SzalonaJulka
WSZYSTKIE PRACE Poezja (14) Proza (2)
O autorze Znajomi (9)

20 listopada 2012

proza

SzalonaJulka
SzalonaJulka

Prawdziwa miłość

Teraz kocha jaskółki. Bardziej niż kogokolwiek. Ze zdumieniem patrzę na ich wzajemność. Młode ufnie podlatują do kobiety, a ona chwyta je i całuje po łebkach bezzębnymi ustami. Nie wyrywają się, ale wygodnie moszczą w jej dłoniach i tylko spomiędzy palców staruszki błyskają czarne paciorki jaskółczych oczu.
- A Maryśka gada, że miała w stajni gniazdo, ale srały, to pogoniła, durnota jedna - śmieje się kobieta. Wie, że jaskółcze gniazdo to szczęście pod dachem. Nie przegania się szczęścia.
- Mi tam nie wadzą, choć zalęgły się w sieni. A niech srają. Srają, znaczy rosną. Niech rosną zdrowo. Potem latają i wesoło jest, i paradnie. Zawsze co młode, to młode...

Głośny świergot przerywa jej monolog. Pisklaki wyrywają się do gniazda. To ich rodzice przylecieli z dziobami pełnymi przysmaków. Jeszcze ciągle karmią swoje jaskółczęta, chociaż te, już opierzone i co dzień pewniej latające, coraz mniej potrzebują opieki.
Obserwuję gniazdo przyklejone do belki sufitu w maleńkiej sionce. Wesołe i gwarne. Pod gniazdem, na betonowej wylewce troskliwa ręka gospodyni porozkładała gazety.
- Niech nie gadają we wsi, że tu brudno mam. Mam jaskółki i mam czysto - dumnie mówi kobieta.
Jednak dla mnie, dziewczyny z miasta, a pewnie i dla rzadkich gości z pobliskiej wsi, dom zupełnie nie przystaje do zakodowanych wzorców czystości i higieny. I to wcale nie przez jaskółki. Ciemne ściany dawno nie bielonej izby, cienkie linoleum położone wprost na polepie, rozsypujący się gliniany piec, stół przykryty zatłuszczonymi gazetami i królująca na środku wersalka z brudną, niepowleczoną kołdrą, na której rozwalony śpi łaciaty kocur, to wszystko wydaje się raczej jakimś skansenem, czy scenografią z filmu o pańszczyźnianych chłopach, w żadnym wypadku zaś mieszkaniem współcześnie żyjącej osoby.
Kto jednak miałby zadbać o staruszkę żyjącą poza wsią? My, niedzielni sąsiedzi, pilnujemy jedynie, by nie zmarła z głodu. Czasem dajemy jej stare ubrania. Nie za często, żeby nie pomyślała, że mamy w tym jakiś interes. Stałaby się nieufna i nic nie przyjęła.

- Za ojców to było inaczej - Wzdycha kobieta. - Braci tu mieszkał i siostra... Zawsze na niedzielę matka biały obrus wyciągała.
"Za ojców" było najlepiej. "Za ojców" to mityczna kraina szczęśliwości, która nigdy nie istniała - nie mogła istnieć w chałupie podkrakowskich małorolnych. "Za ojców" to wspomnienia przefiltrowane i idealizowane przez wybiórczą pamięć staruszki.
A może wtedy rzeczywiście było jej najlepiej? Bo później...

- Chodził za mną, nieraz aż na targ zaszedł. A wysoki był i postawny, alem go nie kochała. Ludzie mówili, że dobrze mi z nim będzie, ostatni u matki został, to i namówili. Wydałam się. Krowę w posagu wniosłam, a wtedy krowa, to ho ho, majątek był, tośmy ją sprzedali i mój meble obstalował. Ale dziwne to było małżeństwo. Teściowa na noc do dom mi kazała iść, do rodziców, a jak nie, to drzwi otwarte zostawiała i pilnowała. A mój nic się nie sprzeciwiał. A mebli to jak nie było, tak nie było. Zgniewałam się, co to za mąż taki, co ino matczynej spódnicy się trzyma. Poszłam do stolarza zapytać, a on "co pani życzy" - pyta i o żadnych meblach nie wie. No tom się już całkiem zgniewała i o rozwód do sądu złożyłam. To i dostałam rozwód, a i pieniądze za krowę mieli mi zwrócić.

Ale co urząd z wysokości swojej orzeka to jedno, a na co sąd ludzki skarze to całkiem inna sprawa. Była moja sąsiadka pierwszą rozwódką we wsi. Tak, czy inaczej, ale winną - skandalu. Już to samo stawiało ją poza nawiasem, a ona ośmieliła się wyjść ponownie za mąż. Temu jej pierwszemu wybaczyli, nawet go żałowali. Jak mu matka zmarła, to wziął nową żonę, ale to niedojda straszna była, to i pluł sobie w brodę, że tej pierwszej pozwolił tak odejść.

- A ten tu Misiek, to też tak za człowiekiem chodzi. Całe życie. Nigdy mu się nie sprzykrzy. Każdą noc przy łóżku waruje. - Kobieta bezwiednie dotyka łba, wpatrzonego w nią na wpół ślepymi oczami kudłatego psiska. Oboje czerpią z tego poczucie bezpieczeństwa. Oboje znają smak odrzucenia. On, Misiek, trafił do swojej pani po długiej tułaczce, rozpoczętej bolesnym upadkiem, trzaskiem drzwi i warkotem odjeżdżającego samochodu. Cóż, nie jest rasowy ani piękny. Zna życie, tym bardziej wielbi tę, która go przygarnęła. Czci ją, jak miłościwe psie bóstwo. A ona umie docenić jego oddanie i jest najlepszym z ziemskich bogów, który co dnia nieświadomie oddaje odrobinę życia za swego wyznawcę - sama nie dojadając, podsuwa lepsze kąski psu.
- Stary jest, już tak wszystkiego nie zeźre - tłumaczy.

A z Franciszkiem było tak:
- Przyjechał z zachodu z Maszyną. Ustawił ją przed remizą i młócił wszystkim gospodarzom. Mówił, że dobry dla mnie będzie i że zboże wymłóci i jeszcze w gospodarstwie pomoże. Ano dobry był i to jaki dobry...

To już sama pamiętam. Jak pijany w sztok młócił żonę kijem, a ona wyrywała się i uciekała do lasu, by przeczekać, aż mu złość minie. Wtedy siadał na pniu do rąbania drzewa, wielki, kanciasty, wydawał mi się owym nieznanym ogniwem łączącym ludzi i małpy. Klął prostacko i ciskał lagami w niczego nieświadome koty, czy kury.
Sąsiadka jednak dobrze wspomina swojego drugiego męża. Czasem narąbał drewna, podciął drzewka, pomagał - przynajmniej dopóki kalectwo nie przywiązało go całkiem do łóżka, bo wtedy już tylko klął.

Ludzie też klęli, boczyli się - z nieślubnym siedziała.
Teraz już inne czasy - wiejskie skandale dobre do plotek, ale tak naprawdę, kogo to obchodzi? Każdy goni za swoim. Dzieci brata czasem wpadną, przyniosą chleba, albo i nie przyniosą:
- Sprzedalibyście, ciotka, pole...
Ano sprzedałaby, sprzedała, miałaby pieniądze, mogłaby wreszcie doprowadzić wodę do domu, bo wciąż trzeba chodzić do studni, może ociepliłaby dom, wstawiła nowy piec... Ale czy to warto? Ziemia zawsze ziemią, choć i ugorem stoi. Była za ojców, to i sprzedać grzech chyba.
- Niedoczekanie! - Wścieka się. - Pieniędzy za ziemię by chcieli, a tak to pies z kulawą nogą nie zajrzy. Ludzie to teraz takie niedobre... Lepsze już te Muszu Puszu!

Na dźwięk swojego imienia, leniwy kocur podnosi głowę znad zmiętej pościeli. Pies mocniej przywiera do nóg swego boga. A jaskółki wesoło krążą po izbie.
- A moje pci, jakie to śliczne. I co, że srają? Głupia Maryśka, szczęście spod dachu wygnała.

SzalonaJulka
20 listopada 2012 o 17:24

Tekst powstał już jakiś czas temu, ale mam potrzebę odkurzenia go, bo właśnie dowiedziałam się o śmierci kobiety, która była pierwowzorem bohaterki opisanej historii. Takie moje małe katharsis.

zgłoś

alt art
21 listopada 2012 o 15:06

Julka, Ci chiba bezprawnie używasz certyfikatu "Szalona"..

zgłoś

SzalonaJulka
21 listopada 2012 o 16:59

Bezprawnie? Dlaczego Altuś? Ja jestem autentyczna "Szalona" - Miladora świadkiem :)

zgłoś

alt art
22 listopada 2012 o 16:46

Ci musisz udawać; szalone nie piszą o nieświadomych kurach..

zgłoś

SzalonaJulka
22 listopada 2012 o 22:25

A o czym piszą szalone?

zgłoś

alt art
23 listopada 2012 o 19:05

o iskrzeniu pomiędzy synapsami..

zgłoś

SzalonaJulka
26 listopada 2012 o 13:58

Toż iskrzy jak cholera :)

zgłoś

alt art
26 listopada 2012 o 14:02

gdybym był bardziej pijany..

zgłoś

SzalonaJulka
26 listopada 2012 o 17:57

... to przestało by Ci iskrzyć...

zgłoś

Florian Konrad
26 listopada 2012 o 17:58

radzę zastanowić się nad zapisem- akapity...!

zgłoś

SzalonaJulka
26 listopada 2012 o 18:07

Nie umiem tu zrobić akapitów, więc je zaznaczam enterami. Chyba że masz zastrzeżenia do miejsca ich występowania. W tym jednak nie widzę błędów.

zgłoś

Monika Joanna
26 listopada 2012 o 18:04

ja mówię o tekście - a ten się podoba :) dobrego

zgłoś

SzalonaJulka
26 listopada 2012 o 18:07

Dzięki :) dobrego

zgłoś

Darek i Mania
30 listopada 2012 o 13:14

już tutaj pisałem komentarz ale pewnie jaskółki zabrały - no to przeczytałem ten ciekawy text i subiektywnie działający na mnie. moj tato, syn muzykanta Franciszka, który kamienie z siąsiedniej wsi nosił aby pobudować stajnie bardzo lubił jaskółki. one mieszkały sobie i po sieni fruwały. mama nazywana warszawianką bo więcej przesiedziała na marszałkowskiej niż na wsi nie lubiła ale za to lubiła się bawić na weselach i zabawach wiejskich. dziadek śpiewak -skrzypek i akordeonista na każdym weselu bywał i grywał a że żona mu szybko zmarła to i syna zabierał . Piotr był uparty i niedookiełznania jeśli chodzi o szkołę . dziadek kilka czapek rocznie porwał waląc w ścianę ze złości aby syna nauczyć . on wolał chodzić za koniem niż do szkoły i tak mu zostało .jako 7 latek nauczył sie palić papierosy i jeżdzić konno . wybuchła wojna i dziadek poszedł za wojskiem do francji a potem do ameryki .tata wydoroślał i rozglądał się za żoną . warszawianka byłaby dobrą partią bo miała duży posag . na zmówiny piotr powiększył gospodarstwo wypożyczając od sąsiadów dwie krowy i konia . opłacił też stręczycielkę i ugadał się z teściami . był ślub ale dzieci nie było przez pięć lat . pamiętam jak chodziłem do szopy i patrzyłem na jaskółki i dziwiłem się że takie mądre bo drogę pamiętają . prowadzałem rower z bańkami do mleka, nie mogąc się doczekać aby słomką pić mleko . ale co ja tu, przecież nie będę konkurencji robił a do tego pod Twoim textem - dzisiaj unijni mędrcy uważają że jaskółki trzeba z obory przegonić i normy są a one brudzą i przeszkadzają . a jakby tak wprowadzić normy na ludzi i przegonić urzędasów co biorą ogromne pieniądze ciężko wypracowane i bawią głupotą i nieróbstwem ?

zgłoś

SzalonaJulka
30 listopada 2012 o 17:12

Darku, ten Twój komentarz jeszcze ładniejszy, niż ten zaginiony. Piękna historia - aż się prosi o opisanie. Jaskółki szczęście przynoszą i żadna dyrektywa tego nie zmieni, o! Buziaki

zgłoś

Darek i Mania
30 listopada 2012 o 21:45

no to zabiorę kopię do siebie i zapiszę a potem, póżniej kto wie może się samo dopisze :))

zgłoś

bosonoga - Gabriela Bartnicka
30 listopada 2012 o 17:18

Szalonka - nie mam czasu na długie komentarze (wybacz), ale to doskonale napisana opowieść o... Brzmi bardzo prawdziwie. Podziwiam i pozdrawiam :)

zgłoś

SzalonaJulka
30 listopada 2012 o 17:22

boseńka, ciesze się, że znalazłaś chwilkę na przeczytanie. Pozdrawiam serdecznie :)

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się