Radość Pełni i linia graniczna
Nie ma czystej świadomości
Wszystko jest moją myślą na bazie ciała
Ciała są powiązane Wiedzą o sobie Czują
Albo dotykają się przez przestrzeń
Która też jest ciałem, albo ok, łączem
Powietrza cząstki niosą fluidy
Fluidy przenikają wszystko
Rozbudza ją telewizor krzesło komar
przeszłość Bawiąc się obrazami, znaczkami
niech sobie nie wyobraża, że tym zastąpi
żywy kontakt. Jeśli tak uczyni, jeśli tak
ucieknie, jeśli tak się wyniesie
utraci kontakt z samą sobą.
Nie wiem o rzeczach statusie życiowym
o ich wnętrzu, o ich myślach bezpośrednio
ale wiem o sobie. A sobą jestem
przez otoczenie, przez relacje, przez
świadomość ich, przez sny, które
każdej nocy próbują to zgłębiać, sondować,
przystosowywać mnie, wyjaśniać rzeczy,
rozwiązywać problemy zachowania się
właściwie wobec świata.
Moje wnętrze, to potrzeba wypróżnienia,
i głody. Gdy się odetnie jest buczenie
ciała, śnieżenie telewizora na bazie
wnętrzności, w ich stanie uśpienia
Słyszą wtedy niektórzy Boga i
znajdują bramę poza zjawiska,
które skądinąd się biorą - ja tam nie
przeczę, nie potwierdzam, takich
stanów nie zinterpretuję aż tak, bo
to tajemnica, ale
Chcę opiewać stół, wodę, flaki,
śmieci, piasek, pracę i prawdziwych
przyjaciół, świadomości - ciała
które zawarły ze mną rozejm, albo
nawet współpracują, podtrzymują.
Jastrzębia śmierci też chcę wyśpiewać
Niezbędny fakcie, konieczny procesie,
druga strono życia
I domy, potworzone gniazda,
luksusy, czystość, wygody i że
jestem zwierzęciem o nazwie człowiek
i że chodzą po mnie zwierzęta, zjadają,
kochają, mówią prawdę i że rozpoznaję
fałsz, dzięki czemu nie staję się ofiarą
drapieżników, które wydawały się przyjazne,
rozumiejące radość płynącą z faktu, że
niema czystej świadomości.
***linia graniczna***
Więc przypuszczam, że powoli tracące kontakt
i życie w całej rozciągłości,
nie rozumiejące harmonii i matni
- bo moje wnętrze to też mycie się i brudzenie,
sprzeciw wobec siebie i akceptacja,
matnia i wyjście z niej -
nie budujące domów, a pseudodomy,
nie rozumiejące wrogości obok przyjaźni,
ludzi obok siebie i tłumu w sobie,
ani dzikich zwierząt i roślin wokół siebie, czyli
natury, czyli wspólnoty bolesnej i radosnej,
nieakceptujący trudności, odmienności
i własnej ułomności.
Arystokraci pieniądza, manipulacji,
kreatorzy wygód, sztuczności,
dobroczyńcy, planiści wszechczasów,
żywe trupy - inteligentniejsi lub głupsi,
ale zawsze podli. Lubią oszukiwać i kraść,
bo to ich prawo, a świat to ich własność.
Można mieć wszystko i być wolnym i
tolerancyjnym. Można nie mieć nic i
już być ubogim bogaczem, czekającym
tylko na swoją kolej wspinaczki
na nędzny szczyt.
Arystokracja - wiara w to, że jest się z innej gliny -
zawsze jest złem, ale arystokraci
pieniądza są najgorsi.
Czy Jezus była arystokratą?