może to jakiś uniwersalizm - każdy po namyśle mógłby powiedzieć, jak McMurthy w Kukułczym Gnieździe - “próbowałem”. Tylko, że tamci chyba jednak (o tym) nie myślą.

Nie mogę powiedzieć, jest w tym coś apokaliptycznego. Coś ich, poniekąd, łamie, w pewnym momencie. Może intuicja pustki i bezcelowości. Och, ja ją znam od podszewki, dlatego mnie nie łamie, bo od zawsze jestem złamany i przyzwyczaiłem się do tego. Może jeszcze jakaś młoda dziewczyna w autobusie, która przeczytała strukturalistyczną książkę, ma podobną intuicję, ale za dwa lata wyjedzie do większego ośrodka i będzie owijać świeczki w skórkę mandarynki. Może nie jest takie złe to hygge - uwijemy sobie jakieś możliwe gniazdko, będziemy słuchać jazzu, dopóki nie spadną bomby.

Kiedy o tym myślę, niechciałbym, żeby spadły bomby. Człowiek, który ma gdzie mieszkać, co jeść, który ma czym zapchać dziurę, chce zachować status quo. Chociaż z drugiej strony? Jeśli nie ma po co żyć, to czy te bomby są takie straszne? Jest to absurdalne, tak, albo jest asocjacja - bomby - absurd. Ale jest asocjacja - wszystko - absurd. Tym samym trudno tak na dobre wznieść wieżę z kości słoniowej. Nareszcie przypałętają się materialiści, młode laski po socjologii, albo spadną bomby.

Mogę więc praktykować moją metanoię, chociaż wszystko jej przeczy. Co, jeśli bomby spadną akurat wtedy, kiedy nie będę po metanoi? Przez okno wpada światło. Czasem, jak św. Augustyn, myślę, że to doskonały znak Boga w tym świecie. Ale jeśli nie jest to znak niczego, tylko zwykłe, nudne światło? Deflacyjna teoria prawdy - prawda jest, ale nie jest czymś aż tak szczególnym, jak to widziano w epoce klasycznej. To po prostu stosunek zdania do rzeczywistości. Jeździjcie na rowerach, róbcie hygge, cóż zostało? W międzyczasie i tak coś się nawinie, np. koncert Satyricon pozostawiający niezapomniane wrażenia.

Wiara jest krucha, ale chroni przed nicością. Czemóż zabraniać dumnemu że jest człowiekiem liberałowi wiary w lepsze jutro? Może to bezsensowne szyderstwo, ale w co właściwie można wierzyć? U Manna jezuita Naphta popada nareszcie w obłęd i popełnia samobójstwo. Wychodziłoby ta na to, że wiara Settembriniego była jednak mocniejsza, albo lepiej ufundowana, albo miał stabilniejszy temperament. Ale jaki można mieć temperament, jak się wierzy w Apokalipsę? A jednak to fikcja literacka, był przecież Boenhoeffer, Kolbe i wielu innych.

Przybądź mi na pomoc, duchu Hamsuna, bo dzisiaj nie ma Boenhoefferra ani Kolbego. Czy na prawdę jest cokolwiek ponadczasowego, prócz zmiany samej, pawich oczu benzyny bytu rozlanej wedle zasad fizyki cieczy?

II


Może jest coś na rzeczy z tą cnotliwością liberałów, z tym ich self-made-manos’twem, może ich lifeline rzeczywiście polegał na pięciu się po kolejnych drabinach sukcesu przez ciężką i wytrwałą pracę, najpierw jako pucybut, później jako prezydent, a później jako Bóg, może to rzeczywiście ich historia, a wierzy się w swoją historię, własna historia jest szczelnym zwornikiem własnej wiary.

Ale też są ludzie o mentalności Hamsuna. Może to biologiczne. Może jakbym nie miał mentalności Hamsuna, to byłbym liberałem. A tak jestem nikim.

Weronika
29 maja 2026 o 13:30

Zaiste pycha.

zgłoś

Sorrowhead (ex Cheval)
29 maja 2026 o 15:09

Up / down...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się