4 august 2021

Myśli o "lewactwie" i "prawactwie"

Chodzę sobie i myślę. Uderzony bezpośrednim doświadczeniem zacietrzewienia: -" Kto jest gotowy zrezygnować z sensu i logiki i dla jakich celów". Łatwo nam z nich rezygnować w obliczu jednego czynnika - emocji. Silne emocje zabierają nam wolność i rozum, zamykają nas, oraz nasze zmysły porządkując i strukturyzując na bieżąco wszystkie docierające do nas bodźce. Wściekłość nie pozwala rozumieć przyczyny nieporozumienia a głęboka uraza dostrzec pierwotnej przyczyny która być może stoi za czyimś zachowaniem. Żyję w świecie w którym wybujałe kwitnące gałęzie zdają się podjudzane przez najsilniejsze konary nienawidzić własnych korzeni (często z wzajemnością) nie dostrzegając, że wszyscy jesteśmy częściami tego samego drzewa. Zgodnie z zasadami panującymi w tym uniwersum. Tak - zasady istnieją, matematykę można by przecież bardziej nawet niż płeć nazwać wytworem kulturowym, nie oznacza to jednak, że jeżeli tak uznamy to dodając dwa do dwóch uzyskamy pięć, chyba, że w każdej szkole postawimy uzbrojoną w broń palną bojówkę, eksterminującą doraźnie każdą niezgodną z odgórnie i uznaniowo przyjętym standardem jednostkę. Lecz czy wtedy będzie możliwy jeszcze jakiś rozwój? Zgodnie więc z zasadami - akcja wywołuje reakcję o przeciwnym zwrocie i równej sile. Ostrze jednej ideologii musi więc napotkać ostrze ideologii przeciwnej. Jest to ten sam wektor napędzany nienawiścią w tym samym kierunku różniący się jedynie jej zwrotem. Zaprzeczenie jednak sensowi w celu promowania jakiejkolwiek ideologii ma na pewno jeden słaby punkt - rzeczywistość można przeważnie zweryfikować na podstawie doświadczenia i eksperymentu, dopóki nasz sposób weryfikacji i interpretacji uzyskanych wyników jest prawidłowy w sensie logicznym i wynik jest powtarzalny widzimy, że dwa i dwa jest cztery a białe było nazywane słusznie białym zanim zaczęto nazywać go czarnym i zanim ciemność obwołano światłem. Prosty, niezdecydowany człowiek potrzebuje i pragnie czegoś, co pozwoli mu porządkować i strukturyzować postrzegany przez siebie świat, budować własną koherencję - wiarę w jego uporządkowanie. Tak łatwe, wzmacniające i jednoczące wydaje się przyjęcie tej czy innej "strony". Jeżeli jednak jako ci, ty tamci zaprzeczymy istnieniu i potrzebie samego sensu i obwołamy go wytworem kulturowym (którym niewątpliwie jest) przepędzając go ze swoich miast i myśli, doprowadzamy do rządów chaosu. Chaos ten w społecznościach barbarzyńskich miał swoje miejsce, zarządzany był przy użyciu iście barbarzyńskich zasad, oraz, ponieważ po każdej rewolucji nastąpić musi jakiś "nowy" i oczywiście "lepszy" porządek. Wyobrażam go sobie, jako przewagę tych jednostek, którym system władzy udostępnia ją dla podtrzymania własnego trwania, system, w którym każda forma przewagi jest argumentem rozstrzygającym każdy spór. Jako że samo posiadanie racji w żadnym razie nie będzie przecież żadnym formalnie uznanym argumentem, oznacza to także faktyczną niewolę każdego człowieka uwięzionego w wąskiej "bańce" poza którą nie będzie wolno będzie w żaden sposób wykroczyć, czy to słowem czy tym bardziej uczynkiem. Przypomina mi to ustrój komunistyczny z w pewnym sensie jego wypaczonym klonem - faszyzmem. Z kolei druga strona uparcie neguje wszelką innowacyjność i zamyka w przestarzałych schematach. Nie chcą oni widzieć ani słyszeć nic poza umacniającymi ją treściami. Ten swoisty intelektualny "stupor" świadczy moim dla mnie o olbrzymim lękiem i oporem przed jakąkolwiek zmianą i wywołuje prawdziwą wściekłość ideologii konkurencyjnej. Bierność nigdy nie jest rozwiązaniem a stabilność nie jest czasami nie jest warta swojej ceny wobec nadchodzących przemian. Patrząc na świat słuchając zmiany tonu najgłośniejszych akordów jakie ten wydaje w ogólnej kakofonii należałoby raczej wsłuchać się w cichy szelest - pojawiania się nowych pionków i ruchów przez nie wykonywanych. Mamy przecież doświadczenie jak stare struktury potrafią sprytnie "przeszczepiać się" w struktury nowe. Być może nowym porządkiem świata ma być jakaś forma neofaszyzmu - wydajność i skuteczność ostatecznie jest najważniejsza we współczesnym świecie a takie "przeżytki" jak rodzina, ojczyzna czy naród muszą ustąpić. Czy jednak będzie to warte życia tych, którzy poniekąd, przez własną niezgodę będą ostatecznie poświęceni na ołtarzu przyszłości? Nie wiem. Jeżeli sens i prawda staną się wartościami względnymi, zależy to od przyjętej hierarchii wartości, a ta hierarchia ma przecież służyć wydajności nowego zjednoczonego świata. Sun Tzu i Sun Pin trzy tysiące lat temu opisywali strategie walki a życie to walka i być może ponieważ człowiek w istocie swojej nigdy się nie zmienia skazani jesteśmy jako gatunek na wpadanie kolejne razy w kolejne studnie takich błędów jak barbarzyństwo, niewolnictwo, gwałt, grabież, mordowanie. Wszystko to jest w mniejszym lub większym stopniu obecne dziś, już było i wciąż będzie się powtarzać czy to jednostkowo, czy też instytucjonalnie, tak jak to współcześnie odbywa się w Chinach, czy też niektórych (?) islamskich krajach. Musi, ponieważ dalej naszymi głównymi motywatorami są podstawowe, zwierzęce instynkty. Być może pewną odpowiedzią i szansą dla ludzkości okaże się transhumanizm z jego dążeniem do innowacji także w samej strukturze fizycznej człowieka, być może powstaną nowe jego rodzaje, choćby wolne od przymusu ale także motywacji czy to płciowych czy być może zaborczej chciwości wspólnej każdej żywej istocie potrzebującej nieustannie maksymalizacji zabezpieczenia własnego bytu. Póki co, sztuka wojny, to sztuka życia na naszej małej planetce. Dlatego warto się z nią zapoznać i świadomie, trzeźwo patrzeć na szachownicę, oraz stosować w codziennym życiu zdając sobie sprawę że zawsze są tacy, którzy decydują i tacy którzy muszą im służyć. Dobrze jest, dopóki mają oni jakiś wybór. Dobrze, jeżeli chcą taki wybór posiadać.


list of responded items:

 

choose your artistic answer

 


number of comments: 3 | rating: 0/1 | report | add to favorite

Comments:

Fabry,  

Trochę przeładowane. Logiczne wnioski przeplatają się z naznaczonymi emocjonalnie przekonaniami autora. Dlatego trudno dyskutować. A tak swoją drogą to był kilka wieków p.n.e. taki Diogenes, który się z tego wszystkiego wypisał. Bez zakładania sekt, komun, gromadzenia rzesz uczniów. Po prostu żył w beczce i chodzi na rynek się masturbować.

report |

Fabry,  

Za bardzo to monologiczne, prześlizgujesz się po tematach a kolejne zdania są otwarte na interpretację. Przydało by się po kilka przykładów dla każdej tezy, z jakimś uzasadnieniem. Serio, patrząc technicznie poruszasz ogrom wiedzy w bardzo skrótowej formie, tzw. "zdrowego rozsądku", czyli tego, co nam się wydaje prawdziwe, dopóki nie przeczytamy gdzieś tak 100 książek więcej niż do tej pory. Jeśli serio Cię interesuje wyrobienie szczegółowego światopoglądu, to radzę dać sobie na to jeszcze kilka ładnych lat studiów.

report |

Fabry,  

Spróbuję podjąć temat. Np. matematyka jako forma kulturowa. Wcześniej piszesz o tym, że emocje odbierają nam rozum. W domyśle polega to na tym, że czy to polityk czy wynalazca kieruje się, w pewnym sensie, swoim ego, bo to jest potrzebne do forsowania odkryć. W dalszym domyśle: nie wiadomo, co jest realne, skoro wszystko polega na perswazji, a nie logice. Spisali o tym tomy, ale idźmy dalej. To, że wszyscy jesteśmy jednym drzewem - czy komuniści czy faszyści czy libki. No, tak stoi w Biblii, ale już w Biblii był i Sem, i Jafet, ale i Cham. To z resztą zdanie na poziomie metafizyki - że istnieje jakaś jedność ludzkiego gatunku. Religie każą nam tak myśleć, humanizm w pewnym sensie też, ale wielu tak tego nie postrzega i można zapoznać się z ich argumentami. Kolejna rzecz: opresja w związku z wolnością słowa. Szeroki temat, na prawdę, bardzo szeroki. Pierwotnie, kiedy powstawała idea wolności słowa, było to związane z tym, że ten, kto ma wolność słowa, coś sobą reprezentuje. Dzisiaj cham może iść do TVNu i powiedzieć swoje. Czy więc tak w 100 wolność słowa jest dobra? W 70 jest, ale czy w 100? Dalej: człowiek potrzebuje struktur sensu. Tym jest zasadniczo tradycja, pisali o tym też w modernie Husserl i Heidegger, można do tego podejść. Sens to szerszy temat. Ktoś widzi obiektywnie - świat ma sens i moje miejsce w nim ma sens. Ktoś widzi subiektywnie - to ja generuję sens i tylko taki jest. Ktoś widzi kosmicznie - "wszystko ma sens". Kto ma rację? Widzę, że masz sporo przemyśleń, jesteś ciekawy, toczy Cię robak pragnienia pojęcia tego wszystkiego, może nawet na poziomie religijnym. To dużo znaczy, ale brakuje Ci metody, a umysł jej potrzebuje. Pozdro i wysokich lotów.

report |




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register