Zmiana sposobu prezentacji

31 lipca 2018

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 31 o ostatnim dniu roku

Miałam dziś taki sen. Był ostatni dzień roku. Byłam w sali, w której znajdowało się kilka znajomych par. Panie miały kolorowe sukienki i podekscytowanie na twarzach, a panowie ładne koszule i dobre humory. Jak zawsze byłam przyklejona do telefonu. Z oczywistego powodu - tam mogę cię najczęściej znaleźć. Czekałam na ciebie, spoglądając to na telefon, to na drzwi wejściowe. Czekałam, czekałam, czekałam. Nie odbierałeś telefonów, nie odpisywałeś na smsy, nie przychodziłeś. Po długich i niecierpliwych minutach w końcu się udało - chociaż zamiast znajomej twarzy zobaczyłam imię na wyświetlaczu.
 
Mail, który odczytałam, był poprawny i typowy dla ciebie - musisz zrobić to i tamto, zatelefonowała ta lub tamta, że "na już" musisz zrobić coś tam, a tak w ogóle to wcale nie masz nastroju na zabawę, bo właśnie przypomniały ci się wszystkie życiowe porażki, więc najchętniej zostałbyś sam, pijąc wódkę. Więc nie przyjdziesz, a ja czekam na próżno.
 
W porządku; sen zakończył się uczuciem smutku, które przywitało mnie też po przebudzeniu. Kiedy myślę o tym teraz, to wydaje mi się, że ten oniryczny obraz był idealnym podsumowaniem tego, co nas łączy lub może łączyło. Ja czekam na wiadomość. Kiedy ją dostaję, jestem rozczarowana. Ty nie jesteś w humorze. Wypinasz się na mnie. Ja czuję smutek, który ciągnie się za mną cały dzień.
 
Wydaje mi się, (...)

--- cały tekst ---

16 listopada 2015

dziennik

eljot-a
eljot-a

lukrecja, gorzki pożegnania smak

Zaszywam się w najdalszym kącie magazynu i przejeżdżam palcami po zakurzonych książkach. Chyba dawno nikt do nich nie zaglądał. Z książkami jest jak z ludźmi – im bardziej się starzeją, tym mniej wzbudzają zainteresowania. Nie wszyscy potrafią docenić urok pożółkłego papieru, pozaginanych rogów, wytartych okładek. Przejeżdżam palcami i biorę głęboki wdech. Słyszę, że drzwi się otwierają, więc pospiesznie odkładam na miejsce wolumin i wracam do swojego stanowiska. Biorę od czytelnika kartę, podaję książkę, wprowadzam do systemu, oddaję kartę. Pewnie, że przybiję pieczątkę w indeksie, czemu nie. Kilka grzecznościowych uśmiechów, dzień dobry, do widzenia.
 
Brzydkie niebieskie zasłony, stoliki ze szkła z prześwitującym piaskiem i muszelkami, polane woskiem granatowe butelki jako ozdoby na szafkach (po co?) i mnóstwo niepasujących do siebie obrazków na ścianie wyglądały tandetnie. To tylko zwykła herbaciarnia - jedno z tych miejsc, w których teoretycznie możesz poznać ciekawych ludzi, ale w praktyce nigdy się to nie zdarza. A jednak. A jednak się zdarzyło.

Niedobrze się stało, że się poznaliśmy. Że odeszłam od stolika tylko na moment, a kiedy wróciłam ty już tam byłeś, taki niepozorny, znający mój ulubiony film i objaśniający, czym jest procent składany (nie miałam odwagi powiedzieć, że przecież wiem).  Z sokiem grejpfrutowym przed nosem. Potem długie maile (...)

--- cały tekst ---

3 września 2015

dziennik

eljot-a
eljot-a

Wyobrażam sobie jesień z tobą

Zimny pot oblewa mnie na myśl o jesieni. Coś w żołądku wywraca się z nerwów na myśl o tych długich, ponurych i zimnych wieczorach. Wieczorach bez ciebie. Przecież kocham jesień i przeżywam te wieczory od ośmiu lat, a jednak nie potrafię przywyknąć. I teraz na pewno mi się to nie uda.
 
Teraz, kiedy zobaczyłam ciebie skulonego w tej ponurej uliczce z książką bez fabuły w ręce; teraz, kiedy usłyszałam przez telefon twój głos pytający, jak się mam. Teraz właśnie bardziej, niż kiedykolwiek domagam się włożenia dłoni w kieszenie twojego płaszcza, przykrycia pod kocem. Teraz właśnie zrozumiałam, że nie zniosę już kolejnych wrześni, październików i listopadów bez ciebie.

17 maja 2015

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 30 o tym, co się dzieje podczas prezydenckich debat

Oglądam debatę prezydencką, bo jestem patriotycznie zaangażowaną obywatelką tego kraju i jego dobro leży mi na sercu. Wyłączyłam tylko głos, bo nie mogę znieść tego pierdolenia. 

Z wyboru słucham piosenki o umieraniu. Nie chcę umierać z miłości, ale mnie też świat wypadł ostatnio z rąk. Zaczęłam więc kurczowo ratować, co się dało - złapałam trochę pracy, resztki nauki i ogólne przekonanie, że mogę wstawać każdego dnia i robić, co do mnie należy. Pozostałe braki uzupełniam winem. I chcę zapalić, ale nie zrobię tego. Nie, nie, nie. Ostatnio chodzę słoneczną stroną życia, zdrowo się odżywiam, słucham pozytywnej muzyki i jestem piękną, silną i niezależną kobietą. A przynajmniej takie są założenia.

No i zostało mi jeszcze coś. Drobny szczegół, tak bardzo niestotny, że pewnie niedługo zniknie, a ja będę budzić się trochę oszołomiona wspomnieniem czegoś, co chyba nigdy nie istniało. Ty. 

Znam każdy szczegół - fakturę materiału, z którego zrobiony jest twój garnitur, kolor twoich włosów, ton głosu. Wiem, jak wygląda teczka, w której codziennie nosisz do pracy dokumenty. Wiem, że twoja matka jest bibliotekarką, a ty mówisz biegle po francusku.

Tak trochę wiem wszystko, a tak trochę nie wiem nic. Pachnie wiosną i wiem, że ty... Gdzieś tam czytasz książkę.

7 lutego 2015

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 28 o chłopaku w dwóch szalikach

Jest zaGombrowiczowany, nosi dwa szaliki jednocześnie, pokręcone włosy i długi płaszcz. Wygląda jak młody Przybyszewski. I tak ładnie mówi. Ja też lubię Gombrowicza, chociaż nie tak jak on. I nie umiem mówić tak podniośle, ale jednocześnie naturalnie - że pobudza, że aktywizuje i że chłonę każde słowo. Więc on mówi o Dziennikach, a ja dostaję hiperwentylacji. Wdech i wydech, i próbuję nie zapomnieć, jak sylabizować wyrazy.

Umierającym głosem syreny mówię, że Gombrowicz w porządku, ale Mrożek zawsze bardziej. Że te rysunki i że te muły tak lubię. I nagle dociera do mnie, że zachowuję się jak ktoś z IQ gąbki do mycia naczyń, więc milknę, a on prawdopodobnie ma na twarzy uśmiech politowania.

Powietrze jest słodkie, a wszystkie szmery brzmią jak ciepły ton jego głosu. Brzuch rozpina swój suwak i wylatują z niego motyle. Myśli kręcą się jak jego loczki. Prawdopodobnie jesteśmy w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w której dookoła jest łąka, świeci słońce, a w tle słychać River flows in you.

I myślę sobie, że muszę wstać i wyjść, bo przecież nie jestem amatorką historii skazanych na porażkę. Bo przecież ideały trzymam w koszu, a nie w sercu. Mimo tego nie wychodzę. Zostaję i niczym się nie przejmuję. Może to ma sens. A może nie ma. Przecież nie mam już nic do złamania prócz kości.

14 grudnia 2014

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 27 o tym, jak zostałam moją matką

Nagle okazuje się, że cały świat jest tylko zapętlonym biegiem oczywistych zdarzeń, których próbowałam się wyprzeć, będąc młodszą. Nagle okazuje się, że przekonanie o byciu indywidualną, samodzielną jednostką to utopijne bujdy. Że jestem jak bohater antycznej tragedii - coś nade mną wisi i w końcu spadnie, jak kowadło na głowę bohatera kreskówki.
 
W głośnikach mruczy Cohen, którego płyty kilkanaście lat temu chowałam w najgłębszych zakamarkach, żeby nie katowała mnie nimi matka. Są paczki papierosów, a ja nie mogę już udawać, że różowe slimy się nie liczą. Palę jak moja matka, chociaż nienawidziłam jej za to. Nie tylko to robię jak moja matka.
 
Małe dziewczynki zwykle przechodzą okres, w którym ich mamusia jest najpiękniejsza i najmądrzejsza, a kiedy dorosną chcą być jak ona. Ale ja nigdy nie chciałam być jak moja matka. Nie dlatego, że nie uważałam jej za wystarczająco dobrą. Wręcz przeciwnie - byłam na tyle kiepska, ale też na tyle przytomna, żeby nie próbować nigdy jej dorównać. Bo przecież ona to szkiełko i oko, a ja emocje i uczucia. Ja psuję sobie oczy literami i brudzę palce zakurzonymi kartkami, a ona podlicza ważne liczby, które są fundamentem działalności najważniejszej instytucji w mieście. Ja robię rzeczy, które kocham, ale które nie zapewnią mi godziwej przyszłości, a ona - nudne, ale utrzymujące dom. Ja jestem aspołecznym wyrzutkiem (...)

--- cały tekst ---

18 listopada 2014

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 26 o drodze

Szeptem na ucho powiem, że
że ja, ja się tego wyrzekam...

Chyba jestem na drodze do emocjonalnej ruiny. 

Wróć. Nie jestem na żadnej drodze. Już dawno wypadłam z drogi. Wypadłam ze swoich planów, postanowień, pragnień, niechceń i wszystkiego, co wcześniej budowało wątłe fundamenty mojej codziennej egzystencji. Nic już nie zostało, nawet kawa przestała smakować. 

Wypadły też moje wszystkie oczekiwania, kiedy boleśnie zderzyły się z rzeczywistością, ale to już mnie nie obchodzi. Kolejne rozczarowanie spływa po mnie, a ja stoję niewzruszona - nie spojrzę za okno, nie zejdę pozbierać resztek tego, co z nich pozostało. Niech ktoś inny to zrobi.

15 października 2014

dziennik

eljot-a
eljot-a

Nie ziewaj na sztukę

Zapytałeś, czy istnieje piękniejszy świat, niż ten, w którym żyje artysta. Nie jestem artystką, więc schlebiało mi, że właśnie do mnie skierowałeś to pytanie. I naprawdę nie wiem, czy istnieje jakiś lepszy i piękniejszy świat, ale wiem, że przez dwie godziny najpiękniejszy wydawał mi się nasz świat. Ten, w którym ja byłam aniołeczkiem, a Ty prawdziwym artystą i miałam wrażenie, że słowo sztuka masz wytatuowane na plecach, że sam układasz się w to słowo. Że jesteś jego semantycznym odpowiednikiem - Ty byłeś signifiant, a sztuka była Twoim signifie.
 
I nawet nie wiem, czy to miejsce było przepełnione naprawdę ambitną sztuką. Było tam tak dużo chaosu, haseł wyrwanych z książek Masłowskiej i niesamowitych błyszczących instalacji. Jeden z artystów wołał też za nami ironicznie: Masz już pięć lat, a nie potrafisz rozwiązać nawet prostej całki! Ale Ty po prostu śmiałeś się z tego i uważałeś, że to jest genialne. Byłam taka zawstydzona Tobą, i sobą, i tym, że tak mało wiem i jeszcze mniej rozumiem. Odbijałam się od ściany do ściany, wpatrywałam w rzeczy, które nic mi nie mówiły, podobnie jak pozostałym – lekko oderwanym od świata, ale nie szybującym tak wysoko jak Ty. Chłopcom romantycznym, ale mrocznym i męskim. Dziewczynkom grzecznym, ale swawolnym i zalotnym.
 
Wydawało mi się, że Ty jeden spośród nich rozumiesz to wszystko, ale wtedy (...)

--- cały tekst ---

11 października 2014

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 25 o przyszłości

Kiedyś wyciągnę z szafy tę sukienkę i ten żakiet, założę buty na obcasach. Kupię kalendarz i jak dorosły człowiek zacznę organizować swoje życie. Przestanę w końcu wydzwaniać wkurwiona po znajomych i pytać, czy tego dnia mamy coś ważnego do zrobienia i jakie zajęcia dzisiaj wypadają.
 
Kiedyś przestanę spóźniać się na spotkania. A jeśli już będę to robić to tylko dlatego, że jak każda normalna kobieta będę się szykować - malować, układać włosy i stroić przed lustrem, a nie dlatego, że muszę przed wyjściem ogarnąć bałagan w pokoju i napić się kawy.
 
Kiedyś będę prawdziwą kobietą, zalotną, figlarną i kokieteryjną. Przestanę reklamować się swoimi wadami, bo to wcale nie jest urocze, a szczerość jest zwyczajnie przereklamowana. Przestanę wymyślać absurdalne historyjki na swój temat, pakować je w kolorowy papier i wręczać ludziom dookoła mnie.
 
Kiedyś przestanę uciekać przed wszystkimi problemami. Nie będę małą dziewczynką, którą trzeba prowadzić za rączkę i nie będę czekać, aż pojawi się ktoś, kto twardą ręką zaprowadzi porządek w moim życiu i mnie poskromi. Przestanę też nosić ten za duży, zielony sweter po mojej babci i kulić kości przy grzejniku.
 
Kiedyś tak będzie, ale jeszcze nie dziś.

12 września 2014

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 23 o tym, że liczba 23 naprawdę do ciebie pasuje

Spadło już kilka kolorowych liści, a ja znalazłam pierwszy jesienny skarb. Czy nie za wcześnie na kasztany? Oto przyszedł wreszcie czas, na który czekałam od zeszłego października. Więc są te liście, i nawet kasztany, i jest mgła na drodze - tak gęsta, że ledwie widzę to, co przede mną, więc jadę za wolno, a wszystkie samochody prowadzone przez potecjalnych samobójców z pośpiechu mnie wymijają. A ja jadę. Naprawdę spokojnie, bo przecież nie mam się gdzie spieszyć. Nie ma niczego, co mogłoby mi uciec, na co mogłabym nie zdążyć. W taką pogodę i w taką mgłę, i w taki spokój mam tylko jedną myśl w głowie. Dobrze znane skurcze żołądka, trochę nerwowe drżenie rąk.

Myślę, że chciałabym mieć cię na jesień. Nawijać twoje czarne loczki na swoje palce. Chciałabym włożyć dłonie do twoich kieszeni, tak szybko mi marzną. Na pewno zmieściłabym się do twojej ogromnej bluzy, ja i moje trzy swetry. Chciałabym poudawać, że lubię muzykę, której słuchasz. I byłabym naprawdę miła. Naprawdę miła.

14 maja 2014

dziennik

eljot-a
eljot-a

Level 14 o miłych facetach

Jeśli dobrze jest coś wyolbrzymiać u faceta, z którym się nie jest, to tylko wady. Fioletowy też ma już niekrótką listę: uwielbia dzieci, zajmuje się niepełnosprawnymi, kocha swoją rodzinę, piecze ciasteczka, ma pasję i jest tak bardzo, bardzo miły. Ugh, kto by to zniósł?
 
Zastanawiam się, co mogłabym robić z miłym chłopakiem. Przecież musiałabym być cały czas miła. Cały, kurwa, czas. I uśmiechnięta. Przecież to jest nie do wykonania. Na pewno nie mogłabym wspominać o tym, że czasem lubię zapalić, że jak mam naprawdę podły okres to potrafię dwie paczki w dzień, że zapijam się kawą aż wyskoczy mi serce, że klnę jak szewc, bo mam wrażenie, że bez przekleństw moje słowa są za małe, za mdłe, za przezroczyste - na pewno nie mogłabym o tym mówić. Bo to nie jest miłe. I sympatyczne. I uśmiechnięte. 
 
Pytam poważnie. Co ja, człowiek z permanentną depresją, syndromem pani Bovary, nerwicą natręctw, schizofrenią, a nawet astygmatyzmem, mogłabym dać miłemu facetowi?
 
Wiem tylko, o co chodzi w rozmowach z miłymi facetami. Z miłymi facetami jest tak, że nie masz szans podyskutować z nimi o głębi jakiegoś filmu lub książki, bo oni mają na to zwyczajnie wyjebane, oni mają swoje książki i swoje filmy, i nie muszą dawać się wciągać w pseudointeligentne rozmowy o jakiejkolwiek głębi czegokolwiek. Nie. Mili faceci za to jakimś magicznym sposobem wyciągają z (...)

--- cały tekst ---

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się