Świat barw niezwykle masywnych
spada jak młot na moją ubogą,
seledynową ciszę. Świat jest
poniekąd stopem cieknących me-
tali, a ja czuję litość nad sobą
i moim Różewiczem. O! samotny
wśród tysięcy jaźni, wśród
młodzieńców, wśród trenujących
samorozwój, wśród starszych pań,
wśród obrażonych dziewcząt,
wśród wyrzutów sumienia.
Można zwątpić pod tym masywem,
można patrzeć w lustro, widzieć
twarz i czuć pustkę, można więc
patrzeć w lustro i nie istnieć.
Ciekawe to, ale czy dobre?
Nie wiem po co tak deprecjonować seledynowość ciszy.
zgłoś
To o przebodźcowaniu.
zgłoś