XXXVI AKTÓW (VII)

AKT VII

To piosenka w roślin cieniu,
kiedy się tajne życie wszczyna
w scenerii lata. W rozhulaniu
słodko rozgniata się malina,
roztrwania się smak
pory gorącej, jej niuansów.
Do aspiracji i awansów,
ma się też nijak

i, jak wychodzę z tego cienia,
co błogosławi chłodem ziemię,
jak tylko się na skwar rozmieniam
aby dojrzewać, się przemienię
w cieknący rubin,
w słodycz chwili,
w los, co na chwilę się pomylił,
jak matka co zrodziła tuzin,

w jednym upadku się nie mieszcząc,
syci daremnie swe instynkty,
a wokół wstaje nowy legion,
czyn przemieniany w pomiot zwykły
trwa wciąż nijako,
by móc zapobiec wzlotom możność,
by móc zaprzeczyć i dwunożność,
i skrzydła ptakom,

jest ten chwilowy imperatyw
rozkoszy malin, gdy żar stoi
w oddechu świata, bo bez daty,
bez prapoczątku i bez rojeń
trwa niezamiennie
cykl zatracenia w ocalaniu
esencji bycia. Powiedz, czemu
mnie nie są dane świateł cienie,

którymi gardzisz w napuszeniu,
kiedy mnie starczy ta różnica,
by trwać do końca w własnym cieniu,
a nie, bym trwała dla odbicia
twoich fantazji.
Obrodziły znów maliny;
ciernie krzaków nie są kpiną
jak my w nich, ciągle tak realni.

Jarosław Trześniewski
16 july 2010 at 19:24

Ewo , przed chwila napisałem kilka słów do twojego wiersza i zniknęły. Piękny ten VII akt : "To piosenka w roślin cieniu, kiedy się tajne życie wszczyna w scenerii lata. W rozhulaniu słodko rozgniata się malina,(...)Obrodziły znów maliny; ciernie krzaków nie są kpiną jak my w nich, ciągle tak realni." Tak, realni i ponad rzeczywiści. Bardzo na tak. Pozdrawiam:):)

report

Ewa Bieńczycka
16 july 2010 at 19:38

Podziwiam Jarku Twój i reszty trumlowiczów heroizm pisania komentarzy w taki upał, ja jeszcze dodatkowo jestem wycieńczona, bo zbieram maliny z dwóch hektarów i ten wiersz to takie odreagowanie na niewolniczą pracę, bo wiesz, żeby artysta mógł tworzyć, to musi się próżniaczyć. Ale ten erotyk jest też o iluzji erotyku, iluzji kontra niestety całkiem konkretnej pracy w polu typu chłop pańszczyźniany.

report

Jarosław Trześniewski
16 july 2010 at 20:46

Ewo masz racje ,że to heroizm, jednakoż ja pisałem akurat w cieniu , jestem nad jeziorem niemal w lesie , dzisiaj nawet troche popadało, ale teraz duszno i parno.Zbierałem malutkie malinki w lesie, niestety susza wytrzebiła, sa takie skurczone.Pozdrawiam serdecznie z Kiełpin:):)

report

Wanda Szczypiorska
16 july 2010 at 22:06

Trzecia zwrotka się zapętliła chyba i jest nie do rozwikłania. Te dziewięć wersów od "jak matka" ma inny, niepasujacy do reszty wiersza kolor.

report

Ewa Bieńczycka
17 july 2010 at 11:28

Masz rację Wando, ale ja musiałam w którymś elemencie tego cyklu wprowadzić figurę matki, jako winną całej tej nierzeczywistości, o której w poszczególnych wierszach piszę. Być może stąd ta sztuczna niefortunność. Jednak staram się, by cały cykl był całością, a nie składanką i pewnie będę to wszystko długo przeredagowywać, a tak to daję a vista, by podtrzymać mój udział w trumlowej wspólnocie. Mam najazd na moje małe château na wsi i moja samotność się skończyła, zbieram maliny, więc w sumie jestem zadowolona, że za sprawą Waldemara Kazubka nie udzielam się komentarzowo na Trumlu, ale w dyskusji czy poprawiać, czy nie poprawiać wierszy, to jestem za Mirką Szychowiak. Żadna spontaniczność, poprawiać do upadłego, nawet jak już jest wydrukowane.

report

Wanda Szczypiorska
17 july 2010 at 11:55

Czuć, że a vista, bo pachnie malinami. O poprawianiu do upadłego, to ja coś wiem. Potrafie uporczywy babol (jak mówi Mirka S.) poprawiać latami.

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register