|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (583) Proza (6) Dziennik (21) Fotografia (96) Grafika (21) Książki (1)
O autorze Znajomi (8) | |
Zmiana sposobu prezentacji
już mi się nie chce. ktoś powie - ale to już było. śnieży mi w głowie. za chwilę dalszy ciąg programu. tudzież, proszę nie regulować klawiatury.
Z Markiem spędziliśmy niejeden wspólny wieczór. Zawsze przy szklaneczce czegoś mocniejszego. Zawsze rozmowy trwały o kilka godzin za długo, aż świt właził przez okno bez pukania. Byliśmy jak ci "piękni dwudziestoletni", co wszystko mogą i wszystko się może zdarzyć, i nic nie może się skończyć - czysta przyjaźń. Nikt nie myślał o stabilizacji, nikt nie potrzebował stałego kąta. Bycie w drodze dawało nam kopa, nie mniejszego niż dziewczyny. Każda nowa miała na imię Esther.
Mieliśmy to szczęście, że nie wszyscy się od nas odwrócili.
Hłasce, w kolejną rocznicę śmierci
pamiętasz kocią kołyskę? pamietasz american beauty? rozwiąż. tyle bomby atomowej rozkwitło o poranku. może zdradzę ci prawdę, w której niemieszkasz. świat ma długość mniej więcej 13 centymetrów.
popołudnie potrafi wyssać mnie mocniej niż komarzyca pod polskim niebem odnajduję spokój jaki mam w snach włączAm sobie najmniejszy koncert świata kapeli hey czytaj hej po polski brzmi zUpełnie jak wołanie na piękną lalę pod sklepem monopolowym wydaję swoją djetę na jeszcze jeden alkoholowy napój tyM RAZEM STUMBRAS Z 7UP I PLASTER OGÓRKa jazda jazda jazda biała GWIAZDA jak śpiewają kibole wisły kraków z którą roztałem się w tamtym roku kiedy z Bolcem łykaliśmy tablety w Sukiennicach to były czasy zupełnie oldskulowe beznamiętnie wytrawnie kochaliśmy siĘ w dziwczętach z agiehu kurwiliśmy się zupełnie bezproduktwnie dla zabawy by podnieść swoje ja z dworca głównego Krakau do Breslau. jezu wszystko było minęło ale my ty jeszcze wrócimy, je.
sponsorem programu są spierdalające minuty. nie odliczaj. mówię, nie odliczaj. niewarto . tikitakatakatika. mordowanie. cisza. szubienica. ale patrząc na to z drugie strony zwanej pięknie przez niektórych rewersem mamy płaskie rozciągnięcie hamowania. nazywam to snem. pasmem Buddy, którego teraz mam na opuszkach palców. o, a teraz przez klawisze, po klawiszach wnika dalej kablem lub satelitą w sieć. przechodzi, dochodzi i jest na monitorku mac'a, ekraniku iphone'a. w realu nie ma żadnych różnic między świadomością bycia. czas wymyślili dla utrudnienienia harmonii. wszystko już było, nawet brak ciebie w sobie.
a tak w ogóle, to dzień dobry. wymarz moje odwroty. najczęściej jestem przecznicą. możesz skasować mnie jak bilet. to nie jest trudne, wystarczy pin. cztery cyfry do orgazmu. wychodzisz do szkoły. buziak. tfu. mam dość tego kochania. mamo. tato. butelki. pociągi nie dają temu miastu ciszy. wymykam się dzięki spadochronom. mogę odbić się w lustrze. z trampoliną rozmawiam na przekór klientom. znów dzwoni telefon. halo. halo. kto mówi. halo. piiiii
kiedy zakładasz sukienkę znaczy, że jesteśmy razem. przypomina mi to taniec godowy pawi. następny świt jest trudny. słońce siada na na krześle jak zmęczony listonosz. przynosi dobrą nowinę, na którą jeszcze jest za wcześnie. ostrze noża tęskni za chlebem. głupia obietnica - wiem. spod poduszki wyciągam kastet. on ciągle się spóźnia. zakładam go na lewą rękę (będzie mniej bolało). jestem praworęcznym chirurgiem. naprawię każdą twarz.
dzień w którym mogłaś zostać królową, dzień. w którym przez chwilę byłem królem. pamięć równa się ścianie, równa się azbestowi i pewnym współrzędym strachu. ile znaczy noc, kochanie. ile rozumiesz przez wdychanie chmur. ja mogę powiedzieć, oooo. ale kogo to, i kto ma między paznokciami pokonanych. ten dzień nie zna rónoleżników. ten dzień płynie kochanie.
wyprowadź moje ścienne oczy na spacer. daj im plakaty jesieni. dobrze wiesz że nie boję się jutra. tylko te płoche ręce nie dotykają jednorazowych reklamówek. oddycham telewizją. kiedy słyszę twoje stopy wiem że zbliża się pora kąpieli. dobra robota kochanie. światło to nietoperz małżeństw.
w miejscu pracy się nie pije. to mało estetyczne. tak mi powiedział. dodaliśmy się do połowy. do przerwy mieliśmy kwadrans. kwadrans to bardzo dużo. nie wierzył. i ja to rozumiem, bo kto dziś wierzy w cokolwiek. kwadrans minął. kwadrans nawet płonął. zaczeliśmy rozmawiać. jego śwat nie należał do mojego. w takich sytuacjach udaję że słucham. wychwytuję każdy dźwięk przestrzeni. gestykulacja pokazuje jak jesteś słaby, pomyślałem. miał napoczęte skórki otaczające paznokcie. tuż przed wyjściem powiedział, że bije go żona. pierdolona kaleka
