wieczorami powietrze oblepia płuca
ceglasta ochra wgryza się w zakamarki
jak wibrujące dźwięki rababy
grasz na moich strunach aż krwawią palce
pachniemy dymem
oczyszczającym miasto ze złych dżinów
żar topi skórę gdy otwieramy chwile
rzeźbione w orientalne wzory
na krawędziach snów malujesz usta
czerwienią z morwy indyjskiej
rozkosz nostalgii wylewa się ze mnie
smutek odpada z twarzy
moglibyśmy zostać w tym dziwnym mieście
aż narodzeni z ognia bez dymu poderżną nam gardła
zamiast po prostu zabić wzrokiem
_____________________________
Bardzo sensualnie i malarsko poetycznie, po prostu cymes :) Pozdrawiam serdecznie, z pewnością bez zabijania wzrokiem :))
report
I słowem, ha ha ;))
report
Wiersz tak inny, tak plastyczny, aż zapiera :) a ja jutro lecę jednak na Maderę, bardziej treningowo:) w życiu trzeba wszystkiego spróbować, będę miała wycieczkę objazdową po całej wyspie:)
report
Super!!! Będzie Pani zadowolona :)
report
Zaskakujące zakończenie, nie wiem skąd się wzięło? A wiersz orientalny, zmysłowy, krew. dżiny jak rozumiem w oriencie nie śpią.
report