Zmiana sposobu prezentacji
Opieram się głową o kaloryfer,
myśli płoną w swobodnym dryfie,
dzień wolny, robić nic nie trzeba,
nie jem dziś mięsa, może wezmą mnie do nieba.
na polu wciąż pada, a woda nadal,
przelatuje przez szyby i na głowę mi spada
Stop kapela! grajcie szybciej trochę!
przez was zaczyna grad padać,
przez szyby grad prosto na głowę.
późnym wieczorem,
w parku pod lampą,
płacz,
w małym pokoju
z żarówką jasną,
płacz
i
płacz.
chłopiec, który zawiódł się na życiu,
poszedł spać i znów obudził się rano,
spotkał kolegę, który chodził do tyłu
i tyle.
pochyla znowu głowę, w geście pożegnania,
on poczeka w półśnie, aż do powitania,
bo ona
przyjdzie znowu z otwartymi dłońmi
i słońcem w źrenicach,
dwa słońca na łące, której poświata,
cudowne dwa światy ze sobą splata,
od zawsze na zawsze, zawsze w podróży,
która ich duszom nigdy się nie znuży.
czarne serca
CZARNE SERCA.
ciężki klimat wieczorny.
w parku latarnie ciągną się sznurem,
pod drzewami leżą zmory,
lekki wiatr leci w swoją stronę.
przyszedł czas na gorzkie żale,
niema jutra jutro wcale,
nie płacz, bo nie masz po co,
serce i tak przebiją ci grotem,
nie ma nadziei w tym parku beznadziejnym,
już jadą po nas trupy w orszaku niedzielnym.
gitary struny drgają na wietrze,
odgrywają melodię, która pieści powietrze,
jesienne wspomnienia tamtych ciepłych dni,
dywan czerwonych liści wciąż mi się śni.
biała pościel w ciemną noc, muzo moja dla mnie tańcz!
pełne usta, słodkie usta i księżyca blask, o tak!
rozbujani, zakochani, głodni swoich ciał,
to życie i szalony młodego człowieka czas!
O. A potem przyszedł łamania serc czas.
Odszedłem, bo zgubiono muzyki takt
tylko na ziemi zostawiłem zeschniętą różę
i dwa słowa "kochaj mnie" wyryte w naszym murze.
Kocur czarny pijał mleko białe
rankiem
Przeciągał się dostojnie pod stołem
drewnianym
a na parapecie w promieniach słonecznych
kąpany
zaznawał wielkiego spokoju i szczęścia,
rozmruczany
i
spokojny był do czasu, gdy po nim
została
na drodze pod kołami czerwona wielka
plama
w letni dzień,
kawę pij tylko czarną,
patrz prosto w słońce,
wyrwij z powietrza to ciepło!
Dla Siebie !
papierosa, kiedy go palisz, zauważ,
nie daj rzece przelecieć przez palce!
przejdź po kamieniach raźnym krokiem
i z uśmiechem, ha!
nie myśl zbyt wiele.
nie mów zbyt wiele.
nie rób zbyt wiele.
skocz do wody kiedy trzeba,
pieprzyć to, że księżyc ładny!
jutro też mamy dzień,
chociaż kto to wie na pewno,
czas zostawić stary cień,
w nowej pralni na przedmieściach czerwonego lasu,
czy tam czegokolwiek.
słyszysz ten szalony rytm z głośnika na drzewie ?!
Danny boy opuszcza towarzystwo.
Danny boy opuszcza towarzystwo,
pewnym krokiem wychodzi z pokoju panienki Maryi.
Piętą rozgniata kwiaty obrastające schody.
Skrzypią, ale Danny wcale się tym nie przejmuje.
Jeszcze siedem metrów dzieli go od miejsca świętego - strychu.
Zdecydowanym ruchem odsunął zakurzony koc, przeszedł przez korytarz i stanął w progu.
Wolność.
Ściany wyłożone płytami gipsowymi, podstarzała drewniana więźba, małe
okno, gąbki, ze zużytych foteli w rogu i parę nic nie znaczących
przedmiotów porozrzucanych na podłodze.
Wolność.
Ojcze nasz, który bywasz w niebie,
małe modlitwy, które szepczę do Ciebie,
przyjmij.
Nigdy nie pozwól mojej głowie żywcem spłonąć,
połóż ją na pniu i pozwól leśny szept chłonąć,
przyjmij.
W tętnice i żyły wpompuj krew kolorową,
i daj Panie, by odrodziła mnie, na nowo,
przyjmij.
I bądź łaskaw Ojcze, by moje ręce i nogi,
mocno chwytały życie i trzymały się drogi,
przyjmij.
I zmyj grzech w mej duszy, którego sam zmyć nie mogę,
wiesz, że przejść nie chcę i nie przejdę na prostą drogę,
przebacz.
Kim jest ta dziewczyna, która wchodzi mi w krew?
Z wolna, bez pośpiechu, dotyka moich ust swoimi,
Czuję jej słodki oddech, gdy brew dotyka brew,
I wciąż nie mogę się nasycić wargami twoimi,
Dotyk za dotyk, moje dłonie w twoich włosach,
Masz oczy takie pełne kolorów i pragnienia,
I słychać pożądanie w naszych cichych głosach,
Gdy jesteśmy razem, tak jakby od niechcenia,
I dziwię się, jak patrzę, gdy śpisz,
To ty jesteś moim marzeniem?
Czy to ty Boże znów ze mnie drwisz?
I chcę, żebyś spała, nie chcę cię budzić,
Bo tak łatwo można się dziś zgubić,
W pojebanym świecie pojebanych ludzi.
