SzalonaJulka
WSZYSTKIE PRACE Poezja (14) Proza (2)
O autorze Znajomi (9)

Zmiana sposobu prezentacji

19 marca 2013

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

płoność


boję się wiosny
nie w porę
nastraja rujowo
 
pod śniegiem tylko
zbutwiałe liście
ptaszek rapuje beznamiętnie
pi-tu pi-tu pi-tu
 
idź sam na spacer
marzannę utopię
w kiblu

20 listopada 2012

proza

SzalonaJulka
SzalonaJulka

Prawdziwa miłość

Teraz kocha jaskółki. Bardziej niż kogokolwiek. Ze zdumieniem patrzę na ich wzajemność. Młode ufnie podlatują do kobiety, a ona chwyta je i całuje po łebkach bezzębnymi ustami. Nie wyrywają się, ale wygodnie moszczą w jej dłoniach i tylko spomiędzy palców staruszki błyskają czarne paciorki jaskółczych oczu.
- A Maryśka gada, że miała w stajni gniazdo, ale srały, to pogoniła, durnota jedna - śmieje się kobieta. Wie, że jaskółcze gniazdo to szczęście pod dachem. Nie przegania się szczęścia.
- Mi tam nie wadzą, choć zalęgły się w sieni. A niech srają. Srają, znaczy rosną. Niech rosną zdrowo. Potem latają i wesoło jest, i paradnie. Zawsze co młode, to młode...

Głośny świergot przerywa jej monolog. Pisklaki wyrywają się do gniazda. To ich rodzice przylecieli z dziobami pełnymi przysmaków. Jeszcze ciągle karmią swoje jaskółczęta, chociaż te, już opierzone i co dzień pewniej latające, coraz mniej potrzebują opieki.
Obserwuję gniazdo przyklejone do belki sufitu w maleńkiej sionce. Wesołe i gwarne. Pod gniazdem, na betonowej wylewce troskliwa ręka gospodyni porozkładała gazety.
- Niech nie gadają we wsi, że tu brudno mam. Mam jaskółki i mam czysto - dumnie mówi kobieta.
Jednak dla mnie, dziewczyny z miasta, a pewnie i dla rzadkich gości z pobliskiej wsi, dom zupełnie nie przystaje do zakodowanych wzorców czystości i higieny. I to wcale nie przez (...)

--- cały tekst ---

2 października 2012

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

z tej mąki


nie musi dzielić na pół
chleba i życia
mimo to nie starczy
 
rozkruszy dla ptaków
ciśnie skamieniałym
na pewno
nie zmarnuje

28 grudnia 2011

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

między pokoleniami

powietrze z powietrza
i podmuch z podmuchu

jak może mieć żal
że wiatr wieje w oczy

7 października 2011

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

metabolia

kot posmutniał
zanika
widać teraz ciało
odmiennie podrapane
cóż, zabawy inne
 
gęste wąsy i buty
nie dają się skradać
gonitwa za papierkiem
przeszła w pierwszy wymiar
 
na superpozycji
wcale nie jest super
zrozumie za późno
by znów być puszystym
 
mówią stary a głupi
mimo wszystko pogłaszcz

27 września 2011

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

flauta

powiało strachem
wreszcie ruch

27 lipca 2011

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

farby

uświadom sobie
mam dziesięć razy więcej lat niż ona
 
patrzyłam jak malują
 
obie tak samo
umazane życiem

18 lipca 2011

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

kobieta ma wiele

rozrzuca twarze bezładnie wysyła
nie adresując
i z żalem widzi odbiorca nieznany
albo co gorsza
tonie w odpowiedziach od obcych ludzi
co stają się bliscy

14 lipca 2011

proza

SzalonaJulka
SzalonaJulka

Pantoflarz

- Już miesiąc zaszedł, psy się uśpiły i coś tam klaaaszczeee zaaa boooreeem… - Zośka sięgała okolic C trzykreślnego, dziarsko pobrzękując garami.
„Niedługo obiad” – pomyślałem i głośno zaburczało mi w brzuchu. Rozsiadłem się właśnie na fotelu w nowych cieplutkich kapciach, czytając ulubioną gazetę.
 
         Nagle zadzwonił telefon. Drgnąłem, a potem niechętnie odebrałem połączenie.
– Witaj. Musimy porozmawiać. Natychmiast. Osobiście. – Głos mojego przyjaciela brzmiał dziwnie surowo.
– Ale… Stefan – grałem na zwłokę. – Nie mogę teraz. Stara mnie zabije, jak wyjdę tuż przed obiadem.
– To ważne. Bardzo  – uciął. – Czekam w „Budzie”.
 
         Co miałem zrobić? Zapewniwszy Zośkę, że wrócę za minutę, pomknąłem do pubu – stałego miejsca moich spotkań z kolegami.
 
         Stefan siedział przy bocznym stoliku i nerwowo ćmił papierosa.
–  Cześć, brachu – rzuciłem. – Co jest? Pali się?
– Nie żartuj. Poważna sprawa. – Stefkowi drżały ręce. – Nie wiem, jak to powiedzieć.
– Wal śmiało.
– Widzisz… – zawahał się. – Pusia nie żyje.
– Przykro mi… – Daleki byłem od tego, by płakać po tym pchlarzu o zezowatych oczach i parszywym charakterze, zdawałem sobie jednak sprawę, że mój kumpel miał do bydlęcia wyjątkową (...)

--- cały tekst ---

3 czerwca 2011

poezja

SzalonaJulka
SzalonaJulka

erotyk niepewny

Te pocałunki spięte klamrą strachu,
smakują wtedy właśnie, gdy przeminą,
gdy cię tu nie ma, tylko nić zapachu
i cień dotyku pamięci przyczyną.

Te pocałunki słodkie mimo woli,
co mogą zranić, chociaż tak niewinne,
bo idą za mną, a wspomnienie boli,
że ciut przedwczesne, że inne niż inne.

Tych pocałunków nie dawaj mi miły
- kiedy niewspólna ziemia i powietrze.
Zostać nie umiem, odejść nie mam siły
i nawet nie wiem, co jest dla nas lepsze.

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się