w koszu, przy gar-zupie, siedzą w trupie,
warzywka już niemłode. nie, nie tylko rosołowe.
gwarzą ile wlezie o niedzielnym obiedzie.
kto kogo lubi, kto się czubi. pierwsza głos zabrała
marchewka, że ona jako żona wywaru mięsnego,
i tak uwiedzie każdego. smakiem, kolorem, walorem.
na to pietruszka selerowi do uszka, ot głupota,
nie wie co gada, bez nas w trupie mdło w zupie
jak w ..., nieważne, wtrąciła pora noga,
niech sobie myśli co chce i tak każdy wie,
że jak jej w zupę nie wmiksują, to dzieciaki wyplują.
kapusta /nie wiedzieć czemu głowa pusta/,
najcięższa, najtęższa, nadęła się i, i, i mnie
do gara weźcie, chociaż ze dwa liście.
dobra, dobra - odezwała się fasola.
ja czekać muszę na ochotę, mnie trzeba wyłuskać.
wymoczyć noc całą, z ziaren puchnę na balon,
i mięknę na samą myśl o panu pomidorze.
przyjdzie czas na każdego, jak trafi na
głodnego. nie ma co się pchać na kupę.
z tego nie wyjdzie nic smacznego. ale skoro
tak lubicie, hossa zmaluje wam słitfocię.
Marzenko, znakomicie !!! zapewniłaś mi uśmiechnięty początek dnia :)
report
fajnie :)
report
:D no patrzaj i wyszło Brzechwowato :) dobrego dnia Istar, dzięki wielkie:)
report
[ mięknę na samą myśl o pomidorze - a to zabieram, się przyda w dzienniczku uwodzenia;d ]
report
;) z tymi warzywami to chyba już tak jest, że wszystko prowadzi do zupy ;) dobrego i dla Ciebie hoss :)
report
dzięki Istar za dobrego:)
report
:)
report
:))) fajne; pamiętam wierszyki z dzieciństwa o zupie jarzynowej :)
report
tyle uśmiechów, dziękuję :)
report
I tak kalafior z zielonym groszkiem fika/ byle się znaleźć pod skrzydłem indyka :)))
report
sam Brzechwa by się nie powstydził! :-)
report
Fajne!
report