Zmiana sposobu prezentacji
Nie wiem jak do tego doszło. Po prostu pewnego dnia w moim szarym i dość monotonnym życiu pojawił się chłopak. Kolorowa bluza, zawadiacko zadarty daszek, perlisty uśmiech i miękkie dłonie. Ciepłe i czułe, jednak kiedy chwytał za pędzel stawały się silne, bezkompromisowe i boleśnie celne w doszukiwaniu się w Graalu tego drugiego dna. Malował tak, jakby znał mnie od zawsze. Bałam się tej prawdy o sobie, obawiałam, że odkryje przed światem moje wszystkie zakamarki. Kilka niezobowiązujących przygód, parę nietrafionych, życiowych wyborów i to, co skrywałam najgłębiej. Dojmującą samotność wśród tłumu, wyalienowanie, górę kompleksów i ogromną potrzebę bezwarunkowej miłości. Przestraszyłam się jego przeszywającego spojrzenia. Bałam wejść w bezpośrednią interakcję, a on czytał mi w myślach, odsłaniał kolejne karty nigdzie nie publikowanych pamiętników. Byłam w szoku, przerażona, a jednocześnie zauroczona jego przenikliwością. Zaczęłam bywać na wernisażach, na których wystawiał swoje prace i w każdym z kolejnych obrazów widziałam siebie. Nagą, zagubioną dziewczynkę, która kreowała się na silną osobowość, a tak naprawdę była wiecznym dzieckiem. Kobietą - marionetką, która całe dotychczasowe życie tylko grała, żeby ukryć przed światem swoje pogubienie. Jestem w stałym związku, mam dość poukładany świat i drażniło mnie, że on i tylko on wie, że nie jestem do końca spełniona, że (...)
--- cały tekst ---
Żeby rozsądek wziął górę, potrzeba ofiar? Żeby skutecznie zawalczyć z terroryzmem potrzeba broni masowego rażenia?
A przecież wystarczy masowo, na skalę ogólnoświatową, globalną zrezygnować z wakacji, czy wycieczek do miejsc, gdzie dżihad/"państwo islamskie" na swoje strefy wpływu. To nie będzie słabość, czy uleganie pod wpływem agresji, ale prosta kalkulacja, dająca szansę bezpośredniego kontrdziałania. Jeśli kraje islamskie zaczną ponosić znaczące i odczuwalne straty w gospodarce, napedzanej przemysłem turystycznym, będą musiały wziąć się za problem makabry terroryzu od kołyski, od środka. W sposób poważny i skuteczny, na zasadzie być, albo popaść w ekonomiczną nędzę. To msz jedyny sposób, żeby działania, mające na celu walkę z terroryzmem były działaniami poważnymi i wreszcie skutecznymi. Obecna sytuacja każe powątpiewać i sugeruje, że kraje islamskie podejmują jedynie czynności pozorne i w nienależyty sposób zwalczają raka na swoich organizmach. Czasami trzeba pozwolić, bez względu na konsekwencje ekonomiczne, które dotkną cały świat islamski, żeby robal ukisił się we własnym sosie.
Pomidor, aaa... Ogórek powiedział a
Jestem doktorem nauk humanistycznych, studiowałam historię kościoła.
- A czy przyjmuje Pani za wiarygodny fakt, że historię piszą zwycięzcy?
Dzięki kościołowi zachowało się dziedzictwo kulturowe. To kościół dzięki swoim archiwom, i zasobom, chociażby świątynnym i klasztornym zachował najcenniejszą spuściznę minionych wieków.
- A czy zgodzi się Pani z faktem, że na przełomie minionych wieków istniała cenzura? Listy prac i książek zakazanych? Czy to prawda, że palono księgozbiory, niszczono dzieła sztuki, więziono w areszcie domowym, a nawet tracono twórców, naukowców, filozofów i myślicieli, których poglądy i rewolucyjne odkrycia odbiegały ideologią od nauki kościoła?
Kościól stał i stoi na straży moralności i kultywowania najznamienitszych wartości. Wszystkie imperia, jakie upadły, zawdzięczają swój schyłek przede wszystkim upadkowi moralnemu.
- A czy prawdą jest, że historia duchowieństwa, z papiestwem na czele obfituje w skandale obyczajowe?
Dzięki kościołowi wywalczyliśmy wolność i żyjemy w demokratycznym państwie, gdzie mamy wolność słowa. Kościół liczył się z konsekwencjami takiego stanu rzeczy, z ewentualną polemiką, a nawet krytyką jego majestatu, a jednak nie wycofał się. Dzięki kościołowi jesteśmy tu, gdzie się znajdujemy.
--- cały tekst ---
Wybrałam się do wsi, która cię wykarmiła. Ucałowałam drogowskaz. Zajrzałam do urzędu, w którym pobierasz wynagrodzenie, żeby uchylić nieba tej, co przy twoim boku. Spędziłam tydzień w agro - wiosce, bo wiem, jak bardzo ci zależy na rozwijaniu uwstecznionych regionów. Zostawiłam tam trochę oszczędności, żebyś wiedział, że też pragnę wyrównania szans. Poźniej poszłam do bazyliki, w której zaślubiłeś tę, co nadal przy tobie, tę, której tak zazdroszczę, tę, z którą dzielisz radości i troski. Rzuciłam na tacę, ale bez przekonania - Jezus sobie z tym poradzi, a wspólnotę kościelną mam niezmiennie w dupie. Boli mnie hipokryzja, bolą pasibrzuchy u koryta, kiedy umrę nie chcę katolickiego pogrzebu. Ale to już przecież wiesz, tak jak wiesz, że nie zgadzam się z naukami kleru, z pseudomądrościami rzekomo nieomylnych papieży. Próbują nam zawłaszczyć Mistrza, starają się być tłumaczami z boskiego na nasze, narzucają tylko jedną, ich zdaniem jedynie słuszną interpretację Jego słów. U mnie od dawna nie mają na to przyzwolenia. Tak, jak nie mają mojej zgody na molestowanie dzieci i kleryków, na sądzenie i odsądzanie ludzi od czci i wiary. Na dzielenie na prawdziwych Polaków, na prawdziwych, bo praktykujących katolików, na odsuwanie od sakramentów gejów, lesbijki, rozwiedzionych, kobiety po aborcji, małżonków praktykujących antykoncepcję, na odtrącanie zakazanej, bo pozasakramentalnej miłości i takie (...)
--- cały tekst ---
O ty którego wypluło ogromne stworzenie
nie masz misji bo to była anakonda
w rui żądna pożerania dla zabijania
dlatego pozbyła się ciebie żeby mieć
miejsce we wnętrznościach do trawienia
kolejnych ideałów.
Kurier wyglądał na zgonionego królika a ja stałam w progu, niezdarnie poprawiając szlafrok. Dlaczego świat tak pędzi? I co kryje przesyłka, która była na tyle istotna, żeby mnie wybudzić z kolorowego snu? Przywołać z Tucholi, gdzie prawie miałam w ręku klucz, kiedy urzeczywistniały się marzenia o ptaszarni. Ogromne uszy kuriera, mocna dłoń zaciśnięta na niewielkim pakunku i ponaglające sapanie. Rozbiegane oczy co chwila uciekały do stóp, żeby się chować z zakłopotania pod daszkiem, kiedy elektroniczny pisak groźnie mierzył w mój splot. Chyba go lekko peszyłam. Nie tak wyobrażałam sobie ten moment. Tę chwilę z innego snu, który się powtarza od lat. Przez który zasypiam, jak dziecko, żeby posmakować podróży w czasie, do krainy najskrytszego pragnienia. Czy za chwilę sen stanie się jawą? Będę naprawdę Alicją? Tą wybraną? Skończenie spełnioną?
Siedzę z Bercią w kafejce. Nie potrafię powstrzymać drżenia rąk. Bercia chichocze, że jesteś lepszy od kofeiny. Co ona tam wie. Jesteś skuteczniejszy od anestezjologa z dłońmi, jak bochen chleba. Tego, o którym pomyślałam, że gdyby krzyknął SPAĆ, zapadłabym się w letarg bez znieczulenia. Dlaczego uwrażliwiasz mocniej od stomatologa, który w zeszłym tygodniu kosztował mnie dwie kanałówki? Tego się chyba nigdy nie dowiem. Tak jak ty nigdy nie będziesz miał pewności, czy na okoliczność tej chwili rzeczywiście odstawiłam wszelkie używki. (...)
--- cały tekst ---
Groźby karalne - z koszmarów niejawnych
Na szczęście pamięć serwerów jest niezniszczalna. I nie tylko serwerów. Wszystko, co raz zaistnieje w przestrzeni wirtualnej, pozostaje w niej na zawsze. I na szczęście - nie tylko w niej.
Nie jesteś od niej. A ona od Niego nie jest, a jedynie u stóp Jego. Nie jego, chociaż przy nim. Podnóżkiem zaledwie jesteś. Marną kopią, chińską podróbką, tanią imitacją oryginału. Bohomazem na szkle, który chciałby uchodzić za witraż. Jesteś taka prawie, prawie i ta subtelna różnica stanowi klucz do jedynej Prawdy o wyborze Ezry. Sowia zagadka, której nie potrafiłaś rozwiązać. I świadectwo namaszczenia Gerwazego.
Uśmiecham się. Z politowaniem. Pobłażliwie się uśmiecham. Słowiki z sympatią podnoszą kąciki ust ku Niebu, choć wzrok zmuszony podążać w kierunku stóp. Do nas, do ludzi. Do historii, która zatoczyła koło. Nic w tym dziwnego, ponieważ historia uwielbia się powtarzać. Jak rozwiązywać krzyżówkę, jeśli już na wstępie poznało się hasło? Jeśli na starcie zna się przebieg akcji i przewidywane zakończenie? Można odłożyć egzemplarz na półkę, krzyżówkę wrzucić do kosza i sięgnąć po ambitniejszą lekturę. Można opuścić multikino i odwiedzić kawiarenkę pod Papugami. Można też improwizować. Zostać jeszcze przez chwilę. Stworzyć kreację na miarę potrzeb i oczekiwań chińskiej kopii Zanussiego. Dać radość, pozwolić uczestniczyć w zabawie. Dostarczyć posmaku zwycięstwa, które niesie ze sobą tak upragnione spełnienie. Dać na moment iluzoryczną władzę, która uskrzydla, jak nic innego na tym padole, może poza kobietami i apanażami z fabryki (...)
--- cały tekst ---
ostatnia kartka z zapomnianego brudnopisu, znaleziona w koszu
W dzień, co następuje
Stuka do mnie jak, z bielmem na oku. Dzwoni rogami, niosąc w pysku hymn chwalebny do stóp. Kurde, przecież Tośka ma smuklejsze stopy ode mnie, no ale nic. Mówię, że nie jestem zbyt mocarna w pocieszaniu, nie znam się na rogach, na okulistyce, na okultyźmie też się nie wyznaję i nie bardzo wiem, na co liczy. Co mam zrobić, żeby jakowi było dobrze? Bo mnie już niedobrze. Nie ten adres, jaku. Stratę poniosłam w życiu i nie jestem zainteresowana wchodzeniem w komitywne więzi. Więzi mnie swoimi hymnami. W ich rytm jak projektuje sobie taniec przy słupie. Słowem, objeżdżam jaka i każę mu śpiewać i stepować subtelniej, jeśli już. Bielmo nie daje za wygraną, prosi o kilka kawałków z pięciolinii, które już gdzieś słyszał. Odmawiam, powaliło go, czy jak? Niech idzie do amfiteatru, prywatnie nie koncertuję. Dobra, charytatywnie komponuję mu etiudę. On jakuje pod swoim, zagrodowym szyldem, a ja buczę. Ożesz... pierdziu. Kończą mi się pomysły. Nie będzie z nas kucyków z kolorowymi kokardkami w grzywach, jaku - zostajesz odesłany na safari.
W kolejną kwartalnicę, po tym co następuje
Jestem z Tośką z lekka, kameralnie - od popołudnia, aż po dobranockę dla dorosłych. Przeglądamy albumy, a barman patrzy na nas, jak na zombie i miga się przed kolejnymi fikołkami. Tośka mówi, że to przez te cieki, żebym już nie płakała. (...)
--- cały tekst ---
wirtualne mary senne to marnotrawstwo czasu
Nie przypuszczałam, że świat może tak nagle nabrać barw. Czuję się kolorowo w moim nowym śnie. Bo teraz śnię już tylko na jawie :) Nie mylić z kaszlakiem, model ochnaście ;) Przemeblowanie w kwadracie, kilka nowych elementów w sypialni i szał w garderobie. Szaleństwo zakupów, wieszakowa rewolta. Jakieś tam małe korekty wizerunkowe w zaprzyjaźnionym salonie, Majdanu, póki co nie przewiduję. Beata nie dawała za wygraną. Co jest? - dopytywała. Takie zrywy raczej na wiosnę, a nie w środku zimy, skąd ten rozkwit? Becia, weź to na intuicję, droczyłam się z moją koleżanką, kiedy zmieniała mi hybrydę. Nie puściłam pary z ust nawet przy martini. Rozgryzłam oliwkę i posłałam jej oczko. No powiedz, nalegała, podziel się, nie bądź sknera, może i ja skorzystam. A korzystaj, Becia, czerp pełnymi garściami. Mogę ci wierszem zapodać, chcesz? Nie chcę - skrzywiła się. I właśnie dlatego wyrecytowałam jej mój stary kawałek. Jedyny wierszoł własny, jaki stukam z pamki. Męża rzucasz? - postawiła oczy, kiedy skończyłam. Nieee - śmiech. Chociaż coś w ten deseń. Wiesz, wreszcie na sto uwolniłam się z innej, cholernie toksycznej więzi. A le cia oo w tym kawałku tak :
- na tytuł mnie nie stać -
może lepiej nam było w getcie. woda niczym rynsztok a rynsztok niczym
kiedy chleb czarny jak moje warkocze i niezbywalny jak twoje rude dzieci.
żeby tak nie (...)
--- cały tekst ---
komuniści - wszyscy równi!
narodowi nacjonaliści - Polska dla prawdziwych Polaków!
katotaliby - Bóg Horor i Watykan!
faszyści - Bóg z nami chuj z wami!
miliardy pozostałych - nasze na wierzchu!
nick t faszny - po prostu miłość.
