Zmiana sposobu prezentacji

24 march 2026

prose

smokjerzy
smokjerzy

Bezsensy

Słońce strzelało w pokój przez okno. Szafa nie zdążyła zamknąć się na czas. Wszyscy inni milczeli, więc szkody były niewielkie. Tylko jedna urosła ponad miarę i nigdzie nie może się zmieścić. Właśnie taką cenę płaci się za wielkość.

26 april 2021

prose

smokjerzy
smokjerzy

Krótka proza o punktach widzenia

Siedząc na ramieniu, Jasiowa dusza pomyślała
- jaka doskonała widoczność.
Spadając
- właśnie uczę się latać.
W zetknięciu z twardym podłożem
- na szczęście niżej już upaść nie można.

23 april 2021

prose

smokjerzy
smokjerzy

Krótka proza o czasie

W środę Jasio łowił ryby. Długo nic nie brało, jednak w końcu na przynętę dał się nabrać czwartek. Nie był złoty ani tłusty, same ości, więc Jasio zwrócił mu wolność. Nie skorzystał z niej od razu. Owinięty wokół cierpliwości Jasia, grzecznie zaczekał na piątek. Dopiero potem odszedł. Niezbyt spiesznie, bo przecież dopadła go starość.

18 april 2021

prose

smokjerzy
smokjerzy

Krótka proza o niejasnych przyczynach i oczywistych skutkach

Pewnego razu Jasio był bardzo zajęty martwieniem się o siebie. Znów nic nie robisz - zdenerwowała się Jadzia. Jak to nic, przecież się martwię - odburknął. Skończysz, to posprzątaj ten bajzel - ze zgrozą w oczach wskazującym palcem obrysowała świat wokół Jasia. To właśnie wtedy postanowił, że będzie martwić się trochę dłużej niż zwykle.

17 march 2021

prose

smokjerzy
smokjerzy

Krótka proza o złudzeniu

Grzało słonko. Jasio wybiegł do ogrodu, napełnił płuca obietnicą wiosny, następnie kopnął się w pesymizm. Auu, krzyknął on, to boli! Jasio kopnął po raz drugi. Jeszcze tu wrócę, odgrażał się pesymizm, ale już uciekał ile w nogach sił. Gnały za nim głośne strzępki śmiechu. Smutek schudł, więc prawie go nie było. W koronach drzew śpiewały ptaszki i pozory. Nastrój tańczył do utraty szat. Wtedy wszystko znikło. Tylko Jasio wbił pazury w siebie i tak trwał.

12 february 2021

prose

smokjerzy
smokjerzy

Krótka proza o ucieczce

Ty mówisz! Jasio oskarżycielsko wskazał kciukiem na milczenie. Nie odpowiedziało. Z wielkich oczu wyleciała jasna kulka śmiechu. Znowu we mnie trafiło, wściekał się płot, po czym uciekł do miejsca, w którym słoneczniki potrzebują oparcia i nikt nie strzela. Nie wiadomo gdzie to jest. Tylko Jasio wie, a lustro się domyśla.

29 january 2021

prose

smokjerzy
smokjerzy

Krótka proza o przemijaniu

Jasio miał humor, więc oderwał muchę od skrzydełek. Nie chcę być niczyją własnością, wykrzyknął humor. Skrzydełka bez muchy okazały się pomyłką, która rzuciła w Jasia brzydkim słowem. Umknął prosto w siebie, ale słowo i tak go dopadło. Tłukli się przez sześć dni. Siódmego dnia słowo postanowiło odpocząć. Z Jasia zostały skrzydełka. Odleciał.

27 february 2020

prose

smokjerzy
smokjerzy

Sen czwarty

Z sufitu sypał szarobrunatny śnieg. Chris Botti latał na łysiejącym mopie, rycząc ze śmiechu, gdy jakiś większy płatek wpadał mu do nosa. Słoniowa trąba leżała obrażona w kącie, życząc sufitowi śmierci, a wszystkiemu co się unosi, moralnego upadku. Było tak zimno, że nawet podłoga, ubrana w grube futro z psiej sierści i wielotygodniowego brudu, trzęsła się jak strach, który pierwszy raz zobaczył się w lustrze. No to czas na grzanie, pomyślałem niechętnie  i - z braku innego opału - rozpaliłem emocje. Masz krzywe nóżki i jesteś obrzydliwie brzydka, krzyknąłem w stronę leniwie brzęczącej lodówki. A do tego fałszujesz jak tłuczone szkło! Z ciszy, która nagle zapadła można by uczynić narzędzie do wiercenia otworów okiennych w politycznym betonie z gminy Urinoir Dolny. Tylko jeden dźwięk był słyszalny - to czas nerwowo przełykał ślinę. Potem nastąpiło coś, co przerosło nawet moje najśmielsze oczekiwania. Lodówka napuchła, zsiniała i nagle eksplodowała tysiącem terminów nieprzydatności do spożycia, a każdy trzymał w pyszczku kawałek Époisses de Bourgogne. Lub skarpetkę. Chris Botti spadł z mopa i nadział się nosem na korki po dobrym roczniku Bordeaux Chateau Montguyon. Drzwi wrzasnęły do okna, żeby się otworzyło, a okno do drzwi, żeby się zamknęły. Podłoga, zwinięta w rulonik, wcisnęła się w kanalizacyjną rurę. Ścianom wyrosły nogi, więc skorzystały z okazji i uciekły, każda w (...)

--- full text ---

14 may 2019

prose

smokjerzy
smokjerzy

Sen trzeci

Biało-czerwone pomarańcze stały przede mną na baczność i świeciły oczami, dzięki czemu było jasno jak w dzień. Chris Botti ujeżdżał wielką pchłę, co rusz wypadając  z siodła. Słoniowa trąba przyglądała się temu krytycznie. Wstydziłabyś się, krzyczałem na jedną z pomarańczy, taka dojrzała, a w głowie same głupoty! Przejęta, puściła soki - zapachniało Gwiazdką. Z kominka wysypał się Wściekły Mikołaj w czarnej sutannie, z wielkim workiem wrośniętym w plecy, z którego wydobywał się smog i dziecięcy płacz. A ty? Czy ty byłeś grzeczny? Zapytał głosem do złudzenia przypominającym lawinę gwoździ  toczącą się po równi pochyłej mojego sumienia. Zadrżałem. Grzechy, jeden po drugim, zaczęły wyłazić ze mnie wszystkimi otworami. Jestem najcięższy, wysapał ten ostatni, śmiało, a nawet bezczelnie spoglądając w Mikołajowe oczodoły. Na podłodze zmaterializowała się waga, identyczna stała w spiżarni, w której babcia Zosia przechowywała zaprawy, porzeczkowe wino, pierniki i pieniądze, ale tylko te, o których nie powinien wiedzieć dziadek. Właźcie, warknął Mikołaj, ty na jedną szalę, a ty na drugą! Po zrzuceniu balastu z łatwością wskoczyłem na swoją, grzech jednak, nim się wgramolił, musiał skorzystać z pomocy Anioła Stróża, Straży Pożarnej i naprędce stworzonego dźwigu. Żadnej reakcji, szale ani drgnęły! Popsute, czy co - Mikołaj drapał się po brodzie, wzbudzając umiarkowaną (...)

--- full text ---

10 may 2019

prose

smokjerzy
smokjerzy

Sen drugi

Masz na mnie ochotę, masz na mnie ochotę, złap mnie, obłąkańczo wrzeszczało śniadanie u Tiffany'ego. Chris Botti siedzial na metalowym nocniku, identycznego używała babcia Zosia, a przedtem jej babcia - od pokoleń, tuż przed świtem, strumienie moczu wlewały się do uszu zawsze tą samą, monotonną melodią. Słoniowa trąba, tym razem owinięta wokół kolan, milczała. Śniadanie przejadło się wrzaskiem i podzieliło na dwie porcje, z których jedna wróciła do lodówki, druga zaś wczołgała się pod chrapiące łóżko. Z sufitu, po ścianach, na podłogę zsunęła się cisza, ustępując miejsca archetypom i symbolom. Swego czasu spuścił je z łańcucha nieostrożny Gustav. Z przeraźliwym skrzypieniem rozwarły się wrota szafy i wypadł z niej roztrzęsiony krzyż na wróble. O przeciąg w rękawie  zniszczonej kurtki opierało się zbrojne ramię tęczy. Wokół, niczym rój oszalałych szerszeni, latały F- 16, na oślep strzelając czarnymi seriami kleksów. Celować w czerwień, darło się coś, co także wylazło z szafy. Sytuacja rozpłakała się, twierdząc, że jest krytyczna. Na wpół obudzona jawa dźgnęła mnie  w brzuch olśnieniem - opuść ramiona, idioto, wrzeszczałem głośniej nawet niż kiedyś Czesław, opuść te cholerne ramiona! Chris Botti, z westchnieniem ulgi, podniósł się z nocnika. Wszystko ucichło, tylko strach stał z opuszczonymi ramionami i szlochał. Wróble uciekły. Słoniowa trąba nadęła się po (...)

--- full text ---

26 april 2019

prose

smokjerzy
smokjerzy

Sen pierwszy

Śnił mi się Chris Botti ze słoniową trąbą owiniętą wokół szyi, miotłą zamiast ogona, pięcioma łapami, z których każda mówiła własnym językiem. Jego pióra były czarne jak cmentarzyska spalonych gazet, zielone słowa we włosach gasły, gdy bezpieczne przejście na drugą stronę snu przestawało być możliwe. Pachniało wiosną. Śpiew zakochanych ryb drążył tunele z ziemi wprost do nieba. Pan Bóg spał, szczelnie otulony jeszcze ciepłymi grzechami skłóconych wyznawców. W północnym kącie raju dwa znudzone anioły zagryzały się na śmierć. Trzeci obstawiał zakłady. Adam, z wężem w kieszeni, Ewą u boku, pogwizdując, wracał z wygnania do sklepu warzywno-mięsnego, gdzie udało mu się zakupić brakujące żebro i kilka jabłek na zapas. Uczeni w piśmie, prorocy, a także agenci Instytutu Pamięci Narodowej podążali za nim, skrzętnie zbierając pozostawione ślady i odchody. Chris Botti pękał ze śmiechu, lecz gdy wyobraził sobie ciąg dalszy, posmutniał i dmuchnął w trąbę po raz pierwszy. Wtedy obudzilem się - z ręką w lustrze.

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register