jeszcze nie wiem co chcę jesienią
zimne słońce zajdzie kiedyś rdzawo
i oprawię ciepło ciała rtęcią
słodkie wino odsączę z poranka
gdzieś tam będziesz zapatrzony w niebo
porozrzucam myśli po trawniku
nic nie powiesz kiedy ciężko wsiąkną
zamkniesz dłonie by uścisnąć litość
potem wózek pchniesz w kierunku drogi
zaplątane koła między stopy
dotknę wierszem weź mnie chociaż siłą
szepniesz prozą kiepsko w nocy spałem
załapałam się na ostatnie dwa wersy. mam pewne wątpliwości co do ciepła rtęci - wydaje mi się to dziwaczne.
zgłoś
i "oprawię ciepło ciała rtęcią" - bardzo wyszukana metafora ale oddająca trafnie konieczność ochrony przed zimnem (rtęć - termometr-temperatura) - taki ciąg skojarzeń, ale tu na skróty... dobry, dobry wiersz! J.S
zgłoś
celnie, dzięki
zgłoś
bez prozy też się nie da spać
zgłoś
nie wiem, ja zasypiam w całych przekładach
zgłoś
Lubię tak pisząca Arwenę...
zgłoś
Ty masz chyba wszystkie choroby
zgłoś