Zmiana sposobu prezentacji
Złość nie potrzebuje ognia ani topora.
Burzy i niszczy od środka.
Zaufanie i spokój odchodzą w zamęcie,
a gdy krzyczy milkną mądre słowa.
Zamiast radości zostają zgliszcza.
Złość szkodzi temu,
kto się jej kurczowo trzyma.
kolejny dzień bez siebie
drażni wszystko zza firanki
krzyczy, zaprasza, woła:
"bądź sobą"
lecz tu o nas plotkują ściany
po co
jak
dlaczego
rozpatrują każdy krok
wciąż pachnie tobą
włączę tryb samolotowy
odetnę szepty od myśli
może wtedy poczuję słońce
patrzę na twoje usta
wypadają z nich słowa:
kocham, pragnę, jesteś
dotykają, wibrują lekkim oddechem
już nie słyszę, czuję,
zaplatają się w myśli
nie pytasz, poznajesz
i one przyczajone, drapieżne
już wiesz: gdzie, kiedy, jak
zapominam,
jestem daleko od siebie
powtarzasz: jesteś moja
praca od… do…
siadam na krześle
obok kartki z kalendarza
plan za planem
wyścig palców na klawiaturze
za oknem wabi natura
podobno do dziesięciu pomaga
jeden
dwa
trzy
i głos szefowej na zaraz
praca
robota
tyranie
wiele razy cytuję
miłego …
dzień dobry
takie drobne przejaśnienia
nadzieja matką głupich
podpowiadasz
pomiędzy tłumem
z dłońmi w za długich rękawach
ocieram fałszywe słowa
i gdyby nie one
makijaż byłby doskonały
wypuść
niedługo wiosna
pierwsze kwiaty i pąki na drzewach
zieleń zaszaleje na świecie
a ty
zawsze chowasz w objęciach
usiądź i popatrz
jak maluje życie
wróciłeś
z tobą śnieżne drobinki
tulą się do powiek
przeganiane
na nowo poszukują miejsca
czemu pachną mrozem
ucichło
tylko oczy
rozglądają się wśród bieli
może róża zakwitnie bez wiosny
nie te bajki
o złej czarownicy już było
tyle ich dookoła
o pomocnych krasnoludkach
niestety
zaginęły wśród codzienności
o rajskim
kawałek skrzydła wita inne ciało
może tak na przekór
o spokoju
bez wiecznego poganiania
na krótko z wiatrem
czy dobry wybór
niby odcina od ziemi
lecz zszarzał zmatowiał
leżę naga rozmyślając
nie pytasz
gasisz
poranna kawa na nadciśnienie
znajomy róż w wędrówce na usta
wiem
powiesz za słodki
nie obchodzi mnie to
chcę…
zastanowienie
ty w kruczym kolorze
niezmienny
cytujesz o wstydzie jakieś banały
posłucham
trzeba ochłonąć
już pora
łańcuch wędruje na szyję
jestem gotowa na wyjście
przemęczeniu
