Zmiana sposobu prezentacji

XXXVI AKTÓW (VIII)

AKT VIII
I pójdę w las, gdzie ściana się otworzy,
w aksamit wsiąknę, w miękkich liści morze
których koniuszki jak sierść mnie wypieszczą,
będę się wsączać esencją i treścią,
w każdą możliwą mi metamorfozę,
w gorączce się wypocę,
będę u siebie, będę prawdą sama,
bo nikogo nie będzie, by chciał przy mnie kłamać.
Ciężar ciała wysuszą na mnie parne noce,
bez żadnej selekcji, wymaganych ocen
wniknę w las, jak ajent, który swoje dożył
w mieszkaniu przejściowym.

Nie musisz mnie unikać niespełnieniem,
czego nie zabrał głód, to teraz się nie najem:
w zieleni fotosynteza pulsuje
łączeniami bez związków. Pnie się czulej
niż z serca. Chlorofil gra z cieniem,
w wyższe piętra podąża, ku słońcu!
I tak oddzielam się, nie roszcząc, gdyż nie mówię,
bo co to jest za mowa wiatr wiejący w tłumie
drzew! Pamięć skarżących i obrońców
(...)

--- full text ---

XXXVI AKTÓW (VII)

AKT VII

To piosenka w roślin cieniu,
kiedy się tajne życie wszczyna
w scenerii lata. W rozhulaniu
słodko rozgniata się malina,
roztrwania się smak
pory gorącej, jej niuansów.
Do aspiracji i awansów,
ma się też nijak

i, jak wychodzę z tego cienia,
co błogosławi chłodem ziemię,
jak tylko się na skwar rozmieniam
aby dojrzewać, się przemienię
w cieknący rubin,
w słodycz chwili,
w los, co na chwilę się pomylił,
jak matka co zrodziła tuzin,

w jednym upadku się nie mieszcząc,
syci daremnie swe instynkty,
a wokół wstaje nowy legion,
(...)

--- full text ---

XXXVI AKTÓW (VI)

AKT VI

Treść się nie kończy: trwa jednakowo
to rozpoczęte, co wstało z nicości.
Wątek nieważny to ten, co przemija:
zostawia ślady domniemania. Nową
jakość ma twarz. Twarze gości
co się otarli, nie są realne: oni nie byli.
Rozkosz, to stan szczerości tylko
ulokowanej w pewnej, znośnej,
okoliczności. Ma się nijak.
Ratuj, ją ratuj swym skrzydłem motylim!

Starczą ci znaki opiekuńcze,
te nikłe w skutkach, nieistotne.
Nawet ich nie brał pod uwagę,
sam owad, robiąc rundy nocne,
muskając przestrzeń! - Kiedy dotknę
twej skóry, naturalnie spłoszy
warstwę naskórka przerażenie.
(Tak, jak wisielec, co się odciął
od sznura, śmierci robiąc zdradę
niekonsekwencją). Lecz ja proszę
(...)

--- full text ---

XXXVI AKTÓW (V)

AKT V

...drogą zdeptaną wejdziesz we mnie, pisząc wiersze.
W mój czas i w ciało, i w fantasmagorie,
aż się nierozerwalnie stopi jedność. Że,
nic w nas nie będzie pierwsze?
I że nic nie jest wtedy twoje?

Ścieżką na skróty, którą ludzie i zwierzęta
idą, nie patrząc na kwitnące głogi,
w szklanej kuli jest przestrzeń zamknięta,
płatki wirują wiatrem znikąd, tak i słowna pointa
obnaża odwróciwszy, nie ciało, a nogi

depczące startą trawę, bo po niej stąpania
w trupy zmieniają ślimaki w potłuczonych domach,
a wokół wiatr zamknięty dla naszego trwania
jak ochronny, zastygły bursztyn, by móc się z zadania
wywiązywać, związani w układach scalonych

i nic nam już do tego, że wokół niemrawo
rozpryskają pod butem życiodajne soki,
bo poziomki są wewnątrz, jak mikro karnawał
(...)

--- full text ---

XXXVI AKTÓW (IV)

AKT IV

Widzisz, ach, widzisz całe zmarnowanie?
Jak lunatycy błąkamy się w sobie,
aż nas obudzi cisza oddalenia,
skąd nie dochodzi nic. Brak sumienia
to jeszcze nie powód, by się w zakamarkach
usprawiedliwień nie szwendać jałowo,
choć żadne słowo nic już nie oznacza,
wołacz to przypadek, nie ma w sobie drgań,

i kiedy mamy nagość permanentną
nie maskowaną miną, nawet skórką gęsią,
zimno przenika przez sień i przez ganek,
przeciągi z ciała wyszarpią ciepłotę,
temperatura tropików na potem,
na później, na czasy marne, gdy w spokoju
niczego więcej już się nie dostanie. A łuk połączenia
na świat rozpostarty, który kochankom łączy ziemskie kraje
gdziekolwiek są i w nędzy świata wciąż za nimi idzie,
duch niepokorny, sobiepan jak władca,
któremu oddana najdroższa wibracja,
nigdy się nie pojawił, nigdy wejść nie ćwiczył,
bo lunatycy są zawsze przedarci pomiędzy.

XXXVI AKTÓW (III)

AKT III

Wiatr bezruch starł i płatki z drzew postrącał,
bogaczom wwiał pogodę biedną,
uwolnił pąk, jak dzień z miesiąca,
by w nim mógł kryć się łabędź z Ledą,
by się plątały z puchem białe płatki
niemo, bo to jest domniemanie raczej,
tak, jak zamknięte w niewidzialne klatki
niebezpieczeństwo słownych znaczeń,
a oni co? Gatunek pomieszany
i dalszy ciąg, to delikatność złudna,
śmierć trwa
i wskrzesi ją niemota krtani
w której zamknięto wszystkie świata cuda,
by już nie dało się nic nigdy udać,
oprócz lodowej łabędzia przystani.

XXXVI AKTÓW (II)

AKT II

W wadze słów nadmiarem ciała
barwi się znaczenie
różu skóry, by zagrała
postać światłocieniem.

Nie ma wcale. Okamgnienie
zanotuje trwanie,
mnie nie ma, nie ma, nie ma mnie!
Jestem domniemaniem.

Garść wzruszenia? Jest wzruszenie!
Niezbędny komponent
zimna. Drży pod skórą sonet
i czeka, aż będzie.

XXXVI AKTÓW (I)

AKT I

Oto jak szynka,
na scenie już:
Albertynka,
nagości róż.

Oto, a przecież przyjrzeć się warto,
przez chmurę cienia i w ostrym świetle
człowieczy obiekt, najczystsze białko,
które nie chodzi w swetrze.

Oto zostanie,
tak nieubrana,
by swe ubranie
ubierać w dramat.

WIERSZE WIĘZIENNE (4)

***
Nic nas nie spaja. Oddzielone
są niewidzialnie dwa istnienia,
Bóg między nas szczeliną wniknie,
wlepi w wyobrażenia n i c,
z dna oka r a z e m wydobędzie;
sam się w lepiszcze lepiącego
zmienia, by być i więcej nic!
Lecz już gdzieś indziej jestem, Boże,
przestrzeń kolczasta, ale własna,
osobna, jak osobna śmierć,
i świata część w technikolorze
nie więzi mnie, bym się nie spasła,
byś mógł bezkarnie ze mnie drwić
jak kibic, który nie rozumie
czemu żądaniom nie sprostano,
gdyż ten rachunek lojalności
z sympatii twojej – przecież w cenie -
winnam zapłacić na arenie.
A ja już wyrok mam zmieniony,
na inne strony szykuj szyki
już jestem wolna. Twoje światy
martwe, jak światy polityki,
(...)

--- full text ---

WIERSZE WIĘZIENNE (3)

PIEŚNI BZOWEJ BABULEŃKI

Ud af det Virkelige voxer just det forunderligste Eventyr.
(Właśnie z rzeczywistości rodzi się najdziwniejsza baśń w świecie.)
„Bzowa babuleńka” Hans Christian Andersena


Pieśń pierwsza (bzy)

Bzy już w deszczowy dzień nareszcie,
zakwitły. Pachną i wpływają,
chmury liliowe w szarym mieście,
obłoki narkotycznych stanów!
Nie ma cię już i już nie będzie,
nie byłeś nigdy w rytuale,
bzy przekwitają, kwitnąc wszędzie,
ty byłeś wszędzie, chociaż wcale.
Podążasz tam, gdzie bez jest stanem
ogląda się go coraz prościej,
rozciągliwość w nim jest karnawałem,
chwila, to znak nieśmiertelności.


(...)

--- full text ---

WIERSZE WIĘZIENNE (2)

***
„Narwali bzu, naszarpali,
Nadarli go, natargali,”
Tuwim

A w szczelnym wiosny uwięzieniu fart,
bo bękart zawsze jest wygnańcem z wielu,
gdy koło łączy śmierć z wschodzącą stratą
i nielegalność wnosi szansy wyłom,
otworzysz skórę. Ot, lekkie zadrapanie.
drzeć, to jeszcze nie drganie. Dranie
skradli bez w wierszu w jednym stylu,
lecz to tylko błahostka, tylko ilustracja,
gdzie indziej przemiana uwolni bogactwa,
nie tutaj.
Masz cieszyć się za to
namiastką sympatii wszelkim okamgnieniem,
a wciąż gdzieś indziej żyje i pulsuje atom
komórki nerwu. Co ziemia z korzeniem
wyrabia niewidocznie i karmiąc go skrycie
nasyca nas duch wiosny, my żyjemy płycej
(bo nie za to płacono i nie za to płacą)
pustej ekwilibrystyce w jałowym popisie,
(...)

--- full text ---

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register