7 września 2011

dziennik

Wieśniak M
Wieśniak M

11 września

Czy widzieliście te rozszerzające się źrenice dzieci na widok kolorowego balonika? Czy jeszcze pamiętacie swoje własne?
Gość który go wymyślił powinien żywcem pójść do nieba za miliony uśmiechów podarowanych światu.
Z dzieciństwa pamiętam panów stojących na rogach ulic, przed wejściem do parku i zoo z zatkniętą na kiju główką kapusty. W nią powbijane były na drucikach obiekty pożądania wszystkich dzieci. Balony - kolorowe, w różnych kształtach i wielkościach. Po 1989 r na fali ogólnej radości zawitały do nas ze zdwojoną energią. Powoli ale systematycznie wypełniały wszelkie aspekty naszego życia. Towarzysząc nam od narodzin, przez chrzest, komunię, ślub aż po wszystkie rocznice godów. Dopiero śmierć stanowiła dla balonów pewne tabu, choć i tu potrafiły szybować do nieba, obrazując symbolicznie naszą ostatnią drogę. Kolorowe balony napełniane powietrzem czy helem pojawiały się na wszelkich imprezach, otwarciach, piknikach, zjazdach, zlotach i powitaniach. Na imprezach oficjalnych i tych całkiem prywatnych. Całkowicie apolityczne uświetniały manifestacje każdej  ze stron sceny politycznej. Były na manifach i pielgrzymkach na Jasną Górę. Eksplodowały ferią wielobarwnych mniejszych baloników lub conffetti w szczególnych momentach uroczystości. Wywołując zawsze ten sam efek t- uśmiech. Nieraz obserwowałem twarze dzieci i dorosłych na ich widok. Przez moment wszyscy stawali się dziećmi. Oczywiście po pewnym czasie dorośli wracali do surowego oblicza, ale co jakiś czas uśmiechali się do nich ukradkiem.
Dekoracje balonowe przybierały coraz bardziej monstrualne rozmiary. W balonowych girlandach, łukach widywano już całe stadiony. I kiedy wydawało się że ta ekspansja nigdy się nie skończy przyszedł pewien 11 września. Grupa panów o smutnych obliczach wypuściła powietrze ze wszystkich balonów zachodniego świata. W jednej chwili miliony, miliardy balonów przestało cieszyć nasze oczy. Jakby to one były celem ataków. Gwoli prawdy były. To myśmy wywołali im wojnę. To na nich skupiła się cała frustracja z powodu utraty poczucia ogólnoświatowego bezpieczeństwa. Mały wesoły balonik stał się kozłem ofiarnym.
Tego dnia umarły zabierając ze sobą nasze uśmiechy.
Minął jakiś czas. Uśmiech jako naturalny odruch powrócił, za nim nieśmiało powrócił i balonik, ale już bez wcześniejszej dominacji. Skromnie zajmuje nisze, bojąc się że znów ktoś wyciągnie szpilkę....

Darek i Mania
7 września 2011 o 23:48

ha teraz robią kolorowe dmuchanki helem -dwa dni i konik czy inne dmuchane dzieła umierają ale interes się kręci -ech nie ma to jak zwykłe kolorowe baloniki :)

zgłoś

Wieśniak M
8 września 2011 o 08:09

Zadziwiające jest to że tak łatwo przechodzimy obojętnie obok końca pewnych spraw na poboczach innych... Dziękuję Nieznajoma, dziękuję Darku za obecność pod tekstem :)

zgłoś

Istar
8 września 2011 o 08:15

tak jest kiedy pobocza są jeszcze bezpieczne, gorzej kiedy nie ma już możliwości udawania że pęknięty balonik poleci

zgłoś

Wieśniak M
8 września 2011 o 17:52

może tylko uszło powietrze z balonika:)

zgłoś

gabrysia cabaj
8 września 2011 o 08:19

kilka dni temu, wieczorem, obserwowałam lecące chińskie lampiony, które znikały w ciemności...pomyślałam, że ktoś miał powód, by posłać ciche światło do nieba...

zgłoś

Wieśniak M
8 września 2011 o 17:52

do gwiazd do korzeni...

zgłoś

dodatek111
8 września 2011 o 10:59

wszystko może się zdarzyć, pamiętajmy o tym...

zgłoś

Wieśniak M
8 września 2011 o 17:53

i patrzmy co wynika z naszych działań...

zgłoś

Kontakt z redakcją



Zgłoś nadużycie


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. Zarejestruj się