poeci smarkają w papier.
wrzeszczą żurawie i wrzody żołądka.
za widnokres odlatują klucze bez drzwi,
narkomani, migi i f- 16. pada deszcz
za deszczem, z foteli i mchów wyrastają
zreumatyzowane grzyby. przed siebie
wyruszają autobusy pełne pustych koszów,
głodnych dusz. na rykowiskach, rogach ulic
spotykają się jelenie. pustoszeją plaże,
smagane wiatrami spóźnionych turystów.
z drzew spadają pierwsze liście, złotem
zdobiąc trawę i psie kupy. dni kurczą się,
puchną noce. kominy długimi jęzorami
wylizują niebo. w butach, umysłach i telewizji
bulgocze błoto. siedzę w domu sam
niczym Kevin, radosny zwiastun świąt,
niezawodny jak śmierć. w butelce już tylko
echo wczorajszej czkawki i de-en-a dna.
koty, szare jak tynk, odpadają od ścian.
nareszcie coś, nareszcie coś, nareszcie pożar..
report
myślisz, że to ten klimat?...
report
odwrotnie, ale co mi tam..
report
mi też...
report
Trafiłeś w dziesiątkę!!! Bardzo mi się podoba :) Pozdrowionka!
report
Mam nadzieję, że dziesiątka się nie gniewa! :)) Dzięki i pozdrawiam również!
report
chandre mosz czy cóś? ;)
report
raczej cóś...;)
report
to może dobrze się przyjrzyj ;)
report
cóś wymyka się percepcji ;)
report