Zmiana sposobu prezentacji
Właściwie, to trudno powiedzieć czy był bardziej wybitny czy jednak bardziej staroświecki. Ten używany przez niego język. Język, któremu nie pozwalał ewoluować. A z drugiej strony patrząc, to nawet dziś po tylu latach jego wiersze budzą podziw i szacunek. Wzbudzają emocje i zazdrość tych współczesnych wylęgających się na internetowych forach poetyckich pseudo poetów. Samozwańczych i buńczucznych. Nie przyjmujących słowa krytyki, ucinających wszystkie zarzuty jednym krótkim zdaniem: - Licentia poetica!
Jego ubiór też budził zainteresowanie, bo kto w ubiegłym wieku chodził w żupanie?
- To nie XVl wiek, drogi Panie, mówiono mu, ale pozostawało to bez echa. Był fascynatem zamierzchłych czasów, słów i kobiet. Nie wystarczała mu jedna. Dlatego nigdy się nie ożenił. Dlatego każdego dnia z inną przechadzał się po rynku, po parkowych alejkach i co lepszych restauracjach, pozwalając by płaciły za niego. Za możliwość przebywania w jego towarzystwie. Pośród jego słów, tembru głosu i ramion. Tych ostatnich, to już w hotelowych pokojach, gdzie rozbierał damy z sukien i tego co miały pod spodem. Ze wstydu i resztek oporu. Z metafor w które tak starannie ubierał je podczas spaceru, a później jeszcze przy stoliku. Te najpiękniejsze zostawiając na dojście do pokoju, na te ostatnie metry na których ofiara mogła jeszcze zmienić zdanie. Zawrócić do stolika albo i drzwi wyjściowych. Tego by nie zniósł. I (...)
--- full text ---
Podejdź do krawędzi. Nie bój się. Byłeś tu nie raz. Zawsze sam, bo to jedno z tych miejsc w które nie zabiera się niczego i nikogo. Może wynika to z braku a może jest aktem miłosierdzia wobec tych, którzy widzą jeszcze sens i nie chcą spadać. Nawet z tobą. Podejdź. Nie nauczę cię latać ale dam wybór. Wciąż jeszcze go masz, choć trzeba ci o tym ciągle przypominać. Możesz być i mieć, kochać i nienawidzić. Liczyć godziny i dni, usychać z tęsknoty. Cieszyć się albo rozpaczać. Nadawać dniom imiona żywych ludzi, nocami szeptać w mrok zaklęcia do umarłych. Wszystko zależy od ciebie. Anny już nie ma, ale ty wciąż tutaj jesteś. Za chwilę zacznie świtać. Za dnia wyraźniej widać czyjąś nieobecność ale też łatwiej udawać, że wszystko jest w porządku. Człowiek zajęty jest pracą, drogą z miejsca na miejsce. Otaczają go ludzie, którzy są, a skoro są, to mówią. Dużo i głośno. Śmieją się. Popychają do przodu i chcesz czy nie idziesz. Wieczorami znikają. Wracają do swoich domów. Mężów, żon. Dzieci. Zasypiają i budzą się przy nich. Przy nich. Nie na krawędzi. Choć jak powiedział ci kiedyś bardzo mądry człowiek, to że ktoś nie jest sam i ma wszystko to co ty straciłeś, to nie oznacza że nie zmaga się z tym samym co ty. Ta pustka w środku pojawia się od tak. Pozornie wszystko w twoim życiu gra ale nagle staje się niczym. Nie jest tym czego chcesz. Czego pragniesz. Co trzymałoby cię w pionie. (...)
--- full text ---
