23 january 2014

23 january 2014, thursday ( tak zwyczajnie - proszę... )

Wyjdź spod tej kry i zacznij jodłować swoją frazą, oddychać z własnej butli tlenowej, ezoteryczny nurku, nieklasyfikowalny gatunku syreni. Wyjdź z kanału, bo nawet La Manche nie zastąpi otwartego oceanu. Legiony kojarzą się jednoznacznie, a ja mam awersję do tłumu, który rezonuje diabolicznym, nienaturalnym wielogłosem, spod znaku skołtunionych wypraw Portugalczyków i Hiszpanów. Przecież władamy odmiennym językiem i w nim siła... Nie trzeba nam korzennych wonności, podróbek mirry i palikociego kadzidła -  w miejsce wyłudzonego złota, wycyganionych diamentów. Kolumb nigdy nie zostanie naszym idolem, przecież wiesz, że to nie była czysta misja, a jej tłuste paluchy brudzą w kronikach, kaleczą znakiem spod skrzyżowanych belek. Jakie to przewidywalne i uproszczone. Odpływam, odpadam, żeby być ponad. Leć ze mną, raz jeszcze i zupełnie od nowa odklejmy się razem albo oddaj skrzydła w charytatywne ręce zajesłusznych Owsiaków. Miej gest, bez licytacji i ozłoceń w miejscu CV. Bez lansu, bez bursztynowych serduszek, tak po prostu - stań się wolny od etykiety i wizytówek. Dasz radę? Strach lubi się w nas rozrastać do niebotycznych rozmiarów, do ducha błędnego rycerza, który zamienił oczy na noktowizor. Do zjawy na wzór wątłej guwernantki, która nie poniesie zbyt przytłaczającego diademu śniętej divy, tej od wyalienowanych krasnoludków. U mnie strach ma gabarytowo podobne spojrzenie, ale Tośka mówi, że to może być objaw zwyczajnej nadczynności tarczycy, a nie realne zagrożenie i ja jej zaczynam dawać, co mam - znaczy okruchy wiary. Wyjada spod stołu, a przecież jest miejse przy obrusie. W takiej ciemności można wypatrzeć jedynie mary, które kuszą zmianą zbroi na złotolistny laur. Nie tędy droga do kinematografii, książe. Teraz duchy zalegają w lochach dla naiwnych, spłukanych pątników, dla skośnookich turystów z przerostami i ze zrostami na przepasionych kontach. To nie jest nasz ląd, nasz kontynent, nasze długości, dzielone przez szerokości geograficzne. To nie ten klimat. Dziś liczy się piedestał zerojedynkowych, szklanych gór, na miarę epoki. Niech się pierdolą we własnym postępie, u podnóża przeinwestowanej komercji, a my obok, a my na zboczu, na granicy, na przekór - jak uważasz? Drżą fiołki na parapecie drżę w konwulsjach i nie wiem już, dlaczego płacę za podróż po bezpańskim horyzoncie. Miała kosztować jeden uśmiech, a tymczasem drogi się z nas naśmiewają, kręte szlaki natrząsają pyłem z nieutwardzonych duktów. Ludzka rzecz pobłądzić i jeszcze bardziej człowiecza - spojrzeć w mapę. Spojrzeć - w siebie.




Terms of use | Privacy policy | Contact

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


contact with us






Report this item

You have to be logged in to use this feature. please register