|
| |
|
WSZYSTKIE PRACE
Poezja (289) Proza (20) Dziennik (13) Fotografia (58) Grafika (1) Książki (4)
Handmade (25) O autorze Znajomi (90) | |
Tę prawdziwą historię dedykuję
tym wszystkim, którzy nie wierzą w miłość.
Cóż znaczy czas wobec uczucia,
gdy w środku jesteśmy wciąż tacy sami.
Długa opowieść o miłości
Poznał ją, gdy oboje uczęszczali jeszcze do gimnazjum. Zaczęli się widywać i kiedyś, zamknięty przez siostrę w pokoju, zjechał po rynnie z trzeciego piętra, by zdążyć na spotkanie. Pobrali się oczywiście.
Wyjechał na studia do Lwowa i Ona podążyła za nim. Urodziło im się dwoje dzieci. Nastał rok 1939 i On, jako oficer, już w pierwszych tygodniach września dostał się do niewoli. Do końca wojny przebywał w oflagu. A Ona czekała.
Potem zaczęli ponownie wspólne życie. W dawnym, znajomym domu, w mieszkaniu po rodzicach. I przez dziesiątki lat oglądali wciąż ten sam widok z okna. A jednak Im się nie nudziło. Dzieci dorosły i wtedy, po tylu latach, Ona powiedziała do nich:
„Wasz Ojciec stworzył mi raj na ziemi”.
Dziwny był to raj, w tym starym zagraconym mieszkaniu, gdzie w sypialni, obok rzadko kiedy ścielonego małżeńskiego łoża, piętrzyły się stosy coraz bardziej zakurzonych książek i przedmiotów, a w kuchni czas już dawno odrapał z farby drewniane, skromne meble.
Ale może Oni widzieli to zupełnie inaczej?
A może nie widzieli tego wcale?
Nie wiem. I nie wiem, jak wyglądało to codzienne wspólne życie, ale wystarczyło tylko spojrzeć na Nich razem, by zrozumieć, jak mocno i blisko związani są ze sobą.
Pamiętam Ich siedzących obok siebie za stołem. Wiele razy. I w gwarze rozmów całej rodziny wciąż jeszcze słyszę Jej przebijający poprzez inne głosy śmiech. Słynny śmiech cioci Ludwisi. A także widzę Jego twarz. Łagodną, dobrotliwą twarz doktora Dolittle. I nie musieli nawet ze sobą rozmawiać, bym i tak wiedziała, jacy są szczęśliwi.
Tak było przez wiele, wiele lat.
A potem Ona odeszła ostatecznie. I On odszedł razem z Nią.
Żył wprawdzie, lecz zgasł jak płomyk, którego nie miał już kto podtrzymywać. Istniał, lecz wyłącznie we własnym świecie, skąd zamglonymi oczyma patrzył na rzeczywistość za oknem tak, jak spogląda się w głąb cudzego ogrodu przez zalane deszczem szyby. Nie wątpiłam wtedy, że ciągle są razem, jak razem byli przez lata.
A gdy po pewnym czasie, kiedy szukał Jej wszędzie i w twarzach wszystkich napotkanych ludzi, zasnął któregoś dnia spokojnie, jakby wciąż była przy nim, nie wątpiłam, że razem tak będą przez wieczność.
Cóż, w życiu wszystko jest możliwe, a co dopiero poza nim.
Wierzę, że jest to możliwe, lecz nie wszystkim dane, a szkoda.:(
zgłoś
Nie wszystkim dane, niestety, Dalencja, ale do dzisiaj dzięki tym ludziom wierzę, że to możliwe i jakąś cząstkę tego ich uczucia zachowuję w sobie.
zgłoś
Myślisz, że to się jeszcze zdarza, gdzieś poza literaturą? Zazdroszczę im.
zgłoś
a wogle to tytuł przewrotny :)
zgłoś
No tak, bo to przecież krótka opowieść o długiej miłości. Dzięki, Stef, za przeczytanie. ;)
zgłoś
Myślę, że takich par, takiej, niby zwyczajnej, a jednak w dzisiejszych czasach nadzwyczajnej, miłości, wkoło nas wcale nie jest tak mało. Tylko one są skromne, nieefektowne, nie pchają się na okladki kolorowych pism ani do popularnych talk-show. Bo pozornie nie ma w nich nic ciekawego - ot, normalne życie, obowiązki, praca, zwykłe troski, male radości. Jednak trwają, całe dziesiatki lat razem. Podoba mi się, że opowieść o cioci Ludwisi i Jej Mężu jest napisana w prosty sposób i prostym językiem - dzięki temu baardzo zyskuje na wiarygodności. Nawet zwroty, które gdzie indziej bym kwestionowała (np. "opuścił się rynną" - chyba porawnie byłoby "po rynnie"?), tu mnie jakoś nie rażą. Pozdrawiam - Ania
zgłoś
Dziękuję, Aniu. Masz rację, tacy ludzie skromnie i wiernie przeżywają swoje życie. Nie są efektowni, ale potrafią dać innym dużo ciepła i wiary, a więc tym samym ich uczucie nie idzie na marne. I dziękuję za rynnę - faktycznie, umknęło mi przy sprawdzaniu tekstu, co potwierdza tylko teorię, że u siebie trudno zauważa się potknięcia. Natychmiast poprawiam. ;) A zdjęcie Ich dodałam już do galerii. Dobrego dnia jutro. :)
zgłoś
Opuścił się po rynnie, by (za przeproszeniem) nie powiedzieć "spuścił". Interpunkcja!
zgłoś
Jarosławie - już poprawiłam ten niefortunny poślizg. :))) Dziękuję za przeczytanie. ;)
zgłoś
"Zjechał po rynnie" - wybrnęłaś znakomicie :)
zgłoś
Miło. Przyszedł czas na interpunkcję.
zgłoś
Dawaj, Jarosławie, jeżeli jest gdzieś nie tak, bo ja to na szybko dzisiaj sprawdzałam, zmotywowana do dodania wierszem An i mogło mi coś umknąć. ;) Ale przejrzę jeszcze dokładnie.
zgłoś
Dla przykładu: Dziwny był to raj, w tym starym / małżeńskiego łoża piętrzyły się stosy / wiedziała jacy są szczęśliwi / za oknem, tak jak spogląda się w głąb
zgłoś
Rozumiem - starym zagraconym mieszkaniu - bez przecinka. Mam tendencję przy takich zbitkach nadużywać przecinków. Dziękuję, Poprawię. ;)
zgłoś
Poprawiłam, ale - spoglądał (tak)na rzeczywistość, jak... Dlatego zostawiam w tym miejscu jednak, gdzie był. Bo to "tak, jak" w tym przypadku. ;) Dobrego dnia jutro. :)
zgłoś
Krótka opowieśc o prawdziwej miłości:)
zgłoś
Dziękuję, An, za przeczytanie. Dobrego dnia. :)))
zgłoś
Dzięki, Natare - to miniaturka i chciałam uniknąć zbytecznych emocji. Fakt, mamy swoje tajemnice, wzloty i upadki, ale na temat tej pary wszystkie opinie się pokrywały. Obserwowałam ich, i nie tylko ja, przez wiele lat. "domyślam się, że młode z Ciebie dziewczę :)))" - o Boże, no to mi dowaliłaś. :))) Przykro mi, jestem bardzo, wręcz za bardzo dorosłą kobietą, ale nie przyznam się, żeby mnie nie wsadzili na literacki oddział geriatryczny. ;))))
zgłoś