13 lipca 2011

proza

Wieśniak M
Wieśniak M

"mecenas"

Właściwie nie wiadomo dlaczego tak się nazywa pies sąsiada. Sąsiad twierdzi że tak go wcale nie nazywał. Nikt też nie przyznaje się do autorstwa tego imienia. Może sam się tak nazwał by powetować sobie niedoskonałości natury nie będącej sojusznikiem nie budzących grozy stworzeń.
      Psy bywają różne. Mecenas nie jest różny. Jest brzydkim rudobiałym kurduplem na cieniutkich nogach. Mocarna klatka i szpiczasty nos nadają mu wygląd rekina.
Przybył do wsi z opinią psa maltretowanego. I tak zapewne było w istocie. Pamięć o nieszczęśliwym szczenięctwie odcisnęła trwały ślad na całym życiu mecenasa. Każdy gwałtowny ruch koło nosa kończył się ugryzieniem. Gryzł listonoszy, mieszkańców wsi a nawet domowników. Zła opinia przylgnęła na trwałe do psa, wciąż wzbogacana o nowe przypadki niestosowności zachowania się wśród cywilizowanego społeczeństwa psów łańcuchowych. Burzył stereotypy stworzenia podległego, lizusowsko przymilnego, wdzięcznego za byle kęs strawy.
     Jedyną osobą tolerowaną przez mecenasa jest właściciel. Zostaje  on jako jedyny dopuszczony do wyciągania z krótkiej sierści wystającego jak nowotwór napitego kleszcza.
     Pies jest towarzyski, lgnie do ludzi i tęskni za głaskaniem lecz nikt mecenasa nie głaszcze. Każdy pamięta swoje ugryzienia i w trosce o własne łydki omija mecenasa szerokim łukiem.
                                           *
       Życie psa zostało brutalnie poddane rewolucji kiedy sąsiad pojechał do miasta. Za chlebem. Domownicy mało się psem interesowali, więc ten postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i adoptować nowego pana.
         Czy to z racji sąsiedztwa, czy może z powodów o których tylko psy wiedzą, wybór mecenasa padł na mnie.
          Początkowe wzruszenie z czasem zamieniło się w gehennę. Psisko skutecznie ograniczyło moje życie towarzyskie, a degradując w hierarchi moją sukę, stało się właścicielem posesji
i właśnie dziś na tę jego własność miał czelność zawitać benek. Bydle czterokrotnie większe od mecenasa, zwabione uroczym zapachem suki wkroczyło na teren działki mecenasa nic sobie nie robiąc z groźnych powarkiwań mecenasa. Różnica masy psów była zbyt ogromna by wogóle myśleć o jakiejkolwiek próbie ocalenia honoru właścicielskiego. Należało czmychać czym prędzej na bezpieczniejsze tereny. 
          Mecenas jednak o tym nie wiedział. Stanął benkowi na drodze. Rozgorzała walka. Tylko szaleniec postawiłby na "dawida", ten jednak pomny być może biblijnego pierwowzoru mężnie stanął do starcia.
          Kilkakrotnie benek brał rywala w zęby i miotał nim jak szmacianką o ziemię. Łzy stanęły mi w oczach i kiedy wydawało się że mecenas zagląda w kierunku białego światła w tunelu, nagle.... benek zawył i uciekł. Żądny krwi mecenas ścigał do do samej furtki podgryzając zajadle, to z lewej to z prawej strony.
                                           *
Teraz mecenas leży obok mnie. W jego oczach oczekujące na odpowiedź pytanie: no to jak z nami będzie?

Arwena
13 lipca 2011 o 19:52

cudnie Wieśniaku :) Ty to potrafisz :) Ciekawam tylko co zrobił Benkowi, jaką techniką go powalił ;) i czy został?

zgłoś

Wieśniak M
13 lipca 2011 o 23:15

Myšlę że posidł chińską sztukę akupunktury;))

zgłoś

gabrysia cabaj
13 lipca 2011 o 19:56

widzę jak mu się w oczach czai pytanie:)

zgłoś

Wieśniak M
13 lipca 2011 o 23:14

Ech"..........też na to patrzę:)))))

zgłoś

Wanda Szczypiorska
13 lipca 2011 o 21:32

Psiemu panu należy się pochwała za przygarnięcie mecenasa i nagana za wpuszczenie Benka

zgłoś

Wieśniak M
13 lipca 2011 o 23:12

Hmmmm, pan został adoptowany, nie odwrotnie;). Mecenas nigdzie nie będzie szczęśliwszy niż na tej mazurskiej wsi, a ja......muszę wrócić do Warszawy:(((

zgłoś

Ania Ostrowska
13 lipca 2011 o 21:33

Tym razem - bez zachwytu :( Odniosłam wrażenie, że jest pospieszne, jeszcze nie ostygło nawet, nieporadne. Nie wiem, dlaczego? Przecież potrafisz :)

zgłoś

Wieśniak M
13 lipca 2011 o 23:08

Masz rację Aniu. Pisane na gorąco. Poprawię w spokojniejszej chwili. Wiem, powiesz pewnie że należy na brudno , a potem do ludzi. Tylko wtedy tekst by tu nie zaistniał. Pogubiłbym się w ciągłych korektach gubiąc istotę opowieści. No niemniej poprawię.....obiecuję. Dzięki :)))

zgłoś

Ania Ostrowska
14 lipca 2011 o 07:01

Rozbroiłeś mnie. Masz wdzięk :)))

zgłoś

Wieśniak M
17 lipca 2011 o 21:02

Cóż , poprawiłem Aniu "mecenasa"......Nie wiem czy jest lepiej......ale poprawiłem więc już jakby z definicji jest :)))

zgłoś

Ania Ostrowska
17 lipca 2011 o 21:41

JEST lepiej. Deficyt przecinków wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie :))

zgłoś

Wieśniak M
17 lipca 2011 o 21:53

no popatrz tylko ;))). Efekt wysokiego poziomu całkiem niezamierzony;)))). Dzięki Aniu:))))..... te cholerne przecinki......

zgłoś

Szel
13 lipca 2011 o 23:21

swietny tekst Wieśniaku:))) skoro taki wredny kundel ciebie zaadoptowal, to i ja jestem toba zachwycona! psy znaja sie na dobrych ludziach jak nikt inny:)))

zgłoś

Wieśniak M
13 lipca 2011 o 23:31

:))))) a może ciągnie swój do swego;)))))

zgłoś

Szel
13 lipca 2011 o 23:35

heheh w takim razie opisz swoj wyglad rownie przejrzyscie jak mecenasa:))))

zgłoś

Wieśniak M
13 lipca 2011 o 23:37

Był niczym dąb wieliki stuletni....no może miał mniej orzechów, lecz na trzewiczki namówił dziewczę, namówił biedną do grzechu;))))

zgłoś

Szel
13 lipca 2011 o 23:47

byl a juz go nie widac? co to za dab...oszuscie...moze sie w dziupli z dziewka zadekowal?:)))

zgłoś

Wieśniak M
17 lipca 2011 o 21:07

Był na kartach powieści, normalnie książka się w kieszeni mieści;)))

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się