dopijałem kawę stojąc przy kuchennym oknie
z którego widać jak pomiędzy trawami łąk
płynie wolno dżdżownica osobowego do Sandomierza
podczas kiedy jej ogon z czerwonymi ślepkami
pukał w most na Kamiennej
reszta zaszyta była już w leśnym wzgórzu
lecz piesek mojej wyobraźni prowadził ją dalej
do przystanku Brody gdzie bród na rzece dawno zarósł
a potem zgodnie z biegiem
z prądem
z rozkładem liści
ptaków drzew i pofabrycznych szkieletów
wciąż na południowy wschód
aż do łagodnych stoków Gór Pieprzowych
aż do leniwego nurtu który kiedyś był granicą
niezwykla prawda? granica
zgłoś
fajnie. to wiersz, który zyskał aprobatę w tzw. środowisku i gdzieś tam się pojawił. tym bardziej cieszę się że trafia. dzieki Szel za Twój "nos".
zgłoś
nigdy Pawle nie komentuje slabych wierszy taki juz moj urok... wiem wiem wygladam za to jak kurtyzana ale nic na to nie poradze ze chwyta mnie za serce wiecej niz jeden poeta:)
zgłoś
Widzę to, panie Pawełku, nie tylko dlatego, że tkwi gdzieś w zakamarku pamięci. Początkowo chciałam Pana obraz nazwać akwarelą, ale nie - ten pełznący i znikający pociąg, jadący dalej torami wyobraźni to przecież kawałek pełnego nostalgii filmu
zgłoś