Na moją wieś spadł deszcz
i na chodniku zamieszkała
wśród traw i korzeni wierzb
ona pachnie ziemią
rozmawialiśmy o Baudelaire
architektura wciąż sugeruje
powstanie z popiołów czuwają
nad nami zwiedzeni
Nie zagląda tu Konrad prędzej
Anheli właśnie taka jest pogoda
krwawi moja wieś moja trzeźwa
i stara wieś
bruzdy na polu zdają się
przemawiać w imię najbrzydszej
z możliwych śmierci nareszcie
spotkałem śmierć w Hiroszimie
zasoby bluźnierstw są nieprze-
brane a Światło ponoć rodzi się
w najgłębszej nocy lecz to miejsce
jest poza nocą i dniem
moja wieś pokutuje jak tylko ja
pokutować potrafię bez nadzieji
a tylko dla powtórzenia gestu
który niegdyś przywracał ład
och wystarczyły dwa piwa
by ożenić się z kobietą u Wojaczka
kilka kantowskich grypsów by wziąć
rozwód z losem
wiele wysiłku włożyłem w to
by skuć mój piwniczny lufcik
teraz widzę moją wieś w całej
okazałości jest to orfizm
który minie, och, minie
jak wszystko
po tej stronie dobra i zła
co bardziej przeraza.. skończoność czy nieskończoność..
zgłoś