Na kość zamarznięta matka początku i końca. Pusto tu i przeraźliwa cisza.
Bohaterowie zwisają z drzew. Mordy wysłanników z targu sprzedanych, ostatnim ich towarzyszem.
Kiedyś wiatr wrażliwości, piękna, wiary w serca wyciągnięte na dłoni,
a dziś dyndają na grubych sznurach. Złamani przez zakutych w kajdany, ich fanatycznym umiłowaniem niewoli.
Nie ustaje zima istnienia. Płatki śniegu pokrywają posągi odwagi i honoru,
co im sługusy w kagańcach zawiązali pętlę w ostatniej drodze.
„Walczyliśmy dzielnie i do ostatka”, głosi napis pod drzewami.
„Ale nie daliśmy rady pokrakom, co z lepianek wypełzły, by paść przed Panem”.
Zapatrzeni w rozdawcę przetrwania. Nieznany cel podróży i nie zawsze ochoczo,
lecz to jedyny szlak jaki znają. Bez kajdan ich drogi kończą się za płotem.
Wielu mych braci rozpoznaję po sinych od mrozu i sznura twarzach.
Te imiona tak bliskie, gdy w jednym szyku naprzeciw wroga, przysięgały obalić ostateczny sąd bata.
A potem ginęli obok mnie z krzykiem rozpaczy i łzą na bladym policzku…
Dziś odwiedzam ich w nowym domu. Bezkresne ogrody wisielców, owładnięte dramatyczną ciszą.
Ile mi pozostało? Kiedy do was dołączę ukochani, gdy i mi odbiorą ostatki godności?
Już idą ze sznurem w garści i ostatnią szansą. „Na kolana psie, równo z nami! Uznaj majestat pogardy i chłosty”.
Niewielu autorów ma taki dar by wzbudzać we mnie chęć pisania. A Ty, dajesz mi wenę i ciekawe pomysły! Twoje teksty inspirują
zgłoś
Jeju, dziekuję, nigdy nikt tak pochlebnie nie wypowiadał się na temat moich tekstów, może poza kilkoma osobami. Tyle, żźe ta proza, to eksperyment, nie wiem jak to sie potoczy, taka odskocznia od tych drugich, poetyckich. Ale po takich komplementach, az sie chce wiecej, wiec moze jutro, za kilka dni...Baaaardzo dziękuuję;)
zgłoś