na początku odwiedził mnie tajfun
(liznęłam też coś o orkanie)
później jak u starego alfreda
chociaż ptaki dziwnie przyjazne
napięcie rosło
w lędźwiach jakaś słabość
po czasie
wszystkie sprzęty zdały egzamin
zielone pończochy zdejmują się same
(już nie będę miała źle w głowie - tylko gorzej)
nogi wyczyniają brewerie
od wczoraj używam przedmiotów
nie przejmuję się przeznaczeniem
przez lufcik macham stopą
na powitanie
pożegnanie nastąpi
po kilku aktach
sztuki granej niezmiennie
w tramwajach tłok
jest ramię w ramię
w nogę noga
przyczyna i skutek - do poznania
od wczoraj nie mogę dojść
zdawało się już tak blisko
widać
trykające koziołki
z dystansem:) podoba misie:)
zgłoś
świetne smaczki :) bardzo fajne
zgłoś
Ale jazda:)))))
zgłoś
śmieszy, tumani, przestrasza...;)
zgłoś
Na wesoło te koziołki:)
zgłoś
:))) jesteś niemożliwa. tylko się nie zmieniaj :)
zgłoś
sie narobiło;) dziękuję bardzo wszystkim - Kaś masz rację (a ja darmową kolację:)
zgłoś
:)
zgłoś
No, niezła gra znaczeń. ;))) Zrób coś tylko z "jak/jakaś" - może "dziwna słabość", żeby nie wpadało na siebie? Oryginałka z Ciebie, Alutka, ale podobają mi się takie ujęcia tematu. Buziak. :)
zgłoś
śmiej się Jarku śmiej - tylko nie pękaj ;)
zgłoś
Milaczku - jakaś taka dziwna słabość po napięciu ;) Macham do Cię - przez lufcik ;)
zgłoś