Toya
ALL WORKS Poetry (46) Prose (2)
About me Friends (5)

Zmiana sposobu prezentacji

7 february 2026

poetry

Toya
Toya

kolor ciszy

coś jest pod mgłą

nie bez przyczyny podchodzi pod drzwi
i w okna zagląda
białą ciszą kładzie się na polach
to znów podnosi jak palec do ust
więc zniżasz głos
i już szepczesz
i kroki stawiasz bezdźwięcznie

bo coś jest pod mgłą

martwota kości i ciał
ktoś kto wyszedł poza czas
w to nieodległe miejsce
gdzie nie ma pytań
bo wszystko jest odpowiedzią
jedyną słuszną
na brak i co jest pod mgłą
nie muszę teraz wiedzieć

kiedyś nazwę kolor ciszy
i jej smak porównam z tym miejscem
(...)

--- full text ---

19 november 2025

poetry

Toya
Toya

PO NUMERACH (na podstawie obrazów Davida Olere)

nazwij ofiary i oprawców
wołaj te pierwsze
przywracając im znaczenie
imiona i nazwiska
spalone razem z ciałami
poczucie przynależności do świata

nie ogień jest winny
lecz ręka która go wznieciła
wysupłując z plątaniny ciał
ojców i matki
córki i synów
by przepuścić przez komin
ich marzenia o jutrze

wiedzieli tyle że ma przyjść
głodniejsze pewnie od wczoraj
bo sytość dawno już za nimi
i ciepło i dom i oni już nie wrócą

ci którzy wiedzą
i ci którzy mają to szczęście
łudzić się do końca
(...)

--- full text ---

10 november 2025

poetry

Toya
Toya

Zima (Andrew Wyeth)

od wtedy jesteś wzgórzem
o które opiera się niebo
zbiegam by usiąść u twoich stóp
dogania mnie cień
rozciąga się żałobą od której nie ucieknę
choćby w nieskończoność przesuwać horyzont

jest zimno
żadnych ciepłych barw
cisza przymarza do ust
pęcznieje w grudce ziemi
z której próbuję lepić nowy dzień

zbiegam szybko jakbym uciekał
od zastygłych rysów
znieruchomiałej twarzy i rąk
pęd przypomina że nie wszystko umarło

dopóki niebo wisi nad głową
otwarta przestrzeń
nie zamyka się wokół jednego punktu
jest jakieś dalej
inne odniesienia
obecność której nie da się dotknąć

23 september 2025

poetry

Toya
Toya

więcej nieba

co mi dasz
gdy tak jak ja dłonie masz puste
czerpana woda ucieka między palcami
przelatuje powietrze i światło
mija się z zaciśniętą pięścią
gniew który falami podpływa do ust

nie wszystko mogę przemilczeć
dźwięki mieszają się z ciszą
kojarzy mi się miejsce gdzie jest jakby więcej
przestrzeni i mnie
gdy nie rozprasza nic bo święty jest czas
gdy mam blisko i niebo i ziemię

na horyzoncie stykają się wyciągnięte ręce
jak opuszkami palców
obłoki i źdźbła
trawy której nikt nie podeptał
nie wyleżał
jeszcze nie czas

18 september 2025

prose

Toya
Toya

Licentia poetica

Właściwie, to trudno powiedzieć czy był bardziej wybitny czy jednak bardziej staroświecki. Ten używany przez niego język. Język, któremu nie pozwalał ewoluować. A z drugiej strony patrząc, to nawet dziś po tylu latach jego wiersze budzą podziw i szacunek. Wzbudzają emocje i zazdrość tych współczesnych wylęgających się na internetowych forach poetyckich pseudo poetów. Samozwańczych i buńczucznych. Nie przyjmujących słowa krytyki, ucinających wszystkie zarzuty jednym krótkim zdaniem: - Licentia poetica!
Jego ubiór też budził zainteresowanie, bo kto w ubiegłym wieku chodził w żupanie?
- To nie XVl wiek, drogi Panie, mówiono mu, ale pozostawało to bez echa. Był fascynatem zamierzchłych czasów, słów i kobiet. Nie wystarczała mu jedna. Dlatego nigdy się nie ożenił. Dlatego każdego dnia z inną przechadzał się po rynku, po parkowych alejkach i co lepszych restauracjach, pozwalając by płaciły za niego. Za możliwość przebywania w jego towarzystwie. Pośród jego słów, tembru głosu i ramion. Tych ostatnich, to już w hotelowych pokojach, gdzie rozbierał damy z sukien i tego co miały pod spodem. Ze wstydu i resztek oporu. Z metafor w które tak starannie ubierał je podczas spaceru, a później jeszcze przy stoliku. Te najpiękniejsze zostawiając na dojście do pokoju, na te ostatnie metry na których ofiara mogła jeszcze zmienić zdanie. Zawrócić do stolika albo i drzwi wyjściowych. Tego by nie zniósł. I (...)

--- full text ---

30 july 2025

poetry

Toya
Toya

***[wszystko obrasta mchem...]

wszystko obrasta mchem
nie tylko od północy
pozostałe strony
nie pozostają dłużne
i robi się cicho
jakby zabrakło
stukotu butów w sieni
ognika papierosa

a więc głucho
i bez szans na obranie kierunku
innego niż wczoraj
skoro mech tłumi krzyk
i nie może się wyboleć do końca

to okno z wiosną za szybą
i sala jedna z wielu
jedna jedyna

bez mchu
z wyrytą w pamięci
spękaną korą umierającego drzewa
którego liście nie szeleszczą lecz rzężą
(...)

--- full text ---

29 july 2025

poetry

Toya
Toya

***[jak uchodzi światło...]

jak uchodzi światło
wiesz
widziałeś może dokąd
gdy tu już wszystko stracone
i świeca i płomień
zapałka której drugi raz nie zapalisz
choćbyś tarł draskę
do ostatniej drzazgi

widziałeś
wiesz jak gasną oczy
i usta w nich słowa
których ktoś się domyśli
przeczuwając czas i drogę

i tylko miejsca nie zobaczy
na żadnej z map
nie znajdzie w którą stronę
zawraca świt zmęczony dniem
przed nocą
która na nic już nie odpowie

9 july 2025

poetry

Toya
Toya

***[zasłonić wszystkie pary oczu...]

zasłonić wszystkie pary oczu
i usta zmusić do milczenia
tak będzie najprościej ukryć prawdę
nikt nic nie widział
nikt o nic nie zapyta
pełna zgoda co do zysków i strat
jeśli chodzi o to co było
jest i będzie

plątanina myśli
z której nie wysupłasz tej pierwszej
ostatnia dotyka absurdu
jakim jest każda
wypowiedziana na głos
ginie i nie wraca
a jeśli już to po to
by sobie i innym zaprzeczyć

że niby północny wiatr
nie kładzie traw w stronę południa
i cieni nie wciska pod nie
gdzie zatem są
no tak nie zapytasz
(...)

--- full text ---

7 july 2025

poetry

Toya
Toya

***[coś mnie ominęło...]

coś mnie ominęło
nie potrafię tego nazwać
nie mam takiej potrzeby
zresztą
odkąd okno zarosło czarnymi chmurami
nie mam oczekiwań względem słońca

tego się nie wypleni
nie wytnie nie spali
zbyt duża wilgotność
i jedna pora dnia
czy może nocy
obranej z gwiazd i lamp
jakby światło szkodziło żałobie

wchodziło w konflikt
z chłodem zastygłych warg
z ciszą w jakiej przychodzi się nad urwisko
popatrzeć jak bezszelestnie schodzą w dół
pnącza i zatrzymane w pół wydechu powietrza

16 may 2025

poetry

Toya
Toya

Guernica (Pablo Picasso)

strach ma twarz niemieckiego żołnierza
i tym się różni od śmierci
że można go przerwać
a śmierci nie odwołasz
nie nakażesz jej odejść skąd przyszła

kobiety o szarych twarzach
płaczą szarymi łzami
chaos też jest szary
jak ci którzy już nie wstaną
może to pył
a może przedsmak żałoby
która musi przyjść na ocalałych

tam szarości i czerń
gdzieniegdzie biel
jak czystość obmytych z grzechu
który będzie im odpuszczony

pośród spadających bomb
szczątków i zawodzeń
baskijski język
rozrywany na sylaby i strzępy
równamy z ziemią która wszystko przyjmie

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register