Sasza
ALL WORKS Poetry (42)
About me Friends (1)

8 may 2016

poetry

Sasza
Sasza

Kuchenne metafory

Najpierw trochę chaotycznych spotkań przez przypadek i dwa jednakowej wielkości poczucia humoru zmieszać z odrobiną powłóczystych spojrzeń.

Dodać niewielką garść chęci i ciekawości. Mieszać regularnie. Kilka nagłych snów, aż na jawie zacznie wrzeć.
 
Parę kropel nadziei na wspólnie spędzany czas w przyszłości.
 
Następnie dorzucamy pocałunek i zostawiamy chwilę na wolnym ogniu pożądania (cały czas mieszając), aż pojawią się rumieńce.
 
 
Rozkosz jednak bez smaku czułości z twojej strony. Ja bym nawet zjadła, bo dawno nie miałam niczego w ustach, ty z kolei mimo wielu starań rozkruszony zakalec wyrzuciłeś gołębiom.

alt art
9 may 2016 at 08:42

wstrząśnięte, nie zmieszane..

report

jeśli tylko
9 may 2016 at 09:17

fajnie się czyta :)

report

Contact with us



Report this item


You have to be logged in to use this feature. please Register