|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (1975) Proza (12) Dziennik (2) Fotografia (2)
Pocztówka poetycka (25) O autorze Znajomi (19) | |
Zmiana sposobu prezentacji
w tęczowych szeptach
gdybym mógł gwiazdom światła wiązać
w jedną latarnię gdzieś w obłokach
w ogromny księżyc który pląsa
zanim w kolorach się zakocha
gdybym się zgubił w pocałunkach
w barwnym pryzmacie niedosytu
i w każdej tęczy widział usta
z zaborczym - weź mnie - kochaj - przytul
póki nas jesień w siebie wplącze
i zmarszczy ciepło naszych dłoni
lato się kończy - czy choć zdążę
tobie i niebu się pokłonić
światło dojrzewa echem pragnień
noc nadziejami już okrzepła
wiesz jak o świcie słońce pachnie
i księżyc gaśnie w naszych szeptach
wpisani w miłość zaufaniem
(...)
--- cały tekst ---
to co było dawno - dawniej niż przedwczoraj
mgła skrzętnie okrywa - czas obrzuca ziemią
jesień śpiewa psalmy nie tylko w nieszporach
szarą teraźniejszość wiatr zagania w ciemność
i na ścieżkach dźwięków gdzie szept nocy cichnie
zamienia ją w przeszłość - może to brzmi dziwnie
lecz jakże prawdziwie gdy na gzymsach zorzy
to co chwilę wcześniej wybuchało złością
nagle się wybudza otwierając oczy
bez zła nienawiści ciesząc się miłością
jakby cud przyszłości stawał się narracją
czasu który łączy molekuły spacją
dziwne jak melodia w nucie listopada
gdy na kancie światła i cmentarnych wspomnień
zanurzam się myślą w spadających gwiazdach
w powrotach przemilczeń niespełnień niedotknięć
gdy wiążę marzenia i ciebie z wierszami
miłość to nie przeszłość
jest w nas
między nami
pustka rozlewa się dokoła
gdy otwieram oczy
rozpływa się falą wypełniając
szczeliny w podłodze
dziury w przestrzeni
.
likwiduje niezamieszkałe cienie
grzęźnie w świadomości
wyrywa się z objęć
szarpie klamkę
kiedy wchodzi pod powieki
czuję jej dno
Przychodzi tak jak dziś przedzimiem
w nierozpoznanych nigdy twarzach
których z pamięci nijak wymieść
ni zamalować ni zamazać
budzi wspomnienia gdzieś po drodze
w płonącym ogniu cienie gasną
ile tych świateł - całe morze
jak słów do wiersza którym ciasno
wosk spływa lawą po kamieniach
jakby chciał zebrać myśli w jedną
jesteś człowieku a cię nie ma
z wiarą w ulotność duszy
w ciemność
miałem ci powiedzieć
ale lepiej będzie napisać
.
nie wypatruj mnie w ciemności nocy
zamkniętej pod powieką
wyciągnij dłoń
a kiedy poczujesz światło
ułożymy się pod kolor oczu jedną tęczą
.
każdego dnia o świcie zaczynam się od nowa
nawet kawę piję tylko po to
żeby na dnie kubka spotkać się z twoim uśmiechem
jak nikt potrafisz włożyć
szczęście w kąciki ust
czy spotkamy się kiedyś na chwilę
jak dwie krople w jesiennej szarudze
albo słowa od dawna niczyje
zapisane w pamięci na później
ktoś nam podróż do szczęścia obiecał
i na kawę poranną zaprosił
pozostawił nam swoje objęcia
w listopadzie darował cień wiosny
czy spotkamy się niechby przypadkiem
zatrzymani spojrzeniem w zachwycie
nawet we śnie jak teraz - no właśnie
w późną miłość zaprasza nas życie
2026-10-31
nie wiem czym pachną ostatnie dni października
jabłka zerwane
puste sady
w słońcu lśnią warkocze pajęczyn
zmierzcha się coraz wcześniej
wieczorem otulam Ciebie ciepłym szalem
pocałuj
wiesz ile szczęścia przynosisz
w każdym pocałunku
2026-10-29
wyobraź sobie góry w chmurach
i deszcz
padał co chwila
wyobraź sobie rwące potoki
w którą stronę byś nie spojrzała
ściana deszczu
mgła
nad Buczynowym i Kozią Dolinką
pogoda jak w listopadzie a przecież październik
rozpłakała się Natura w październiku
wyobraź sobie
czy kocham góry
pewnie tak jak ty
chociaż twoje są piękniejsze i wyższe
z widokiem na przyszłość
moje góry zbankrutowały
już na pierwszym piętrze dostaję zadyszki
dzisiaj w oknie mgła
ciągle widzę tę samą przepaść
(...)
--- cały tekst ---
las wierszy drzew i rąk
jesienna leśna cisza
i nikt nie pyta skąd
ta ,cisza do nas przyszła
był wiersz co z wiatrem wpadł
na chwilę nie wrześniową
taki co w pole gnał
zwyczajnie -daję słowo
a wrzesień ciepły był
mech wrzośćce grzybobranie
jesienią nam się śnił
nim słońce wstało - wstanie
.
nim się wtulimy w jesień
jak miłość która nas
przez życie wierszem niesie
2026-1028
przykucnęło słowo przy drodze
księżyc srebrem rzucił w jałowce
deszcz jak zwykle śni o pogodzie
nocą wszystko zdaje się prostsze
berberrysom liście szeleszczą
"kocham" cierpi znów na bezsenność
deszcz jak zwykle śni z braku deszczu
o tej porze robi się ciemno
i tak co dzień chandra rwie szelki
nawet "kocham" brzmi coraz dziwniej
rano jeszcze czuję się rześkim
przed wieczorem na kamień stygnę
wspomnieniami wracam do źródeł
pocałunki jak puzzle składam
w tej miłości już się nie chudnie
drzewa chudną w mgłach listopada
między słowem a słowem wzgórza i doliny
góry którym do nas blisko i daleko
tak jak wierszom wczorajszym otwartym na miłość
zanim dotkniesz kamienia na wierzchołku szczytu
.
góry uśmiech przenoszą wyżej coraz wyżej
w twoich dłoniach dzień ciepły - nocą fiolet wrzosów
w zapisane na przyszłość zamglone jesienie
gdy horyzont spełniony myślą czasem wiarą
.
dobrze że jeszcze echo w radości tworzenia
żyje chwilą wspomnień kiedy mogłem podglądać
szczęście błyszczące w źrenicach zadowolonej
z życia kobiety
.
wiem że nie były to łzy
