|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (1963) Proza (12) Dziennik (2) Fotografia (2)
Pocztówka poetycka (25) O autorze Znajomi (19) | |
Zmiana sposobu prezentacji
życie nas w codzienność wpycha
w zapomnienie i niedosyt
rok za rokiem czas umyka
plączą się w pamięci wiosny
.
już wszystkiego nie pamiętam
wyzłociła nam się jesień
wydłużyły się wieczory
śniłaś mi się cały wrzesień
.
z marzeniami w pocałunkach
w przytuleniu w rozszeptaniu
śniłem twe gorące usta
czas nas wiązał w jedno zaplótł
.
nic że z drzew spadały liście
mech poszarzał znów na płotach
dni nam nigdy nie ucichły
a i noce - chce się kochać
2022-10-23/2026-10-23
Melodią słowa mów dziś do mnie
chcę chłonąć jego moc i brzmienie
siłę gdy z iskry czyni płomień
i lekkość z jaką wpada w wiersze
.
pozwól nakarmić się poezją
jej barw paletę zmienić w zachwyt
niechaj na strunach zagra wieczność
gdy rytm się podda wyobraźni
.
wychwyć ze szmeru pomruk grzmotu
rwij tak jak echo myśl na strzępy
chcę w dojrzałości znaleźć spokój
ale to słowo z innej pieśni
wczorajszy dzień przeszedł bez historii
może tylko deszcz spóźnił się o kilka godzin
wtulony w ciepły jesienny powiew wiatru
rozmawiałem z chmurami kryjąc się pod parasolem
.
ktoś z boku pomyślałby że wariat - gada sam do siebie
a ja właśnie układałem wiersz
jak twój uśmiech przed pocałunkiem
gdy uciekasz w ciszę zmieniając tylko miejsce pobytu
.
niepotrzebny już sen ani melodia gwiazd
wpadamy na siebie milcząc jak dwa ziarna piasku w klepsydrze
marząc o jednym wielkim kwitnącym ogrodzie
wtul że się we mnie mocniej
.
krople spływają z parasola prosto za kołnierz
październik otwiera ramiona na poezję
już nie pamiętam - czas wyrwany chwili
jakby z zaświatów - nie widzę postaci
pan też w kolejce - głos nad wyraz miły
spomiędzy krzyży kruk tak dziwnie patrzy
.
słychać jak piasek pod stopami chrzęści
wilgotne liście wiatr próbuje unieść
niczym modlitwę której nijak zmieścić
w żółci chryzantem która z ogniem frunie
.
o zmierzchu cmentarz zaciąga się dymem
bezkształtne chmury znaczą nową przestrzeń
czy pan w kolejce - głos nad wyraz miły
zapiszę w zeszyt - znaczy umrzeć nie chce
2026-10-21
spójrz na jesień znów w liściach a pod liśćmi miasto
pierwszy lepszy parasol z deszczem chce się spotkać
księżyc z muchą pod brodą - skąd on ją wytrzasnął
i ten gwar na ulicy - to chyba Piotrkowska
.
noc ucieka przed chmurą a ja śnię przy oknie
długi spacer we dwoje to nie twoja wina
wspomnieniami się karmię - barwami na Złotnie
gdy jesienią przytulasz nie trzeba Tuwima
.
wiatr się zerwał deszcz spadnie na łódzkie ulice
słychać tramwaj do Zgierza może do Pabianic
ale muchy nie słyszę - leci za księżycem
może łodzią odpłynie - Łódź już nie ma granic
2026-10-20
czasami niebo wydaje się na wyciągnięcie ręki
nawet gwiazdy mrugają do siebie dziwnie znajomo
gra świateł
muzyka
koncert jesienny
ale nie na dwa świerszcze i wiatr w kominie
.
w międzygwiezdnej przestrzeni
rozbrzmiewa jesienne pożegnanie Chopina
.
oddalone o miliony lat świetlnych gwiazdy
dotykają wyobraźni
.
powracasz jak noc - muzyką
Moje Szczęście
2026-10-19
jesień jak jesień z młodym winem
z twoim uśmiechem jak przed laty
dziś świerszcze grają za kominem
chłód w złotym liściu cicho zastygł
dzieci kasztany wyzbierały
nawłocie dawno już przekwitły
tylko w twych oczach świat mój cały
radość na ustach aksamitnych
gdybyś tak jeszcze swoje - pragnę
wpisała obok - kocham - z wiersza
niech w kropli deszczu na nas spadnie
życząc - dzień dobry - prosto z serca
czuję ją w środku - wiesz jak gniecie
jak późno-letnie zakochanie
co ten październik nam przyniesie
ach przytulże się - słońce wstaje
otwórzcie chmurom serca zanim deszcz wywróżę
zgaście światła przed świtem jak ostatnie gwiazdy
niebo ciszą zarośnie jak ciemność po burzy
cienie drzewom odżyją - słowo boże zadrży
o jesieni w tym roku tak jak i o głodzie
zapomnijcie smakosze wytrawnych witamin
żeby żyć trzeba kochać - co jest bardziej w modzie
jakaż miłość jest trudna gdy kamień o kamień
zanim umrzesz jak człowiek - jak zwykle za szybko
a poezja jak pacierz wspomnieniem zostanie
umrze słowo grzech umrze piękno umrze - wszystko
i nie powiesz - dobranoc - gdy czas na śniadanie
2026-10-18
szukam w nas młodzieńczego wigoru
zachwytu nad kwitnącym przy drodze wrzosem
cienia którym próbuję okrywać to co bliskie
gdy dzień zmierza ku zachodowi nie licząc słów
szukam melodii jesiennego lasu pełnego barw
dźwięków schwytanych w sieć babiego lata
myśli zatrzymanej nad błądzącą w trawie mrówką
szukam czułości zaplątanej metaforą w wiersz
szczęście jak zwykle odkładam na później niż jutro
cieszę się że coraz częściej zastanawiasz się nad moją pisaniną
nie mów w którym kolorze ci do twarzy
podobno najpiękniejsze sny śnisz na różowej poduszce
są sny podparte marzeniami
życzenia które słyszę na dzień dobry
są bajki wyciągnięte z opasłych ksiąg
których nikt nie opowiedział do końca
.
w twoich oczach widziałem miłość
która nie chciała umrzeć zbyt młodo
próbowaliśmy się w pocałunkach
nie licząc dobrych stron w przytuleniach
.
rozgrzewało słońce ziębił wiatr
rozkochani w modraszkach i macierzance
czekamy na naszą Wiosnę
2026-10-16
ostatnie kolorowe liście
jak zwykle o tej porze
październik straszy chłodnym deszczem
.
uczę się na nowo kobiecych piersi
wg teorii względności Einsteina
sutki z wzajemnością poznają usta
.
istnieje pewne prawdopodobieństwo
że rzucimy się sobie w ramiona
liczę na pocałunek
.
marsz Mendelsona nie wchodzi w rachubę
2026-10-15
