Level 12 o tym, w co możesz wierzyć
Dzisiaj powiedziałeś tylko z niesmakiem, że brakuje mi wiary, a ja z udawaną wyższością odpowiedziałam - jak przystało na dorosłą, studiującą, czytającą literaturę, oglądającą Allena i Linklatera dziewczynę - "jesteś głupi".
Nie brakuje mi wiary. Wierzę, że człowiek może wierzyć we wszystko i to pomoże mu w życiu, bez względu na to, czy wierzy w Boga, Zeusa, latający makaron czy PiS. Wierzę, że możemy robić rzeczy, o których nie śniło się młodym klerykom tylko dlatego, że wierzymy.
Moja największa wiara i najfantastyczniejsza myśl, na jaką mnie stać to przeświadczenie o tym, że kiedyś spotkam Właściwą Osobę. Nie chcę być banalna, ale bądźmy szczerzy, że to jest jedyny cel, dla którego warto żyć. Jedyny powód, dla którego wstajemy z łóżka. Ja też wstaję tylko po to. Jasne, możemy mówić, że rodzina, że praca, że zwiedzanie świata, wykształcenie... Ale wiecie co? Gówno prawda. Tylko uczepienie się nadziei, że któregoś dnia spotkamy tę osobę, z którą będzie tak, jak od dawna jest w naszej głowie - to jedyny powód wszystkiego. I wiem, że wtedy zagrzmi i wybuchną fajerwerki, lokaj otworzy szampana, a ja omdleję z zachwytu jak w naprawdę kiepskim filmie. To wszystko będzie - otwierające się niebo, rozstępująca ziemia, odruch wymiotny.
Wierzę, że wtedy będę mogła powiedzieć te wszystkie idiotyczne rzeczy, jak to, że kiedy jestem sama w domu tańczę do "Please Mister Postman". Że czasem, kiedy nudzą mi się Beatlesi, śpiewam "Goody Goody" i że Sinatra napisał to chyba o mnie. Że bardzo z tego powodu współczuję sąsiadom, ale są starzy, więc jest szansa, że nie słyszą. Że kiedy świeci słońce, proszę o deszcz. Że kiedy się zakocham, wlewam w siebie kawę dopóki nie wmówię sobie, że to kołatanie serca to jej wina. Że wierzę w magię świec. Że lubię oglądać telewizję z wyłączonym głosem. Że chciałabym, żebyśmy po 20 latach wciąż byli jak Jesse i Celine. Że czasem odgrywam w głowie żulczykową scenę, kiedy ona wpycha mu język w usta i powtarza: "Zakochałam się. Chodź, zrób mi jakąś krzywdę". I takie różne rzeczy - powiem.
od circa ile, starość liczysz..
zgłoś
ja bym się raczej dopytała po czytaniu tekstów o mlodość, że się tak wyrażę wewnętrzną:)
zgłoś
gęsty, bez pitu pitu, w jednakowym tempie, trochę na hamowaniu dla większej jednostajności płynącego sensu, dałabym mu tytuł: He - Man will be my god, my Deliverance and my Collapse - as he''s so much and only, and even This One - a humanbeing:) po angielsku mi lepiej brzmi:)
zgłoś
podoba mi się, jednak jestem ortodoksyjną polonistką!
zgłoś
w tej kwestii jestem w stanie jakoś zaakceptować Twardogłowie, musze Ci szczerze wyznać:)
zgłoś
czyli rozgrzeszona. uff ;)
zgłoś
zaiste nie mam tytułu do takich odpuszczeń, na dodatek sama jestem odrobinę w tej kwestii dogmatyczna, ale cii:) mam jednak jakiś opór jednak, żeby pisać taxi przez ks:) pozdrawiam:)
zgłoś
przeczytałam do tego momentu;" Tylko uczepienie się nadziei, że któregoś dnia spotkamy tę osobę, z którą będzie tak, jak od dawna jest w naszej głowie - to jedyny powód wszystkiego"- właśnie jestem na etapie robienia porządków w swojej głowie i wyrzucam z niej podobne myślenie, nie mniej trzymam kciuki za tych którzy jeszcze wierzą ...:-))
zgłoś
a ja trzymam kciuki za satysfakcjonujące wyniki twoich porządków :)
zgłoś
dziękuję, przyda się :-))
zgłoś
:-)))
zgłoś
z pieprzem, z sensem i ciekawie napisany tekst
zgłoś
Zmienia się ta dziewczyna.
zgłoś