Ludzka dobroć sprawdzianem antycznych bogów
(sonet)
Zeus z Hermesem, jak mit antyczny głosi,
zeszli z Olimpu, udając zwykłych ludzi.
W szatach biedaków, by podejrzeń nie budzić
poszli mieszkańców o jadło, nocleg prosić.
Gdy karmin słońca znikł już, całkiem topniejąc,
mrok wygiął szyję, zmęczenie przygwoździło,
i kiedy ostrze drwin, z odmową raniło,
ruszyli z miasta na wieś, z wiotką nadzieją.
Wreszcie dotarli - do Baucis, Filemona,
chociaż ubogich, to skorych dać gościnę.
W podzięce przyszłość czekała rozświetlona.
A kiedy nadszedł kres w tej samej godzinie,
to w dębolipę para była zmieniona
i zatopione zło w jeziora głębinie.
*****
II wersja
tasiemiec dla wytrwałych...
MIŁOSNY SYMBOL W GRECKIM MICIE
Kiedyś Zeus i Hermes zeszli
z Olimpu, jak mit o tym głosi.
Pragnęli się oni dowiedzieć
czy wiele w ludziach dobra gości.
W stroje wędrowców się przebrali,
by nikt ich w mieście nie rozpoznał
prosząc o nocleg u bogaczy,
lecz żaden z nich ich nie chciał gościć.
Psami ich szczuto, drwiną karmiono,
rzucano słowa, jak kamienie,
aż wiara bogów w ludzką dobroć
była na pograniczu zera.
A kiedy opuścili miasto -
doszli do Frygii, wioski greckiej.
Na wzgórzu zobaczyli chatkę,
małą i wręcz krzyczącą biedą.
Zwątpienia pełni, zapukali
i wówczas starzec im otworzył.
Szeroki uśmiech miał na twarzy,
kiedy zapraszał w nędzne progi.
Przeprosił, że wraz z żoną Baucis
nie mogą wiele ofiarować,
lecz się podzielą skromną strawą,
noclegu też udzielić mogą.
Kiedy wieczerzę rozpoczęli,
dzieląc bukietem jarzyn w zupie,
nagle oboje zadziwieni
ujrzeli potraw całe mnóstwo.
Stół się uginał zastawiony
mięsiwem i masą przekąsek,
a chociaż każdy jadł ochoczo,
na stole przybywało potraw.
Wówczas Filemon, z żoną Baucis
pewni, że bogów w progach goszczą,
pragnęli gęś ostatnią zarżnąć,
by cześć im w taki sposób oddać.
Zeus im na to nie pozwolił
i podziękował za ich serce.
Obiecał długie życie, dobre
i spytał czy mają życzenie?
Pragnieniem wielkim dla obojga,
było odejście jednoczesne,
by żadne nie musiało dożyć
samotnych dni, z tęsknotą wielką.
Zeus się zgodził i zapewnił
dostatnie życie, wręcz szampańskie,
a kiedy przyszedł oddech śmierci,
zmienił ich w cud natury w parze.
Wówczas Filemon stał się dębem,
zrośniętym z lipą, w jednym splocie,
by żona Baucis już na wieczność
szeptała czule mu w koronie.
I pod tym dziwocudem była
tafla jeziora przepięknego -
tam zło za karę się topiło,
z grzechem bogactwa niedobrego.
Prostota, mądrość, cnota, dusza dostrzegająca bogów. Potem tego Filemona obrał sobie za nauczyciela Jung. Ale to już inna trochę bajka. Ta prosta historia ciągle aktualna. Tacy ludzie to tylko na wschodzie. Z reguły mają wylączone badziewia na t. Pozdrawiam
report
Dziękuję za wgląd, Bel, ta historia to grecki mit, ale w każdym micie można odnaleźć przesłanie, i bywa, że jest ono ponadczasowe. Pozdrawiam.
report
Bardzo ciekawa wierszowana opowieść z mądrym przesłaniem. Ta historia przypomniała mi wakacje pod Olimpem, który podczas burzy przyjmował pioruny. Miałam wrażenie, że naprawdę na tym Olimpie się grubo dzieje ;)
report
No to faktycznie mogło być ciekawe przeżycie, może to Zeus gromami straszył :)) Podobno na Olimp wcale nie tak łatwo się wchodzi, ja byłam tylko na greckich wyspach, Olimpu nie widziałam, ale całą rodzinką byliśmy kiedyś na Krecie, no i przy okazji na Santorini, także, bardzo mi się podobały białe domy z niebieskimi okiennicami, z tego co wiem, to są tam też prywatne kościółki, ale mieszkać na stałe bym tam nie chciała, bo przypominało mi to patelnię :)) Ale widoki piękne, nie powiem, no i wina greckie też smaczne, dodatkowo rzecz jasna zwiedzanie ruin pałacu w Knossos, ogólnie fajne wspomnienia :)
report
Jesteś niesamowita! Pozdrawiam ciepło.
report
Miło, że mnie odwiedzasz, Poetko Gosiu, pozdrawiam Cię również ciepło.
report