|
| |
|
ALL WORKS
Poetry (801) Prose (73) Diary (269) Photography (24)
Postcards (3) Handmade (24) About me Friends (94) | |
Źle policzyłem bilety. musiałem podjechać autobusem "na gapę". Syn zrozumiał, nawet oczy mu pojaśniały gdy mu to przeliczyłem na pańskie skórki. Na Bródnie tłok niemiłosierny. Do bramy szliśmy w tempie wydawania posiłków na stołówce zakładowej. Pogoda dopisała, mogłem się nie martwić dziurą w bucie. U ciebie wszystko w porządku. Rzeczywiście ta farba od wujka niezła. Trzeci rok i nie widać ubytków.
Pomnik przysypany żółto-pomarańczową kołderką liści wyglądał przepięknie. Miałem wyrzuty sumienia po otrzepaniu go, ale wiesz jaka jest mama.
W tym roku zielone daliśmy, po raz pierwszy. Syn wybierał. Mnie też się podobały. Miałem tylko jedną zapałkę. Zawsze się wybiorę jak ostatni kretyn. Odpaliłem od zniczy pani Sawickiej.
Wróciliśmy już prawie pustym tramwajem. Wyszedłem z psem zrobiłem obiad i nareszcie możemy pogadać...
''nareszcie możemy pogadać'' :))
report
Dzięki anko:)))
report
potrafisz..
report
:) dziękuję Marzenko:)
report
proza życia w tle pierwszo-listopadowego dnia; :)
report
tak to widzę Sławku:)
report
O! i takie pisanie lubię:)
report
:))))Dzięki Gabrysiu:)))
report