Zmiana sposobu prezentacji
I tak mi Bóg kazał żyć na tej ziemi
skończyłam studia maturę też posiadam
wszystko w czerni a miało być w bieli
żyć normalnie? Chyba zmysły postradam
Robię w Mc Donaldzie podając cheeseburgera
być może zostanę kierownikiem
może gdyby wybrano na prezydenta Leppera
nie miała bym domu za śmietnikiem?
Kogo winić za krajową głupotę?
za mnóstwo rządowych usterek
ludzi za finansową ciągotę?
a miałam mieć wszystko mając papierek
Nie bierzcie tego tak całkiem serio ;) Pozdrawiam !
I kiedy dawno zapomniane sączą się łzy, jak z rdzawej rany krew
i od kiedy ktoś potrafił dawno zrośnięty zerwać szew
od kiedy pękłam w pół i zrosnąć się nie mogę
czemu tak ukochałam tą wyliniałą trwogę?
zaropiałam w lawie niedoścignionych chęci
wylizałam wszystkie emocjonalne więzi
wyrwałam z siebie ostatnie strupy zastygłe
zlepione w słowa tak brudne i przykre
W końcu wydłubałam tą miłość przeklętą
wyblakła, poszarzała, była do łez zachętą
przez nią stałam się dla siebie więzieniem
ile chwil struchleje nim rzucę w nią kamieniem?
Rozpaczliwie drążę paznokciem po ścianie
co jeśli nie umrze, wróci, zostanie?
czy w moim ciele znajdzie się jakaś wnęka?
bym nie musiała dla niej znów rozpaczliwie pękać.
Nie potrzebne już do granic tłumaczenia jakie zło we mnie tkwi,
nie potrzebne słowa uciechy na kolejny nudny poranek
nie potrzebne łzy gorzkie jak gorzka jest kawa
i nie potrzebny jest już krzyk w próżni zwanej samotnością.
Niekonwencjonalne są moje starania o szczęście
Kiedy chwytam je, znów wylewa się przez palce,ucieka,
a po cóż te starania?
Ono nigdy nie zostaje u mnie dłużej, niż na jedną noc
(...)
--- cały tekst ---
Z rana muśniecie ust i subtelny szept do ucha
delikatne dłonie wśród delikatnego ciała
Twoich słów o poranku jak zaczarowana słucham
Twojego dotyku o poranku zawsze bym chciała
Moja dłoń w Twojej dłoni jak kropla w oceanie
i wzrok Twój wpatrzony w moją kocią zieleń
Niech tak już zawsze będzie, niech tak zostanie
do szczęścia potrzeba mi tak niewiele
I ta rozkosz co sączy się z uśmiechu na mojej twarzy
i radość co tuli mnie do do snu
Twoja obecność daje mi tak wiele wrażeń
Chciałabym czuć to co chwilę, na zawsze i znów
Twój uśmiech jest jak tęcza na pochmurnym szarym niebie
jak kawałek słońca w deszczowy dzień
Chciałabym żebyś na zawsze był dla mnie, ja dla Ciebie
żeby nigdy nie kończył się ten sen..
Zawiązuje sznurowadła wczorajszego dnia
Nagle Ty w drzwiach, w dłoni nóż
I tak patrze na Ciebie z litości
W oczach Twoich pustka bezkresnego brudu
Wbijasz swoje ostrze beznadziei w moją chudą pierś
(...)
--- cały tekst ---
Kocham Cię szaleńczo, nienawidzę zawzięcie
Miłość i nienawiść są jednością
Między dobrem i złem jest kruche przejście
Nazwałam wszystkie sprzeczności miłością
Ona jest granicą na której balansujemy
Umiejętnością równowagę nazywam
Miłość trwa gdy nie stajesz się chwiejnym
Kto szalę przechyli przegrywa
Po policzku głaszczesz czule
Chwytasz moją dłoń
Gdy wychodzisz żegnam z bólem
Gdzież bez króla tron?
Wracasz do mnie punktualnie
Zawsze o północy
Zabrzmi może to banalnie
Snem jesteś uroczym
Kiedy życie mi doskwiera
Jesteś moim panaceum
Z łez policzki me ocierasz
Czerń malujesz bielą
Kiedy brak mi sił do walki
Tulę twarz w poduszkę
Wszystko mogę wziąć na barki
Kiedy tylko usnę
Zmęczonym krokiem zmierzasz w moim kierunku
Świadomie ścierasz z czoła pot
Ulegam
Tak bardzo spragniony
bierzesz łyk z mojej naiwności
Żegnasz mnie uśmiechem gdy wychodzę
lecz wiesz, że bez kolejnej szklanki moich słabości
znów będziesz spragniony
ja natomiast nabiorę sił
Kto rozpadnie się jako pierwszy?
(...)
--- cały tekst ---
W słońcem otulone dni jak te
uwielbiam rozpieszczać swoją nagą duszę
W słońcem otulone dni ja te
uwielbiam bawić się kosmykiem włosów
i pleść warkoczę z marzeń
i uśmiechem malować na płótnie wyobraźni
farbą w kolorze tęczowych snów
Skąpana w zieleni traw, w śpiew ptaków wsłuchana
Tańczę myślami,
W aksamit skóry ubrana bezwstydnie
(...)
--- cały tekst ---
I kolejne dziecko płaczę w bezsenności dorosłych
kolejnemu zabrano dzieciństwo
Kolejny dorosły w zapomnieniu mknie przez kolejne godziny
W zatroskanych głowach pełnych milczenia
I patrz jak dorasta Twoja pociecha, bez echa wychodzi z domu
Bezszelestnie woła o pomoc
Patrz! Przeklinaj samego siebie gdy w rekach jego dziury
W zamkniętym pokoju, w rozpaczliwym kącie znów kłucie
znów płacz przeraźliwy w bezradności i krzyk ledwie słyszany
A Ty patrz, niezauważenie znów się wymyka
(...)
--- cały tekst ---
