Ja tu tam życie puls gwiazd w rozkwicie
muszli i papierowych odpadków
gnicie śliskiej powierzchni gdy nogi Angeliki
chcą pojeździć po dnie wzburza się świat rozwielitek
piję piwo na dworze pod parasolem
i bańki wirują srebrzyście ku słońcu, w każdej ja
we mnie Nikt, więc myślą i świadomością i uczuciem
przenoszę się w odległe życie basenu zobaczonego
z okna, wyczutego w transie Sybilli, kałuży wiejskiej
pełnej życia kijanek i życia samego w sobie
to żyje gdy ja gnije, gdy ja pije i zamieram
ale tam z powolnego, swobodnego rozkładu
cały czas powstaje nowe życie
biegnie na oślep w spokoju subtelny czas
prawie bezczas kruchych galaktyk
sam jestem w takim basenie, sam mam go w oku
ale mogę być wśród rozgwiazg, błysków i śmiechów
tylko wyobrażając sobie takie tajemnicze miejsce
które mnie woła, ma swych władców, wojny
przejścia, przesilenia
powtarzalność form na wszystkich poziomach
Tam widocznie łabędź zanurza głowę
Tam widocznie dziewczyna tonie wzrokiem
szarych oczu lub zielonych
Gdzieś w nich bije mój puls, a nie pod
szczytem, w parku, pod parasolem wśród ludzi
Uciekam w te kraje, zbliżam się, rozmawiam, tonę
Udaje się, z kimś, z czymś trzeba wreszcie połączyć duszę