Pamiętam czas, gdy byłam psem, mając psie, głodne oczy,
kiedy jak złodziej kradłeś sen, zrywając grona nocy.
Gotowa byłam dać ci kość, posłanie wraz z wolnością,
lecz nagle światło zgasił los, a ja się stałam kotem.
Po krętych drogach odtąd szłam, lizałam ranne łapy.
Szumiała wolność, kruszał czas, bez przewodnika stada.
Bałam się zaplątania w tłum, połowów w sieć języków.
Mocno drapałam, aż do krwi, gdy ktoś się do mnie zbliżył.
Po latach pazur stępił się, dzikość odeszła w przeszłość.
Czy jestem kotem, czy też psem? Trudno mi odpowiedzieć.
Wiem, że kaganiec oraz smycz mogą ułatwić drogę.
Wolność nie zawsze słodka jest, lecz skłonna nawet pożreć.
Ważne, nie przestać sobą być, mniejsza z tym - psem, czy kotem.
Potrafić dostrzec złoty świt, zmarszczkę i świeży pączek.
Na mleczną drogę wybrać się, zagubić w srebrze nocy.
Odnaleźć dziecko gdzieś we mgle, które ma każdy w sobie
Pokrętny ten los. Raz pies, raz kot, ale tak w środku peelka zawsze była sobą.. Brawo!
report
Ano pokrętny, dzięki za czytanie, a zwłaszcza komentarz. Miłego dnia życzę, Iwonko.
report
piękny i pięknie napisany wiersz....
report
Pięknie dziękuję za obecność. Dobrego dnia życzę.
report
Ano, warto go nie gubić, to fakt. Dzięki za czytanie, Jago :)
report
Melodyjnie mi się czytało, a treść z mądrym przesłaniem. Pozdrawiam
report
Dziękuję Gosiu, dziecko zawsze warto mieć w sobie, msz. Pozdrawiam wieczornie.
report