obudził mnie zły sen
o bogu którego nie ma
zdycham koczując za węgłem
niespełnionych marzeń
modlę się do niego jak
świętojebliwe dewotki
leżę krzyżem
nad przepaścią swojego życia
spadła mi noga z krawędzi
i osuwam się w przepaść
zagmatwanej egzystencji
wyimaginowanej
zwątpiłam i runęłam w dół
dna nie ma...
Już lepiej za węglem - w zimie jak znalazł.
zgłoś
Przeczytałam: Miałam rzyć... I weszłam sprawdzić, co się z nią stało.
zgłoś
Wypadła z majtek.
zgłoś
Logika tego tekstu może zabić. Próbuję się ustawić w opisywanym. I oto zdycham, leżąc krzyżem za węgłem, do którego się modlę. I kiedy tak leżę, w przepaść za węgłem noga mi się osuwa. Na Trumlu sporo o pastwieniu się czytelników nad autorami. Ciekawi mnie nie od dziś, czemu tak niewielu myśli o tym, jak w publikacjach pastwią się autorzy nad czytelnikami. Żałuję, że bardzo szybko czytam i nie zdążyłam stąd wyjść bez miejscowych rewelacji - rzekła z prawdziwą skruchą i dała dyla za winkiel. Dobrego.
zgłoś
Po co się do cholery modli skoro nie ma do kogo?
zgłoś
z ust mi to wyjęłaś
zgłoś
nie ma dna, nie ma runięcia. Co najwyżej jest lewitacja. Poza tym zły sen o bogu którego nie ma ... Jak go nie ma to się nie śni, a już nie wiem jak źle się śnić może coś, czego być nie ma.
zgłoś