Zmiana sposobu prezentacji

10 may 2020

prose

Gramofon
Gramofon

Kto wypina tego wina.

Był gorący kwietniowy dzień. Wtorek albo piątek, w obecnej sytuacji trudno się połapać. Jarosław zlany potem obudził się na ławce przystanku tramwajowego. Wstał niczym oparzony i jeszcze szybciej usiadł na obdrapanych deskach. Otarł rękawem zimowej kurtki pot z czoła. Nogi mu drżały, a głowa pulsowała. Próbował sobie przypomnieć co się wczoraj działo i jak się tu znalazł. Wygrzebał z wewnętrznej kieszeni wyszczerbiony grzebień. Zaczesał zmierzwiony włos na prawo i nagle go olśniło. Cały poprzedni wieczór i noc przeklatkowała się przed jego oczami jak pokaz slajdów z dźwiękiem. Były brawa, wiwaty, alkohol lał się strumieniami, była nawet jakaś kobieta, ale to niemożliwe, nie, nie było kobiety. Jarosław ma bujną wyobraźnie, więc w ferworze dobrych wspomnień dodał sobie jeszcze to. Kiedy wszyscy już byli zamroczeni i nie mieli siły go podrzucać, czmychnął jak gdyby nigdy nic i o to jest, w miejscu, z którego może udać się gdzie tylko chce. Przetarł oczy, wzniósł głowę ku niebu i powiedział sam do siebie.
- Boże, po co ja im tyle naobiecywałem. Na co mi była ta wygrana. Może z nimi pogadam i powiem, że to zwykłe nieporozumienie. – Myśli galopowały i z każdą sekundą były mniej wyraźne. Słońce dokuczało coraz bardziej. Płaszcz mimo kilku dziur w strategicznych miejscach nie dawał odpowiedniej wentylacji. Pot spływał po rumianych policzkach, a podrażnione gardło od wczorajszych (...)

--- full text ---

25 october 2019

prose

Gramofon
Gramofon

to tylko opowiadanie

W pokoju panował półmrok. Nie wiadomo czy był dzień czy noc, ponieważ w pomieszczeniu nie było okien. Jedynie żarówka, o niewielkiej mocy, na cienkim druciku, kołysała się nad wielkimi metalowymi drzwiami. Mrugała rytmicznie, jakby chciała coś powiedzieć, niestety nikt nie chciał jej słuchać i na nią patrzeć. Przed drzwiami stał mały chłopieć. Jasny kosmyk włosów wchodził mu do szeroko otwartych ust. Wyglądał na mocno zdziwionego i zaciekawionego, jakby pierwszy raz widział drzwi,  a przecież codziennie budził się w ich pobliżu. Były gładkie jak zamarznięta tafla jeziora. Można było się w nich przejrzeć. chociaż trochę zniekształcały twarz, ale chłopiec o tym nie wiedział, bo nie miał lustra i myślał, że tak właśnie wygląda. Nie przejmował się tym, nie miał pojęcia jak wyglądają inni, nigdy nikogo innego nie widział. Kilka centymetrów poniżej linii wzroku chłopca, na drzwiach, znajdowało się wgłębienie o średnicy głowy. Chłopiec stał tak w bezruchu kilka dni, po czym ciężko westchnął i podniósł wzrok w geście rezygnacji. W połowie stalowej konstrukcji dostrzegł wystający element. Była to klamka, ale chłopiec nie wiedział co to i do czego służy. Zaczął się jej przyglądać i gdy tak sobie patrzył, nabrał nieodpartej chęci, dotknięcia tego dziwnego czegoś. Wyciągnął z naiwnością ręce ku górze. Niestety nie sięgnął. A gdy stanął na palcach i nawet to nie pomogło, bardzo (...)

--- full text ---

26 april 2018

prose

Gramofon
Gramofon

w drodze

Przeznaczenie to suma przypadków powodowana naszymi decyzjami. Stojąc na rozdrożu to my wybieramy, gdzie pójdziemy, ale z każdej strony czeka już na nas przypisana linia rzeczywistości, która ma nieskończenie wiele rozgałęzień. Decydujemy się podnieść głowę by podziwiać kosa na dębie i hyc jesteśmy już na innej odnodze tła wydarzeń niż jakbyśmy przeszli obojętnie.


Józek wiedział to doskonale, słyszał to wiele razy od swojej matki, dlatego przed każdym skrzyżowaniem zamykał oczy i puszczał kierownice. Któregoś razu zbyt późno podniósł powieki i prawie miał czołówkę z meteorytem, musiał hamować na trzy nogi. Całe szczęście w próżni dźwięk się nie rozchodzi, bo prawdopodobnie już nigdy nie usłyszałby, jak ma żyć. Niestety nie zapiął pasów i złamał dwa żebra. Cieszył się, wiedział, że gdyby skręcił tam gdzie kazała mu nawigacja, skończyłby gorzej. Był o tym święcie przekonany.


Nie, Józek nie był maminsynkiem. Proszę nie oceniać go źle. Był bardzo krytyczny względem słów jakie wypowiadała. Potrafił nawet głośno się z nią nie zgodzić. Kiedyś tak bardzo się pokłócili, że nie odwiedzał jej na cmentarzu przez rok. Najczęściej zastanawiał się nad jej słowami, które wypowiedziała do niego, tuż przed tym jak po raz pierwszy miał wyjechać do innej galaktyki. „Jesteśmy tylko wypierdkami kosmosu lub Boga, jakkolwiek go ktoś nazwie, to bez (...)

--- full text ---

13 february 2017

prose

Gramofon
Gramofon

jeśli w coś wierzysz, nie znaczy, że to istnieje

Kiedy siedzisz sam w pełnym barze, a barman ze szczerym uśmiechem sięga po dwunastolatkę z najwyższej półki, to ona nie szepcze ci do ucha „nie bierz mnie”. Przybliżasz usta do jej krągłego zimnego ciała, przechylasz i świat staje się piękniejszy. Nawet wtedy nie stoi za twoimi plecami i nie szepcze ci do ucha „nie pij”. Nie podchodzi na sprężystych nogach kołysząc biodrami i nie wyciąga ci kostek lodu ze szklanki swoimi giętkimi palcami, zakończonymi czerwonym lakierem. Rozmawiasz swobodnie z barmanem o wszystkich kobietach siedzących w zasięgu ręki, mówisz bez ogródek, z którą byś poszedł do kibla na szybki numerek, a z którą mógłbyś pojechać na weekend w Bieszczady, a ona w tym czasie nie wisi ci na ramieniu i nie zmusza do wyjścia. Co więcej nawet nie wcina się do rozmowy, nie mówi, że to niekulturalnie, że to nie przystoi albo że jest zazdrosna. Nie odwraca się na pięcie i nie wychodzi obcesowo bez słowa wyjaśnienia. Kiedy w środku nocy uznasz, że nawet z siedzeniem masz problem, a gadka z barmanem się nie klei, bo zacząłeś składać zdania w obcym nawet dla siebie języku, postanawiasz wrócić do domu. Ona nie stoi na progu z wałkiem w ręku i awanturą na twarzy. Nie wypomina ci, że wyszedłeś bez niej, a ona gniła samotnie z kotem w domu i się martwiła. Nie będzie kazać ci rozpinać stanika jedną ręką. Nie będzie gadać. Nie będzie się powtarzać o zgubnych skutkach takich wyjść. Nie będzie (...)

--- full text ---

12 february 2017

prose

Gramofon
Gramofon

królowa parkietu

 
Krew spływała po nierównej powierzchni chodnika, tworząc kałuże  przy krawężniku. Pojedyncze krople rzucały się na ulice, rozbryzgując swoje sfery bezpowrotnie. Przechodnie śpieszyli się na opóźnione autobusy, by wrócić do swych domów po ciężkim dniu pracy.
- Błagam, nie umieraj. Nie możesz mnie zostawić – szlochała - będziemy mieli dziecko. Słyszysz? Nie możesz odejść, błagam.
 
 
 
- Świetnie tańczysz.
- Dzięki, ty też nieźle się ruszasz - skłamała.
- Postawić ci drinka?
- Najlepiej od razu dwa – puściła mu oczko.
- Jesteś niesamowita, zaraz przyniosę.
- Dzięki. – Wypiła jeden za drugim, zaraz po tym jak je dostała i skierowała się w stronę wyjścia.
- Gdzie idziesz? – spytał zdezorientowany.
- Do domu.
- Już? Jak to? Myślałem…może cię odprowadzić?
- Wal się zboku – odrzekła i puściła mu latającego całusa.
 
 
 
- Widziałeś tą nową?
- Odradzam. Nie napalaj się.
- Jak to? Co ty gadasz?
- Za młody jesteś.
- Nie jestem jakimś gówniarzem z podstawówki. Mam dwa lata więcej od niej, chyba że nie zdała.
- Moja kuzynka spod miasta chodziła z nią do klasy.
- No i co?
- Kiedyś widziała jak całowała się z jakimś starym kolesiem.
- Może to jej stary był.
- Ta, stary, wepchała mu jęzor w gardło, (...)

--- full text ---

28 january 2017

prose

Gramofon
Gramofon

Język polski jest piękny odc. 1

            Rozmemłana mamałyga ślamazarnie stąpała po grząskim gruncie. Nieopodal pewien podstarzały archeolog szukał rzeczy. Pomiędzy nimi w starorzeczu, rzecz to niesłychana, pływała starannie wypielęgnowana porzeczka. Mamałyga ujrzawszy rzeczoną porzeczkę, postanowiła podejść do sprawy gruntownie i rzeczowo. Nie śpiesząc się, badała grunt. Kiedy odkryła, że jest on podatny, a zaistniała sytuacja okazała się rzeczywista, rzekła bez lania wody.
- W gorącym się tak kąpać?
- W rzeczy samej! - odpowiedział naukowiec badający na podstawie wykopalisk dzieje i kulturę dawnych społeczeństw.
- Cała rzecz w tym szanowny Panie, że czasami warto nabrać wody w usta.
Po archeologu te słowa nie spłynęły jak woda po kaczce, usunął mu się grunt pod nogami, a jego sylwetka usunęła się w cień.
            Podczas trwającej burzy w szklance wody, porzeczka chcąc wypłynąć na szerokie wody, ulotniła się jak kamfora. Mamałyga szukała wszędzie, nawet w biurze rzeczy znalezionych, niestety  porzeczka przepadła jak kamień w wodę. 'Złośliwość rzeczy martwych' pomyślała i wzruszyła ramionami mamałyga.

25 january 2017

prose

Gramofon
Gramofon

Ała, nie w szczepionkę! [double drabble]

             - Panowie! Uspokójcie się! To jest naprawdę ważna sprawa. Zebraliśmy się tu dziś, by rozwiązać ostatecznie palący problem, szczepić czy nie szczepić. Rozumiem, że mamy XXI wiek i każda jednostka ma prawo  stanowić sama o sobie. Proszę o spokój prawą stronę. Mam świadomość również waszych racji, dlatego przyprowadziłem swojego kuzyna. Jest naukowcem, a zresztą, niech sam powie. -Na salę wszedł młody mężczyzna, zaraz za nim dwóch rosłych osiłków wnosiło wielką blaszaną szafę.
 
             - Wymyśliłem machinę czasu! - Na sali rozległy się pojedyncze śmiechy, gdyż większość zebranych osób, w ogóle nie słuchała. - Dzięki niej, tuż po narodzinach dziecka, będzie można przenieść się w przyszłość, do momentu, gdy będzie już pełnoletnie i spytać czy wyraża zgodę na szczepienia w swojej przeszłości. - Kontynuował niezrażony mężczyzna. - Wczoraj urodził mi się syn Karol. - Naukowiec wypiął dumnie pierś i pewniejszy siebie mówił dalej. - Teraz przeniosę się do miejsca, gdzie moje dziecko znajduje się w swoje osiemnaste urodziny.
 
             - Mężczyzna wziął dwa głębokie wdechy i zdecydowanym krokiem wszedł przez metalowe drzwi. Błysnęło. Na chwilę stracił przytomność, gdy ją odzyskał, a oczom wróciła ostrość widzenia, spostrzegł samego siebie. Starsza wersja naukowca siedziała i płakała, a na kamiennej płycie (...)

--- full text ---

23 january 2017

prose

Gramofon
Gramofon

Złośliwość rzeczy martwych [drabble]

Metaliczny dźwięk przeszywał głowę Mariana. Wybiegł z domu, dławiąc się zainfekowanym powietrzem. Upadł na kolana. Rzygał wijąc się w konwulsjach. Gdy wyrównał oddech, zebrał wszystko pośpiesznie do kieszeni. Spojrzał w górę. Metalowe insekty przypominające elementy starych ściennych zegarów, kłębiły się na niebie, coraz bardziej zasłaniając słońce. Głowa mu pulsowała przy każdym wydechu. Czuł jak wdychana pleśń osiada mu się na mózgu.
- Weźcie mnie! Nie będę musiał spędzać świąt z rodziną. - Krzyknął podnosząc ręce.
 
 
            Płynął spokojnie, unoszony przez stalowe anioły. Światło było coraz większe. Grzmot! Turbulencje. Marian wpadł do własnego domu, łamiąc sobie dwa żebra. Zaraz za nim drzewo zablokowało wyjście.

21 january 2017

prose

Gramofon
Gramofon

Mały Książę i prostytutka

Mały Książę przemierzając kolejne dwie galaktyki, nie napotkał żadnych ciekawych planet.
Po kilku dniach bezowocnych poszukiwań, stracił już nadzieje, że w tym czarnym wszechświecie znajdzie coś lub kogoś ciekawego, aż tu nagle, dostrzegł małe czerwone światełko. Powoli, z nieufnością zbliżał się do źródła tego światła. Kiedy był już dosyć blisko spostrzegł, że jest to latarnia, pod którą stała jakaś Pani. Mały Książę zdziwił się, gdyż dziwna kobieta nie miała na sobie prawie żadnego ubrania, a było dość chłodno. Stanął metr od latarni na małej kępce trawy i z miną bardzo zasmuconą, zapytał:
- Przepraszam, nie jest Pani zimno? – Zdezorientowana kobieta, która w ogóle nie zauważyła obecności małego chłopca, odpowiedziała na pytanie zimnym spojrzeniem.
- A co Pani tu robi? – Z twarzy Małego Księcia nie znikało zaciekawienie i ciepło.
- Słuchaj mały, nie mam czasu, ja tu pracuję - Odpowiedziała chłodno dziwna kobieta.
- A co Pani robi? Zapala Pani i gasi tę piękną latarnie? Poznałem jakiś czas temu latarnika, ale on wyglądał inaczej niż Pani. – Nie dawał za wygraną Mały Książę.
- Jestem prostytutką! – Zdenerwowała się i trzęsącymi rękami zapaliła papierosa.
- A co robi prostytutka? – Oczy Małego Księcia wysunęły się z oczodołów ze zdziwienia. Zdenerwowana kobieta przestępowała z nogi na nogę, wypuszczając duże kłęby (...)

--- full text ---

20 january 2017

prose

Gramofon
Gramofon

Tam dom twój, gdzie kot twój.

-Chodź szybko, zaraz będzie ciemno!
-Nie poganiaj mnie, nie mam siły i tak nie zdążymy. -Kaśka zatrzymała się i zgięła wpół, jakby miała zaraz zwymiotować. Karol zorientował się, że coś jest nie tak, dopiero w momencie gdy przestał słyszeć przyśpieszony oddech Kaśki. Zawrócił i zastał ją siedzącą pod drzewem. Miała zamknięte oczy, a nozdrza przy każdym wdechu rozszerzały się, zasłaniając jej pół twarzy. Karol usiadł obok i położył swoją chropowatą łapę na ramieniu dziewczyny. Zawsze się śmiała, że ma dłonie jak papier ścierny i żeby jej nie głaskał po policzkach, bo jej zedrze skórę. Teraz nie było jej do śmiechu. Po kilku minutach udało jej się wyrównać oddech.
-Umrę tu. Nie wstanę. Moje ciało zmieni się w korzeń i będę pić wodę z ziemi razem z lasem, a na wiosnę pozwolę by na moim brzuchu wyrósł mech. Będą się na mnie kąpać małe ptaki, w porannej rosie, a kiedy będę dostatecznie silna, wypuszczę odnogę i sprawię, że wyrośnie z moją pomocą kolejne drzewo. Będę gubić liście na jesieni, a zimą będę rzucać śnieżkami w takich bałwanów jak my, gdy się zgubią. -Nie odpowiedział. Był zmęczony równie mocno jak ona, a może i bardziej, bo jeszcze musiał udawać, że ma pełno energii, a to nie jest łatwe. Zasnął jak niemowlę po wyssaniu ciepłego mleka z matczynego cyca. W każdej innej sytuacji skarciłaby go i palnęła w głowę, że jej nie słucha, ale (...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register