Jestem więc mięsem nieco okopconym mówi któraś z dusz
i nie życzę sobie odwiedzin
na moich torfowiskach, na moich bagnach, na moim gnilnym posłaniu
krążą świeże i stare tchnienia
i nie ma nic co trzeba by
wiedzieć -
ot, lalki ze szmat i drutów.
Jakby Bóg przedostał się do mojego oka
a ja miałabym wyssać szpik nicości
polubić własną obojętność
i na jej dnie objąć śmierć -
jak cierniste ziarno w rozpadlinie -
gdy niespełnione nadzieje każą widzieć
ślady życia pod tatuażami blizn.
Być może jednym jest życie
życiem jest ucisk na skroniach
i bieda
i wszystko na co spojrzeć
więc również próżnia
która wygoni mnie
gdzieś