24 marca 2012

proza

linka
linka

Coś

Zauważyła ją przypadkiem. Szła w tę mroźną noc boso, w koszuli nocnej. Niosła, zawinięte w gruby koc, dziecko. Wiedziała, że brakuje jej sił, a poranione stopy przypomną o sobie w najmniej odpowiednim momencie. Jej twarz przyponinała przepracowane buty. Posiniaczona, obdrapana, bez uprzedniej konserwacji. Zapytała ją dlaczego idzie.
- Wiesz, odkąd facet z taryfy wyrzucił mnie z samochodu, bo odgrażał mu się ten sukinsyn, mój mąż, znienawidziłam wszystkie taksówki na całym świecie. Nawet te żółte, z Nowego Jorku. Dlatego uciekam jedynie pieszo.
Chciała wiedzieć dlaczego to robi, ale nie musiała pytać. Miała jedynie słuchać...
- Wrócił zdenerwowany, przeszkadzało mu wszystko. Płacz małej, mój strach, buty w przedpokoju, globalne ocieplenie. Najbardziej tego dnia przeszkadzały mu moje kiążki, które chowałam w wersalce, naszej wersalce, która tego dnia stała się tylko jego. Wynosił wszystko na balkon. Wojaczek upadł na grzbiet, Poświatowska potargana na nim, Rilke z boku, wątły Proust nawet nie doleciał... Nie mogłam patrzeć jak je podpala, rzuciłam się w jego stronę. Nie zdążyłam, złapał mnie tak mocno za ramiona i zapytał po co w moich oczach mieszka ta bezkresna rozpacz...

somebody man
30 marca 2012 o 22:12

ciekawe dlaczego nikt nie odwazyl sie na jakikolwiek komentarz. porazajace ale piekne pisanie. gdyby byl moim sasiadem rozjebalbym mu pysk nim by ruszyl reka...

zgłoś

linka
2 kwietnia 2012 o 09:34

Milczenie pod tym moim pisaniem było właśnie piękne. Zepsułeś, myślę, że w dobrej wierze;)

zgłoś

Joha
31 maja 2012 o 22:47

Ech, milczałam, bo dużo tu do czytania. Trafiłam przypadkiem i zabolało. Tylko uciekać, nie zostawać, nie wracać. Nie zmieni się:(

zgłoś

linka
31 maja 2012 o 22:49

wiem...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się