w Juarez kobiety są krzyżami
wyrastają w kokonach bawełny
na pustynny kwiat
o zapachu kurzu wiemy że jest
(bez)imienną formą prochem
w smudze światła śmierć
przechodzi przez powiekę
ściera przestrzeń
a one wciąż kwitną
piękniejsze i młodsze
przy drodze inna kobieta
przysypuje ziemię
nie krzyczała gdy ją obdzierano do żywego*
miejsca na Campo Algodonero mają płeć
i kolor
różowy staje się głosem
znakiem
wytrychem otwieramy oczy
niech patrzą
*Rafał Wojaczek - Hoduję ten ból
obdzierano..
zgłoś
Dzięki Alt.
zgłoś
zmagając się z tak trudnym tematem, łatwo popaść w patos i banał, Tobie udało się uniknąć zarówno jednego, jak i drugiego; końcówka - niech patrzą - prosta i wyrazista, mocno zakotwicza ten tekst we wnętrzu czytającego i pozostawia go tam na dłużej. nie sposób przejść obok tego świetnego wiersza obojętnie. pozdrawiam :)
zgłoś
każdy hoduje jakiś ból...
zgłoś
Smoku dziękuję za słówko. O, Trepifajksel! Jakże mi miło:) Tak, to prawda każdy hoduje w sobie jakiś ból, bunt, strach. Najgorsze jest to, że trudno to cholerstwo wykorzenić, o ile to w ogóle możliwe. I tu aż chciałoby się zacytować fragment Twojego ostatniego wiersza: "Ból nas nie uwiarygodni, wrócić do siebie można jedynie przez niepamięć" No właśnie:( Dzięki, że byłeś, pozdrówka.
zgłoś